fot. PAP/Marcin Bielecki

Manifestacja branży turystycznej w Świnoujściu ws. otwarcia granic

Ponad 100 osób z branży turystycznej manifestowało w Świnoujściu (Zachodniopomorskie) przy granicy polsko-niemieckiej, domagając się m.in. otwarcia granic. Jak wskazywali, nadmorska miejscowość jest w bardzo złej sytuacji bez turystów z Niemiec.

Demonstrujący zebrali się przy zamkniętym przejściu granicznym Świnoujście-Ahlbeck, skandując „chcemy pracy” czy „otwórzcie granice”. Trzymali transparenty i plakaty z hasłami m.in. „Ratujmy turystykę”, „Zamknięte granice to wirus, który nas zabije”, „Szlabany w górę, chcemy pracować!”, „Chcemy żyć, chcemy pracować”.

„Sytuacja jest dramatyczna. Oboje z mężem pracujemy w hotelu. Jesteśmy na minimum; gdyby nie oszczędności, które były do tej pory, nie byłoby nas stać teraz na życie” – powiedziała pani Aldona, kelnerka w jednym ze świnoujskich hoteli.

Inny pracownik hotelu, pan Daniel, wskazywał, że otwarcie granic jest konieczne, aby turystyka znów mogła się rozwijać.

„W Świnoujściu umarły wszystkie branże – i hotelarska, i sklepy, wszyscy to odczuwają, w każdej dziedzinie” – mówił.

Demonstrujący wskazywali także, że hotele, które od 4 maja mogą przyjmować gości, powinny działać w pełnym zakresie, z restauracjami i bazą zabiegową.

„Oprócz tego, że możemy otworzyć drzwi do hotelu i podać gościom posiłek do pokoju, tak naprawdę niczego innego nie możemy zrobić. Nie jesteśmy izolatorium i goście nie przyjeżdżają do nas na kwarantannę” – podkreślił pan Roman, pracownik jednego z dużych hoteli.

Wskazał też, że hotelarze przygotowani są na przyjęcie gości także pod względem sanitarnym. Podkreślił, że pomimo otwarcia, w hotelach jest niewielu gości, anulowane są także rezerwacje, również te na późniejsze terminy – lipiec czy sierpień.

„My jesteśmy już w tej chwili nad przepaścią. Mamy sygnały od właścicieli, że jeżeli do końca miesiąca się nic nie zmieni, zaczniemy dostawać wypowiedzenia z pracy” – stwierdził pracownik hotelu.

PAP

drukuj