O POLSKĘ W EUROPIE!

Dawid Nahajowski rozmawia z Tadeuszem Cymańskim, posłem do Parlamentu Europejskiego (Europa Wolności i Demokracji)

DN: Polska częścią serca Europy czy raczej państwem peryferyjnym z własną walutą – stawia tezę premier Donald Tusk. Pan odpowiada.

TC: Takie półsensacyjne pomysły mają jakąś „rację bytu”. Przypomnieć należy, że Donald Tusk był już „prorokiem”. Ogłaszał, że [to realne, że – DN] w roku 2011 Polska będzie w strefie euro. „Spiesz się powoli” – to jedno przysłowie. Poza tym Polska nie musi się obawiać tego, że jest na peryferiach Europy, ponieważ jest krajem zbyt potężnym. Mamy tutaj swoje miejsce. Walka idzie o to, jaką nasz kraj będzie miał pozycję w systemie gospodarczym, ekonomicznym. Wejście dzisiaj do strefy euro nie jest w naszym interesie.

DN: Chęć wejścia do eurostrefy to jedno, a spełnienie wiążących się z tym procesem kryteriów to drugie. Co np. z art. 227 Konstytucji RP, w którym mowa o tym, że centralnym bankiem państwa polskiego jest Narodowy Bank Polski, któremu przysługuje wyłączne prawo emisji pieniądza oraz ustalania i realizowania polityki pieniężnej. Tutaj będą małe zmiany?

TC: Kryteria to jedna sprawa. Należy podkreślić, że dobrze jest jak się ma mały deficyt, niską inflację, stabilną walutę i mały dług publiczny. To wszystko jest ok. Warto jednak przypomnieć ciekawe stwierdzenie premiera Tuska, który powiedział, że nie potrzeba w Polsce referendum, ponieważ Polacy już w tej sprawie się wypowiedzieli (głosując za UE, głosowali jednocześnie za euro). Faktem jest, że specjalnego zastrzeżenia o zachowaniu własnej waluty Polska nie uczyniła, ale należy pamiętać o tym, że jest Konstytucja, która w sprawie NBP, polskiej waluty mówi jasno. Przypuszczam, że nie da się tej sprawy obejść niezależnie jakim sprytem premier Tusk miałby się wykazać.

DN: A teraz pytanie z innej beczki. Co dla Polaków powinno być ważne jeśli mowa o pozyskaniu środków z Wieloletnich Ram Finansowych na lata 2014 – 2020?

TC: Niewątpliwie fundusz spójności i polityka rolna to bardzo ważne dla nas sprawy. Wcześniej przeznaczono około 12 miliardów euro na inwestycje w Kapitał Ludzki. W tym ogromną kwotę na szkolenia różnej maści. Z naszego punktu widzenia – infrastruktury, realnego wzrostu i innowacji są to fundusze jednak dla nas mniej pożądane. Dla Polski najważniejsze są fundusze na rozwój i infrastrukturę. Jesteśmy krajem prostej produkcji. Musimy walczyć o nowoczesną i konkurencyjną Polskę.

DN: Jak Pan zareagował, kiedy nie tak dawno Komisja Europejska zaproponowała opóźnienie aukcji 900 mln pozwoleń na emisję CO2?

TC: Kiedy usłyszałem, że Komisja Europejska chce zdjąć pewne limity emisji CO2, to pomyślałem, że dla Polski oznacza to po prostu podrożenie energii, prądu. Prawdziwy cios dla gospodarstw domowych. Są takie problemy w UE, których realizacja przyniosłaby ogromne koszty.

DN: Sprawa pozyskiwania energii w UE jest niezwykle istotna zarówno dla prominentnych unijnych polityków, jak również dla przeciętnego obywatela Europy. Poszczególne kraje UE starają się realizować tutaj własną politykę. Przykład: Francja, która stawia na atom…

TC: We Francji jest 60 elektrowni atomowych. To jest kraj, który ma świetną technologię. Stawiają, budują, produkują i chcą sprzedawać. Hollande bardzo liczy, że w Polsce będzie elektrownia atomowa. Tutaj chodzi o kasę. Hollande przyjechał, „buźka, buźka”, bardzo pięknie, wyjechał sobie z Polski, tymczasem Francuzi blokują nam gaz łupkowy.

DN: Jaką receptę widzi Pan na zażegnanie międzyinstytucjonalnego konfliktu w Unii Europejskiej, który również nie służy Polsce?

TC: Na naszych oczach idea europejska przeżywa kryzys, a nawet zmierzch. Dziś zaczyna dominować polskie powiedzenie – na portfelu się rodzina kończy. Polacy powinni się wyzbyć złudzeń. Popatrzmy na sytuację związaną z Tychami. Nasi robotnicy zarabiają cztery razy mniej niż Włosi, produkują więcej, a jednak zamyka się nie fabrykę w Turynie tylko w Tychach. Jeżeli jest kryzys, „ratuj się kto może”. Musimy się zastanowić co możemy robić, ponieważ nie można skończyć na biadoleniu i użalaniu się. Europejski kryzys gospodarczy kiedyś minie, natomiast dramat demograficzny (dla mnie nr 1 w Polsce) oraz problem ekonomicznej sytuacji w naszym kraju to sprawa o którą należy dbać, gdyż w przeciwnym razie obawiam się, że przyszłość będzie słaba.

DN: Polska w unii bankowej – tak czy nie?

TC: Polski system bankowy, przy wszystkich zastrzeżeniach i minusach (słyszymy, że banki są drogie, wysokie prowizje, wysokie koszty kart plastikowych) jest w miarę stabilny. Przypomnieć należy, że w naszym kraju mamy Bankowy Fundusz Gwarancyjny. Banki w zależności od tego jaki mają portfel kredytowy płacą składki. Są tworzone wcale niemałe środki na okoliczność bankructwa. Podnieśliśmy gwarantowany poziom oszczędności. Nasz system bankowy trzyma się całkiem nieźle. Z kolei wejście do rozwiązań europejskich powinno być na zasadzie – ile praw, tyle obowiązków. Jeżeli mamy mieć wpływ, to musimy mieć pełny wpływ, na równych zasadach. Zanim coś się powie czy zrobi, należy się nad tym zastanowić. Szkoda, że w Polsce nie mamy ustawy kompetencyjnej, aby decyzje dotyczące żywotnych interesów naszego państwa wymagały również szerokiego uzgodnienia z opozycją.

DN: Czy jest możliwe porozumienie w tej sprawie z opozycją, gdzie mamy do czynienia z różnymi politycznymi punktami widzenia?

TC: Panie redaktorze, osobiście uważam, że o sprawach dotyczących bezpieczeństwa ekonomicznego, zdrowia, pracy, powinniśmy rozmawiać pomimo różnic. Uczmy się od innych. Nawet Niemcy w trudnych sprawach potrafią się nie spieszyć. Ile lat pracowali nad systemem emerytalnym? Jak wybierali prezydenta? Dogadują się nawet „wrogie” partie. [Cel – interes państwowy – DN]. Ja w to wierzę.

DN: Dziękuję za rozmowę.

Z Tadeuszem Cymańskim rozmawiał Dawid Nahajowski

drukuj