fot. PAP/EPA

Niemiecki dziennik obawia się o polską demokrację

Niemiecki „Frankfurter Allgemeine Zeitung” straszy, że demokracja w Polsce jest w niebezpieczeństwie.       Według Reinharda Vesera, autora komentarza, Prawo i Sprawiedliwość Jarosława Kaczyńskiego nie ma mandatu wyborców na „radykalną przebudowę państwa”.

Jak uważa Veser, rząd od chwili przejęcia władzy skoncentrował się na tym, by atakować władzę sądowniczą i media z zamiarem podporządkowania. Dziennikarz twierdzi, że towarzyszy temu retoryka wojny domowej niepozostawiająca miejsca na rzeczową polemikę.

Minister Spraw Zagranicznych Witold Waszczykowski zauważa, że tego typu artykuły wykorzystuje opozycja w Polsce, która wzmacnia swój atak na rząd PiS-u.

– To jest oczywiście niebezpieczne, bo może doprowadzić do jakichś ataków, również daleko wychodzących poza polityczną rywalizację. Mięliśmy przed laty mord polityczny w Łodzi, skąd byłem wtedy posłem, dzisiaj mieliśmy serię ataków cybernetycznych na szereg urzędów centralnych o godz. 04.00 rano ktoś powiadomił wiele instytucji rządowych, że podłożono bombę i jeszcze z przekąsem dopisał „wszyscy zginiecie za to, że łamiecie demokrację”. To są zabawy, które mogą się kończyć tragedią – zabawy z zapałkami w lesie – komentuje minister.

Na początku przyszłego roku Parlament Europejski będzie debatował nt. sytuacji w Polsce. Taką decyzję podjęła Konferencja Przewodniczących europarlamentu.

Wcześniej o przeprowadzenie debaty na forum PE wnioskowali m.in. socjaliści, liberałowie a także Europejska Partia Ludowa, do której należą Platforma Obywatelska i Polskie Stronnictwo Ludowe.

Prof. Zdzisław Krasnodębski wskazuje na dysproporcje w przekazie informacji dotyczących Polski, w zachodnich mediach.

– Znowu wróciła taka sytuacja, że w zasadzie każde słowo się interpretuje i nadinterpretuje. Przez ostatnie lata prawie nie było doniesień z Polski, nie mówiono nic o nadużyciach PO, nie mówiono o marginalizacji opozycji. Pisze się w dziennikach niemieckich, że sobotnia demonstracja była największą demonstracją, a przedtem milczano np. o marszach w obronie TV Trwam, które były oczywiście o wiele większe; mówi się o ograniczeniu praw opozycji, a kiedyś milczano o tym, jak wielu dziennikarzy zostało zwolnionych z telewizji publicznej – zauważa prof. Zdzisław Krasnodębski.

RIRM

drukuj