Alergia na Różaniec

Wystarczyły donosy lewackiej aktywistki, by ciągać 72-letnią toruniankę po sądach za rzekomo zbyt głośne słuchanie Radia Maryja

W ubiegłym tygodniu sąd nieprawomocnie orzekł, że pozwana pani Elżbieta S. jest niewinna. Nie ma żadnych dowodów na to, że słuchając radia, zakłócała spokój 47-letniej sąsiadce Agacie C., prezes Fundacji Nie Tylko Matka Polka, jednej z feministycznych lewicujących organizacji. Sprawa miała swój początek jeszcze w 2011 roku. To wówczas C. wezwała policję w sprawie zbyt głośnego słuchania radia. Przedmiotem „zbrodni” miał być mały odbiornik radiowy o wymiarach 15 x 24 cm, z jednym głośnikiem, nastawiony na odbiór Radia Maryja. Jak tłumaczyła S., Radio Maryja pomaga jej się modlić. Sytuacja powtórzyła się zimą. W końcu, w połowie 2012 r., sprawa trafiła do sądu. Elżbieta S. została uznana winną zakłócania spokoju i ukarana naganą. Kolejne donosy na S. pojawiły się na początku tego roku. Zawiadomieni przez C. policjanci skierowali do sądu wniosek o ukaranie słuchaczki grzywną. Sąd w lutym br. przychylił się do ich wniosku i wymierzył jej karę 200 złotych.

Ale Elżbieta S. skutecznie odwołała się od tej decyzji. W sierpniu br. sprawa ponownie trafiła na wokandę. Sąd zdecydował się wysłać panią Elżbietę na badania psychiatryczne, potem także przetestował głośność radia. Co ciekawe, czasu na stawienie się na salę sądową nie miała powódka, która aż dwukrotnie powiadomiła sąd, że nie stawi się na rozprawę, gdyż nie pozwalają jej na to obowiązki służbowe. W końcu została ukarana finansowo – 250 zł tytułem kary porządkowej. Gdy już Agata C. pojawiła się w sądzie, okazało się, że nie jest w stanie przedstawić żadnych wiarygodnych dowodów na stawiane sąsiadce zarzuty. Sąd uznał, że zeznania C. są niewiarygodne i wewnętrznie sprzeczne. Sędzia Maciej Dąbkowski ocenił, że powódka w niejasny sposób tłumaczyła, dlaczego od razu nie zawiadamiała policji o zakłóceniu spokoju, ale dopiero później udała się na komisariat i wyliczyła dni, kiedy to radio miało grać zbyt głośno. Co gorsza, na takiej podstawie policja skierowała do sądu wniosek o ukaranie S. Teraz, po otrzymaniu pisemnego uzasadnienia uniewinniającego S. wyroku, policja podejmie decyzję, czy odwoła się do sądu wyższej instancji. Zmiana orzeczenia nie będzie łatwa, bo za 72-latką przemawia nie tylko postawa samej powódki, ale też fakt, że stanęli za nią murem nie tylko sąsiedzi, ale także spółdzielnia mieszkaniowa. Samej pozwanej jeszcze nieprawomocne uniewinnienie specjalnie nie ucieszyło, bo straconego w sądach na udowadnianie swojej niewinności czasu i zdrowia nikt jej nie przywróci.

Marcin Austyn

drukuj