Porodówki w Polsce znikają
Premier deklaruje, że polska ma najgęstszą sieć porodówek w Europie. Trudno mu jednak wierzyć, bo minął się z prawdą w sprawie porodówki w Lesku, która – choć zamknięta – według szefa rządu dalej działa. Poseł Katarzyna Sójka z Prawa i Sprawiedliwości zwraca uwagę na inne niepokojące sygnały, jakie płyną z Ministerstwa Zdrowia.
– Jeden z ministrów w kierownictwie Ministerstwa Zdrowia mówi o tym, że powinny funkcjonować oddziały położnicze, gdzie występują około dwa porody dziennie. Jeżeli to przeliczymy, to wychodzi 730 porodów w ciągu roku, a to oznacza, jeżeli wejdziemy na mapę i zobaczymy szpitale w całej Polsce, że (…) – według tego schematu, o którym mówi wiceminister z Ministerstwa Zdrowia – blisko 200 oddziałów położniczo-ginekologicznych nie powinno w Polsce funkcjonować. Ja się z tym nie zgadzam, bo uważam, że jeżeli są potrzebne oszczędności, szuka się pieniędzy, to można szukać ich gdziekolwiek indziej, ale nie u kobiet, nie u noworodków, nie tam, gdzie rodzi się życie i nie w placówkach położniczo-ginekologicznych. Tam powinien być komfort, bezpieczeństwo. Wręcz uważam, że powinno być to jeszcze o poziom wyżej, żeby zachęcać, żeby (…) żadna rodzina, żadna para, która decyduje się na dziecko, żadna kobieta, nie mieli jakichkolwiek wątpliwości, że są w najlepszym miejscu, w najbardziej bezpiecznym miejscu – podkreślała poseł Katarzyna Sójka z PiS.
TV Trwam News



