fot. PAP

Polska armia potrzebuje radykalnych zmian

Polska potrzebuje szybkiej i radykalnej reformy sił zbrojnych – alarmują eksperci. Bez powołania oddziałów obrony terytorialnej nasz kraj nie będzie w stanie zniechęcić potencjalnych agresorów. Tymczasem rząd chce ograniczyć się do reformy Narodowych Sił Rezerwowych, reformy czysto kosmetycznej.

Atak Rosji na Krym na wielu podziałał jak zimny prysznic. I skłonił do refleksji. Zmiana priorytetów doktryny obronnej jest konieczna – uważa gen. Stanisław Koziej, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

– My swój potencjał w pierwszej kolejności musimy skierować na zadania związane z obroną swojego terytorium, a nie z misjami gdzieś daleko tam daleko, poza granicami – zaznaczył gen. Koziej.

Zadanie obrony własnego terytorium w większości krajów obok regularnej armii pełnią oddziały obrony terytorialnej. W Polsce takiej formacji brak – mówi prof. Józef Marczak z Akademii Obrony Narodowej.

 – Siły zbrojne każdego państwa – a tym bardziej przygotowane do obrony – składają się z dwóch komponentów. Pierwszy: operacyjny, służy do uderzeń (strasznie kosztowny, bo wykorzystuje czołgi, samoloty, śmigłowce, etc.) . Drugi – podstawowy w obronie – to terytorialna obrona wojskowa – tłumaczy prof. Marczak.

W Finlandii, w rezerwie jest 230 tys. ochotników obrony terytorialnej. Amerykańska Gwardia Narodowa może wystawić ok. 360 tys. osób. Szwedzka Gwardia Krajowa liczy 600 tys. żołnierzy, ten sam system działa też w Szwajcarii, Niemczech, Izraelu i Norwegii.  Narodowe Siły Rezerwowe liczące 10 tys. żołnierzy nie mają się czym pochwalić. Po 3 latach od powołania formacji do takiego wniosku doszedł także rząd. Postanowił więc dokonać reformy.

– Zmiany dotyczą szkolenia, dotyczą możliwości finansowania, podnoszenia kwalifikacji żołnierzy Narodowych Sił Rezerwowych, usprawniamy i polepszamy sytuację pracodawców, by chętniej zwalniali do pełnienia obowiązków wojskowych – mówi wiceszef MON, Czesław Mroczek.

Po zmianach rezerwiści z Narodowych Sił Rezerwowych pełnić będą też służbę w zwartych oddziałach, a nie jak jest obecnie – rozproszeni po zwykłych jednostkach wojskowych.

 – To jest model który, uznajemy za docelowy i usuwamy – jak zaznaczyłem już wcześniej – wszystkie stwierdzone wady tego systemu – zapewnia Czesław Mroczek.

Wiceszef MON zaznacza jednocześnie, że „System motywacyjny który tworzą nie jest wystarczający, „ Oznacza to, że chętnych do służby w NSR jak nie ma, tak najprawdopodobniej nie będzie. Niewystarczalność systemu potwierdzają także słowa gen. Kozieja: „To korekty, drobne – powiedziałbym – retusze a nie porządna reforma.”

Eksperci nie mają złudzeń – reforma NSR nie przyniesie żadnej poprawy bezpieczeństwa.

 – Cała Polska jest po prostu bezbronna. Oprócz tych 3 dywizji, cała granica wschodnia: 1000 km, kilkaset w głąb nie ma żadnych wojsk. – podkreśla prof. Józef Marczak.

Potrzebna jest radykalna zmiana. Rektor Akademii Obrony Narodowej gen. Bogusław Pacek, przyznaje: „Pracujemy nad masowym szkoleniem Polaków, zwłaszcza tych, którzy żadnych dodatkowych zachęt nie potrzebują”.

– Rozpatrujemy taki wariant stworzenia dodatkowych centrów szkolenia, bądź wykorzystywania tych, które są, po to, by większa ilość Polaków – nie tylko to 120 tys. etatów w wojsku – mogła być szkolona. W Polsce mamy 30 tys. młodzieży, która założyła mundur i chodzi w nim do szkoły – to słynne klasy mundurowe. Nie chcę już wspominać ze szczegółami o grupach rekonstrukcyjnych o „Strzelcu”- przypomina gen. Bogusław Pacek.

Dziwi jednak fakt, że do pomysłu użycia tego potencjału skłoniły dopiero wydarzenia na Krymie.

RIRM

drukuj