Nie żyje funkcjonariusz BOR

Nie żyje funkcjonariusz BOR, u którego zdiagnozowano ciężką zakrzepicę żył. Mężczyzna oddelegowany do ochrony placówki dyplomatycznej w Kabulu w stanie zagrożenia życia trafił kilka tygodni temu do szpitala wojskowego w Ramstein w Niemczech. Zmarł w trakcie hospitalizacji w Polsce

 

– Mariusz K. zmarł w szpitalu wojskowym w Warszawie. Przewieziono go z Ramstein do Polski, trochę podleczono. Podejrzewam, że gdyby tam został, żyłby, bo tam opieka medyczna jest na najwyższym poziomie. Mariusz poczuł się lepiej, za kilka dni miał wyjść do domu, jednak coś się stało. Są podejrzenia, że mogła wdać się sepsa. Gdyby to była prawda, na pewno złe warunki na placówce w Kabulu mogły się do tego przyczynić – relacjonuje w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” jeden z funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu.
Mariusz K. na placówce w Afganistanie służył od kilku miesięcy. Był kierowcą, pracował w grupach ochronnych. O zdiagnozowaniu u mężczyzny zakrzepicy żył BOR zostało poinformowane jeszcze tego samego dnia rano. Ale decyzje, co dalej robić, nie zapadły natychmiast.

Do popołudnia nie było nikogo z kierownictwa, kto byłby w stanie ją podjąć. Dopiero późnym popołudniem firma próbowała nawiązać kontakt z oficerami łącznikowymi w bazie w Kabulu. O transporcie do szpitala w Ramstein zdecydowano dopiero w sytuacji, gdy pacjent miał trafić na OIOM.

Kiedy opisywaliśmy tę sprawę po raz pierwszy dwa tygodnie temu, rzecznik BOR mjr Dariusz Aleksandrowicz zapewnił, że ciężko chory funkcjonariusz otrzymał błyskawiczną pomoc, jest w stanie ogólnie dobrym, a jego życiu nie zagraża żadne niebezpieczeństwo. BOR potwierdziło, że chory przebywa w szpitalu w bazie wojskowej w Ramstein i jego powrót do kraju nastąpi niezwłocznie.

Przyczyna choroby nie była znana, diagnoza miała nastąpić dopiero po badaniach w Polsce. Tu jednak okazało się, że stan pacjenta nagle się pogorszył, co w konsekwencji doprowadziło do zgonu.

Na razie nie wiadomo, co było jego bezpośrednią przyczyną. W przypadkach zakrzepicy zwykle zgon powoduje oderwanie się zakrzepu od ściany żyły. Przemieszczający się skrzep może zablokować przepływ krwi i w konsekwencji spowodować zator tętnicy płucnej i nagłą śmierć. Wiele wskazuje na to, że na powstanie choroby mogły mieć wpływ sterydy, które m.in. Mariusz K. miał przyjmować w Kabulu ze względu na przyrost masy mięśniowej.

– Jak się przed tym ustrzec? Nie ma jak. Jak byłem zastępcą szefa BOR, kilkakrotnie mówiłem o tym, że należy pewne rzeczy kontrolować. Jeżeli chodzi o placówki dyplomatyczne, należałoby zastosować wyjątkowo drastyczną kontrolę, niemal przetrząsać szafki, skrytki czy bagaże. Tylko czy to wystarczy? Jeżeli taki człowiek będzie chciał wziąć sterydy, to je weźmie – mówi ppłk rez. Tomasz Grudziński, wiceszef BOR w latach 2006-2007.

– Głęboko przeżywam śmierć tego chłopaka. Dowiedziałem się w środę o godz. 22.00, że nie żyje. Krew mnie zaczyna zalewać, kiedy myślę, co się obecnie dzieje w Biurze Ochrony Rządu – dodaje.

Jaki jest stan służby zdrowia BOR? – Jest szef, który zajmuje się ochroną zdrowia w BOR. Znam go i uważam, że jest odpowiedzialnym człowiekiem. Kilkakrotnie z nim rozmawiałem i mówił mi, że mają coraz mniej pieniędzy na to, by wykonywać pewne swoje zalecane przez prawo czynności. Gdyby było ich więcej, na pewno stać by ich było na specjalistyczne badania – mówi Grudziński.

Jako przykład podaje brak wymaganej liczby szczepionek, jakie powinni przyjąć funkcjonariusze wyjeżdżający na placówki.

– Wiem, że w ostatnim czasie część szczepionek była albo o jedną dawkę zmniejszana, albo podawana w nieodpowiednich odcinkach czasu. Ponadto BOR-owska służba zdrowia zaczyna wpętlać się w ten nieszczęśliwy NFZ – wskazuje nasz rozmówca.

W opinii Grudzińskiego, Mariusz K. był zbyt długo przetrzymywany na placówce w Kabulu od chwili, gdy dowiedziano się o jego chorobie. – Przypuszczam, że gdyby był nadal w Niemczech, przeżyłby, ale to jest moje subiektywne odczucie – dodaje. – Mariusz K. już w tamtym roku źle się czuł, schudł, źle wyglądał. Zastanawiano się, czy nie ściągnąć go do kraju, ale przetrzymał i został. Po co w ogóle tam pojechał? By zarobić. Od lat funkcjonariuszom nie wypłaca się pieniędzy za zrzeczenie się praw do mieszkania służbowego, muszą walczyć o nie w sądach, a żyć z czegoś trzeba – mówi funkcjonariusz BOR.

„Nasz Dziennik” zwrócił się do Biura Ochrony Rządu z prośbą o oficjalne potwierdzenie informacji o śmierci Mariusza K., bezpośredniej przyczynie zgonu i jego okolicznościach. Na odpowiedź czekamy.

drukuj