fot. Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Ukryta likwidacja szkół

Samorządom się nie opłaca, ale samorządowcom już tak. Prowadzenie publicznych placówek oświatowych to duży problem finansowy, którego gminy chętnie się pozbywają przekazując szkoły fundacjom i stowarzyszeniom. Nierzadko na ich czele stoją osoby powiązane z samorządem. Proceder jest legalny, masowy i poza wszelką kontrolą państwa. Pytanie, czy uczciwy i z korzyścią dla uczniów.

W ciągu najbliższych paru miesięcy z mapy Polski może zniknąć ponad 2000 szkół – alarmuje Związek Nauczycielstwa Polskiego.

– Narasta liczba gmin, które łamią prawo, które likwidują wszelkie szkoły samorządowe na swoim terenie przekazując wszystkich uczniów i wszystkie placówki w ręce organizacji pozarządowych, wbrew ustawie o systemie oświaty. Te gminy czują się bezkarne – podkreślił Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Przykładem jest podkrakowska gmina Iwanowice. Pod koniec stycznia jej radni przegłosowali uchwałę, która zakłada likwidację 5 placówek i przekazanie ich w ręce prywatne.

– Co najbardziej przykre, to milczenie w tej sprawie Ministerstwa Edukacji, milczenie rządu. Wszyscy robią dobrą minę do złej gry, a szkoły w sposób ukryty są po prostu likwidowane – mówił Sławomir Kłosowski, poseł PiS, były wiceminister edukacji.

Ministerstwo zaprzecza. W tym roku zniknie mniej szkół niż w latach ubiegłych.

– Mamy w tym roku 34 uchwały wiążące się z zamiarem zlikwidowania szkół, w których uczą się dzieci. Jest to 21 szkół podstawowych, 4 gimnazja, 9 szkół ponadgimnazjalnych i 49 uchwał związanych z zamiarem likwidacji uzasadnionych przez samorządy brakiem uczniów – powiedział Tadeusz Sławecki, wiceminister edukacji narodowej.

Likwidacja to jedno, ale przekazywanie szkół stowarzyszeniom i fundacjom to drugie. Zgodnie z prawem samorząd może przekazać, bez wcześniejszej likwidacji, prowadzenie szkoły liczącej do 70 uczniów. Gminy korzystają z tego masowo, nieraz celowo doprowadzając do spadku liczby uczniów.

– Otóż samorządy terytorialne, wójtowie, burmistrzowie ograniczają albo zapowiadają, oczywiście wszystko to się dzieje nieoficjalnie, dyrektorom szkół, żeby ograniczali nabór do danej szkoły, ażeby czynili pewne trudności rodzicom, którzy chcą zapisać dzieciaki do danej szkoły – zauważył Sławomir Kłosowski.

Przekazywaniu szkół sprzyja Ministerstwo Edukacji Narodowej – jak tłumaczy – to ratuje szkoły przed likwidacją. Procesu tego jednak nikt nie kontroluje.

– Państwo nie może się wyzbywać pewnych funkcji kontrolnych, musi wiedzieć co się tam dzieje, jak jest wychowywana polska młodzież. Tym bardziej w obliczu pewnych zagrożeń, które dotykają inne kraje Europy –zaznacza Wojciech Książek z Sekcji Krajowej Oświaty NSZZ „Solidarność”.

Do takiej prywatyzacji szkół „tylnymi drzwiami” doszło już m.in. w Gdańsku, w gminie Piekiełko, Hanna, Leśniowice czy Darłowo. Niejednokrotnie rodzice pozostają bez alternatywnej placówki dla swoich dzieci. Problem to nie tylko większa odległość do szkoły; obawy rodziców dotyczą też wartości przekazywanych w sprywatyzowanych szkołach. Oprócz obowiązującej podstawy programowej, każda szkoła ma swój statut i tu pojawia się ryzyko.

– To zależy od tego w czyje ręce taka szkoła trafi. Nie chcę snuć tu czarnych scenariuszy, aczkolwiek one się same narzucają. Przyjęcie konwencji przemocowej otwiera drzwi tego typu ideologii na gruncie polskiej szkoły, ponieważ tam są konkretne zapisy – powiedział Sławomir Kłosowski.

Prywatyzacja szkół oznacza pogorszenie sytuacji nauczycieli. Prywatne podmioty zatrudniają ich na podstawie kodeksu pracy a nie Karty nauczyciela.  Przeciw temu protestują nauczycielskie związki. Dodatkowo często szkoły przekazywane są spółkom komunalnym, albo osobom powiązanym z władzami samorządu. Biznes jest intratny.

– Jak pokazują dane Najwyższej Izby Kontroli i Instytutu Badań Edukacyjnych, gminy często wydają więcej pieniędzy na te szkoły przekazane w ręce różnego rodzaju instytucji aniżeli same wydawały – podkreślił Sławomir Broniarz.

Budzi to pytania, kto tak naprawdę stoi za organizacjami, przejmującymi szkoły i kto na tym zarabia. Proceder faktycznej prywatyzacji edukacji publicznej do złudzenia przypomina to, co w ostatnich latach działo się i wciąż dzieje w służbie zdrowia. Z wszystkimi konsekwencjami dla obywateli.

 

TV Trwam News/RIRM

drukuj