fot. PAP

Okultyzm w szkole

Resort edukacji dopuścił do użytku w podstawówce podręczniki promujące okultyzm i satanizm.

Chodzi o podręcznik i ćwiczenia do klasy V i VI szkoły podstawowej „Język polski. Między nami”, które funkcjonują na polskim rynku wydawniczym od tego roku. Autorami książek są Agnieszka Łuczak i Anna Murdzek. Wydawcą jest Gdańskie Wydawnictwo Oświatowe. Z informacji umieszczonych na stronie internetowej wydawnictwa można się dowiedzieć, że książki te zostały opracowane wspólnie z ponad 500 polonistami, w dodatku zostały docenione przez ekspertów europejskich – podręczniki zawierają różnorodne teksty nastawione na wzbogacanie wiedzy ucznia, poszerzanie jego słownictwa itp. „’Między nami’ to jedna z najchętniej wybieranych i najlepiej ocenianych serii do nauczania języka polskiego w szkole podstawowej i gimnazjum” – informuje wydawnictwo. Rzeczoznawcami MEN dopuszczającymi podręczniki do obrotu byli: dr Ewa Ogłoza, dr hab. Radosław Pawelec i mgr Ewa Zajdel.

Zawartość książek budzi jednak wiele kontrowersji. Oprócz klasycznych tekstów literackich, a nawet historii niektórych świętych, ukazują też treści o charakterze co najmniej okultystycznym.

Przykład: diabeł spotyka płaczącą dziewczynką. Dziecko płacze, ponieważ zachorował jej braciszek, a lekarze nie dają szansy na jego wyzdrowienie. I co robi diabeł? Oto mówi do dziewczynki: oddaj mi swoją duszę, a uzdrowię twego braciszka. Po czym wypowiada zaklęcie i staje się cud – chłopczyk jest zdrowy.

Książki epatują – nie zapominajmy, że odbiorcami są dzieci w wieku 11-12 lat – ponurą grafiką: oprócz treści klasycznych, jak najbardziej słusznych w edukacji polonistycznej, są rysunki potworów, diabłów, brzydkie postaci, przy jednoczesnym zaprezentowaniu młodym czytelnikom historyjek nacechowanych okultyzmem, magią, tematami związanymi ze śmiercią, krwią, czasem wręcz mocnymi wizjami horroru.

Sugerowane jest relatywne podejście do wartości wiary. W tle zbyt często przedstawia się destrukcyjny obraz rodziny – np. postać mamy, która nie akceptuje płci swojego dziecka, czy rodziców, dla których dziecko staje się niepotrzebnym balastem na drodze ich kariery zawodowej. W stosunkowo wielu jak na jeden podręcznik zaprezentowanych historyjkach same dzieci to osoby ze zbyt mocnymi jak na ten wiek problemami, np. chore na bulimię czy cierpiące na natręctwa itp.

Autorem niektórych opowiadań jest Marcin Szczygielski, życiowy partner Tomasza Raczka, związany z polską edycją miesięcznika „Playboy” i z Instytutem Wydawniczym „Latarnik” promującym jego książki dla dzieci epatujące strachem i magią.

Zaniepokojeni treścią podręczników rodzice zażądali od MEN wycofania ich ze szkół. „Zadania odnoszące się do treści opowiadań mogą prowokować do zbyt osobistych wypowiedzi, na które polonista, który nie jest terapeutą, może nie być gotowy, zwłaszcza że ewentualne dyskusje odbywałyby się w bądź co bądź przypadkowej grupie, jaką jest klasa. Problematyka poruszana przy okazji nauki używania mowy polskiej wydaje się być niewspółmierna do rozwoju emocjonalnego dzieci w wieku 12 lat, zwłaszcza jeśli chodzi o traumatyczne przeżycia dziecięcych bohaterów historyjek, za którymi stoi czasem wręcz patologiczna wizja rodziny. Treści te nadają się raczej do gabinetów terapeutycznych czy wręcz psychiatrycznych(!), a nie na zwykłe lekcje j. polskiego” – czytamy w liście protestacyjnym skierowanym do minister edukacji Joanny Kluzik-Rostkowskiej. Jego sygnatariusze to bydgoskie katolickie i patriotyczne stowarzyszenia i wspólnoty, m.in. Diakonia Społeczna Ruchu Światło-Życie, KIK, Duszpasterstwo Akademickie Martyria, Młodzież Misjonarska, Akcja Katolicka, Civitas Christiana, a także bydgoska Solidarni 2010. Analogiczne pismo zostało wysłane do Rzecznika Praw Dziecka.

Podręczniki, z których uczą się nasze dzieci, negują prawdę, dobro i piękno. Musimy się więc temu przeciwstawić – mówią rodzice.

MEN zapewnia, że zwróciło się już do rzeczoznawców, którzy opiniowali podręczniki pod względem merytoryczno-dydaktycznym, na podstawie czego zostały one dopuszczone do użytku szkolnego, o odniesienie się do zarzutów. Zgodnie z ustawą z 7 września 1991 r. o systemie oświaty minister właściwy do spraw oświaty i wychowania, w drodze decyzji administracyjnej, może cofnąć dopuszczenie do użytku szkolnego podręcznika na wniosek podmiotu posiadającego autorskie prawa majątkowe do podręcznika, lub inne prawa do korzystania z utworu będącego podręcznikiem, działając z urzędu – jeżeli co najmniej dwóch wyznaczonych przez niego rzeczoznawców stwierdzi, że podręcznik utracił aktualność lub przydatność dydaktyczną, albo zawiera błędy merytoryczne, z powodu których nie powinien być w użytku szkolnym.

Odnosząc się do zastrzeżeń dotyczących zeszytów ćwiczeń, należy zwrócić uwagę, że materiały ćwiczeniowe od lat nie podlegają dopuszczeniu do użytku szkolnego. Nauczyciel, decydując się na korzystanie z takich materiałów, bierze odpowiedzialność za ich treść – twierdzi resort.

– Tyle że – zauważa dr Anna Petkowicz z Instytutu Pedagogiki KUL – nauczyciel zwykle wybiera ćwiczenia, które są kompatybilne z podręcznikiem. – W takim razie gdyby nauczyciel zupełnie pominął zestaw tych ćwiczeń, zostałby w pewien sposób bez pomocy. Rodzi się też pytanie, czy nauczyciele są przygotowani merytorycznie do weryfikowania tych treści, czy są przygotowani do tego zarówno od strony etycznej, jak i wychowawczej. Oraz czy mają odwagę je modyfikować – w końcu są odpowiedzialni za to, czego uczą – kwituje dr Petkowicz.

Anna Ambroziak/Nasz Dziennik

drukuj