fot. PAP

Nie ma orzeczenia sądu ws. dzieci odebranych polskim rodzicom

Sąd rodzinny odroczył do końca tygodnia wydanie orzeczenia ws. trzech chłopców odebranych polskiej rodzinie przez niemiecki Jugendamt. Wczoraj sąd miał zdecydować, czy dzieci wrócą do rodziców. Wyrok jednak nie zapadł. Dramat rodziny wciąż trwa.

Dzieci siłą zostały zabrane przez niemiecką policję i urzędników Jugendamtu z domu polskiej rodziny mieszkającej w Berlinie.

Joanna i Rafał Taterowie od dwóch lat mieszkają w Niemczech. Mają trzech synów w wieku lat pięciu, trzech i półtora roku. Problemy zaczęły się 7 czerwca. Wówczas sąsiad z góry, Turek, wszczął wieczorem awanturę.  Dzieci nie mogły zasnąć. Mężczyzna nie reagował na moje prośby o uspokojenie się – mówi matka chłopców Joanna Tater.

– Zadzwoniłam po policję, po pomoc. Przyjechali, przyjęli ode mnie zgłoszenie, poszli do sąsiada, żeby z nim wyjaśnić, co się dzieje. Wrócili po kilku minutach, tym razem już w ośmiu i z ludźmi z Jugendamtu, zabrali dzieci – opisuje zajście Joanna Tater.

Od tamtej pory chłopcy są w ośrodku nadzorowanym przez Jugendamt. Rodzice niekiedy całymi tygodniami nie mogą zobaczyć swoich dzieci. A jeśli już dochodzi do spotkań, to mogą jedynie rozmawiać z nimi po niemiecku. Nie mogą okazywać dzieciom żadnych uczuć.

Cały czas na spotkaniach rodziców z dziećmi obecny jest urzędnik. To typowe działanie Jugendamtów – mówi Wojciech Pomorski – prezes Polskiego Stowarzyszenia „Rodzice Przeciw Dyskryminacji Dzieci w Niemczech”.

– Jugendamt strasznie rozpycha się łokciami, zabierając nam nasze dzieci pod jakimiś absurdalnymi protestami, zakazując mówić po polsku. Ostatnio zaczęli zabierać także niemowlęta – za 9 dni mamy sprawę, gdzie dziecko zabrali od razu po urodzeniu – informuje Wojciech Pomorski.

Jugendamty mają reagować na przemoc i zaniedbania wobec dzieci, jednak w przypadku państwa Taterów nie było tego problemu. Problem jest natomiast z działaniami samych urzędników – mówi obrońca rodziny mec. Markus Matuschczyk.

– Jest 51 tys. takich przypadków, gdzie rodzice utracili swoje dzieci – zostały one wyjęte z rodzin. Tendencja tego problemu jest rosnąca: mamy statystycznie co roku o 6 tys. tego typu przypadków więcej – zaznacza mec. Markus Matuschczyk.

Rodzice czekają na dzieci i niepokoją się o ich zdrowie. Państwo Taterowie już po kilku wizytach w Jugendamcie zauważyli, że chłopcy są zaniedbani i mają na ciele siniaki. Toczy się tez śledztwo o molestowanie dzieci państwa Taterów przez personel przytułku.

RIRM

drukuj