fot. ks. Marek Brożyna SAC

[NASZ WYWIAD] Kapelani ze szczecińskich szpitali: Obecność księdza jest bardzo potrzebna. Wiara uskrzydla i pomaga w przeżywaniu choroby

„Bez duchowego rozwoju człowieka nie ma pełnego procesu wyzdrowienia pacjentów, dlatego jeden z lekarzy poprosił, żeby przychodzić na oddział, również w tym trudnym czasie. W szpitalu wszystko zależy od podejścia ludzi, ich wrażliwości, od tego, jak podchodzą do sprawy wiary i odpowiedzialności za potrzeby tych, których mają na oddziałach – wskazują ks. Piotr Kubicki SAC, kapelan w Samodzielnym Publicznym Szpitalu Klinicznym Nr 1 Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego im. prof. Tadeusza Sokołowskiego i ks. Marek Brożyna SAC, kapelan w Samodzielnym Publicznym Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Szczecinie im. Marii Skłodowskiej – Curie przy ul. Arkońskiej w rozmowie z portalem Radia Maryja.

***

Posługa kapelanów szpitalnych w czasach COVID-19

Jak wygląda posługa szpitalna kapelana w dobie COVID-19? Jakie obostrzenia dotyczą księży?  

Ks. M. Brożyna SAC: Obostrzenia dotyczą każdego. Wchodząc do szpitala, należy zachować środki ochrony osobistej, ustalone przez procedury. Wchodząc na oddział zakładamy specjalny kombinezon. Powinien on zasłaniać całe ciało. To strój jednorazowy. W jednym kombinezonie tego samego dnia możemy odwiedzić chorych leżących na tym samym oddziale.

Ks. P. Kubicki SAC: Cała specyfika szpitala zależy od dyrekcji, konkretnej kadry, która pracuje na określonych oddziałach. U ks. Marka (szpital jednoimienny) jest tak, że przychodzimy tam tylko na wezwania, kiedy jest taka potrzeba lub jest zagrożenie życia, natomiast w moim szpitalu jest inaczej. Dyrektor w sposób odpowiedzialny za chorych stwierdził, że powinna być Msza św., bo z niej korzystają nie tylko chorzy, ale i personel szpitala. Jeden z lekarzy na oddziale zaproponował kontynuowanie mojej posługi ze względu na potrzebę i, jak powiedział, prawidłowy proces leczenia. Bez duchowego rozwoju człowieka nie ma pełnego procesu wyzdrowienia pacjentów, dlatego ten lekarz poprosił, żeby przychodzić na oddział również w tym trudnym czasie. Jak widać, wszystko zależy od personelu szpitala, jego wrażliwości, od tego, jak podchodzi się do sprawy wiary i odpowiedzialności za potrzeby chorych.

Czy zdarzają się problemy z dostępem do pacjentów z COVID-19, którzy życzą sobie posługi kapelana?

Ks. M. Brożyna SAC: Miałem raz taką sytuację, że zastępca ordynatora zakazał mi wejścia na oddział, który w tym momencie został przekształcony na COVID-owy. Przyjęto bowiem, że nikt obcy tam nie wchodzi. Jako kapelan, jestem pracownikiem szpitala, więc nie byłem kimś obcym. Chciałem odwiedzić chorego księdza i udzielić mu potrzebnych sakramentów. Czasem spotykam się z uwagami typu: „Kapelan w szpitalu to chora sytuacja!”.

Ks. P. Kubicki SAC: Kapelan powinien mieć taki sam dostęp do chorego, jak inni pracownicy, a więc nie tylko lekarze, ale też pielęgniarki, opiekunowie medyczni, salowe i kuchenkowe, które roznoszą jedzenie.

Ks. M. Brożyna SAC: Zdarza się, że spotykamy się ze słabą znajomością procedur obowiązujących w szpitalach, ze strony personelu medycznego. Zdarzyła się sytuacja, że lekarz na oddziale, zapytał mnie, czy może do niego wejść, czy nie złamię przepisów. Okazało się, że nawet lekarze nie mają takiej świadomości, a przecież nie tylko personel medyczny musiał przejść odpowiednie szkolenie w związku z COVID-em.

Ks. P. Kubicki SAC: Jeżeli lekarze z pielęgniarkami nie mogą dojść do porozumienia, kto i na jakich zasadach może chodzić po szpitalu, to później wychodzą takie braki. Wynika to z braku wyobraźni, a nie ze stosowania obowiązującego w szpitalu prawa. Czasem uważa się, że kapelan to dodatek do całego systemu ochrony zdrowia, a nie pracownik. Mamy takie samo prawo, jak inni pracownicy szpitala. Niestety, to prawo czasami jest postrzegane w sposób subiektywny.

Czy ustalanie zasad w sprawach COVID-owych jest postawione poszczególnym oddziałom, czy przyjęto jedną z góry narzuconą linię postępowania?

Ks. P. Kubicki SAC: Te same procedury obowiązują na poszczególnych oddziałach w dobie koronawirusa. Mimo obowiązujących tych samych procedur na wszystkich oddziałach, zdarza się, że praktyka zawodzi. Jako przykład mogę podać fakt z własnego doświadczenia. Miałem kontakt z chorym na COVID, więc poprosiłem lekarza o zlecenie wykonania testu na obecność koronawirusa. Lekarz miał wątpliwości, czy może to zrobić. W dodatku nie wiedział, jak to zapisać w systemie. Powiedziałem, że to badanie pracownika szpitala. Dlaczego zachował się tak lekarz? Być może była to sytuacja wynikająca z przepracowania, a może to był pierwszy przypadek, z którym się lekarz spotkał i nie potrafił odpowiednio zareagować. Widać więc, że problemem jest brak zainteresowania władz szpitala jak w praktyce funkcjonuje system antycovidowy.

Czy pacjenci zarażeni COVID-em nie są zbyt osamotnieni i trochę pozostawieni z tą chorobą bez wsparcia drugiej osoby?

Ks. P. Kubicki SAC: Kiedy pojawił się AIDS, ludzie panicznie do tego podchodzili, traktowali zarażonych jak trędowatych. Na początku była podobna sytuacja z COVID-em. Ludzie się bali, przestrzegali wszelkich obostrzeń, żeby się nim nie zarazić. Z czasem zaczęto jednak traktować chorych bardziej odpowiedzialnie, bardziej po ludzku. Zaczynamy myśleć, że ktoś może cierpieć, ktoś może być samotny. Są lekarze, którzy starają się stworzyć możliwości, by człowiek miał kontakt z bliskimi. Wszystko zależy od tego, czy struktura człowieka jest humanistyczna, czy ktoś podchodzi na zasadzie, że – jak w filozofii Kanta – jestem bogiem i decyduję o wszystkim. Wykonałem zlecenie i reszta mnie nie obchodzi. Takie mamy przepisy i tak ma być. Jeśli w tym wszystkim jest humanizm, to nie ma problemu. Na przykład lekarz prosił, żeby rodzina przyszła, a salowa jej nie wpuściła, bo uważała, że ma więcej praw niż sam lekarz prowadzący. Dochodzi więc do takich absurdów. Są to skrajne i rzadkie przypadki, ale się to zdarza.

Ks. M. Brożyna SAC: Na pewno bardzo dużo ludzi umarło bez sakramentu. Nie było bowiem możliwości, żeby ksiądz przyszedł, ponieważ nie można było odwiedzać chorych. To sprawiło, że wielu ludzi nie skorzystało z sakramentu, nie spotkało się z żywym Panem Bogiem.

Pozytywem, który może być światełkiem, jest pewien przykład. Byłem u pewnego księdza. On był w izolacji, później go przeniesiono do sali z jednym panem, który przez parę dni leżał sam. Był zdruzgotany chorobą i długością pobytu na oddziale. Cieszył się, że spotkał księdza, wyspowiadał się, przyjął Komunię Św. oraz namaszczenie chorych i był szczęśliwy. Zaczął inaczej przeżywać swoją chorobę. Obecność księdza jest bardzo potrzebna. Wiara uskrzydla i pomaga w przeżywaniu choroby.

Czy pacjenci domagają się spotkania z kapłanem?

Ks. P. Kubicki SAC: Są sytuacje, że pacjent domaga się przyjścia kapelana, ale spotyka się z odmową personelu szpitalnego. Otrzymuje zgodę wówczas, gdy rodzina zdecydowanie się tego domaga. Wynika to z prawa pacjenta. Lekarze czy pielęgniarki zaczynają się tłumaczyć, że księża się boją. Raz miałem taką sytuację, że pielęgniarka przy mnie powiedziała jednej osobie w rozmowie telefonicznej, że nikt nie przyjdzie do chorej, bo ksiądz się boi. Zapytałem, to dlaczego ja tam jestem? Dlatego, że się boję? Wtedy zaczęła się tłumaczyć, że słyszała, że jakiś ksiądz się bał.

Czy doświadczyli Księża wdzięczności okazywanej przez pacjentów, potrzebujących posługi duchowej?

Ks. P. Kubicki SAC: Zauważyłem, że na naszych oddziałach, gdzie można chodzić po oddziale, bardzo dużo ludzi korzysta z sakramentów. Naprawdę dużo osób zaczęło się spowiadać. Ale są też tacy, którzy się spowiadali nie tydzień czy miesiąc temu, ale dużo więcej. I to jest pocieszające i budujące, że istnieje potrzeba posługi sakramentalnej w szpitalach.

Ks. M. Brożyna SAC: Pewnego dnia zostałem poproszony do chorej. W Sali leżały dwie kobiety. Obu udzieliłem rozgrzeszenia, natomiast umówiłem się, że do drugiej kobiety przyjdę z Komunią św. następnego dnia. Miała ok. 80 lat, ale była bardzo świadoma. Ciężko oddychała, ale ostatecznie wyzdrowiała. Po jakimś czasie zadzwoniła do mnie i wyraziła wielką wdzięczność, bo od momentu udzielenia rozgrzeszenia ona inaczej spojrzała na rzeczywistość, weszło w nią życie. Było to spotkanie nie planowane i takie spotkania są iskierką radości, ponieważ wiem, że te osoby doświadczyły łaski Pana Boga.

Czy w obecnej sytuacji pandemii mieli Księża jakieś obawy, pojawił się czysto ludzki strach?

Ks. P. Kubicki SAC: By bezpośrednio pójść do chorego, to ani razu nie było nawet zastanawiania się, czy mam iść, czy nie. Życie jest po to, żeby je wypełnić, a nie, żeby się wszystkiego bać.

Ks. M. Brożyna SAC: Po kilku miesiącach kontaktu z chorymi miałem pozytywny wynik. Nie wiem, gdzie się mogłem zakazić. Ale czy miałem obawy? Miałem różne myśli, lecz kiedy rozważałem tę sprawę, to wydaje mi się, że nieustannie miałem świadomość, że trzeba być bardziej ostrożnym. Ale to nie jest strach.

Ksiądz przebywał przez jakiś czas w izolacji. Podobnych przypadków księży można by zapewne znaleźć więcej. Czy ma kto zastąpić kapłana w takiej sytuacji?

Ks. M. Brożyna SAC: Z zastępstwem może być kłopot, ponieważ pojawia się problem związany ze wszystkimi procedurami, szkoleniami, które trzeba przejść, by móc pracować wśród chorych. Na szczęście byłem w izolacji 14 dni. Chorobę przeszedłem, dzięki Bogu łagodnie. I teraz mogę nadal służyć chorym w szpitalu.

Ks. P. Kubicki SAC: Chciałbym podkreślić jednak, że księża kapelani mogą liczyć w swojej posłudze na Fundację Małych Stópek. Fundacja Małych Stópek dba nie tylko o życie nienarodzone. Ich działania są rozszerzone do takich sytuacji, w których pojawia się zagrożenie życia, w przypadku choroby. Gdy pojawił się problem z niewymiarowym kombinezonem dla kapłana wówczas fundacja swoimi kanałami znalazła rozwiązanie. Ochrona życia w Fundacji jest bardzo szeroko rozumiana. W naszym działaniu apostolskim spotykamy wspaniałych ludzi, wspaniałe organizacje, które są gotowe pomóc w sytuacjach wydawałoby się bardzo oczywistych, ale nie dla każdego człowieka.

***

Ks. M. Brożyna SAC: Z racji zbliżających się świąt Narodzenia Pana Jezusa życzymy wszystkim doświadczenia miłości, bo miłość jest najważniejsza. Jeżeli cokolwiek robimy, cokolwiek mówimy, powinno to wypływać z miłości. Trudno jest nam czasem to wykonać, ale czas świąteczny jest okazją, by to sobie uświadomić i wprowadzać w życie przez cały rok.  Dlatego życzymy wszystkim, żebyśmy to sobie uświadamiali, że jednak miłość jest najważniejsza. I chociaż są to tylko słowa, to ważne jest, aby nasza rzeczywistość miała ten motyw miłości. Bóg stał się człowiekiem!

Ks. P. Kubicki SAC: Życzymy każdemu, aby nauczył się kochać życie, które jest szczególnym darem Pana Boga dla każdego z nas. Nie tylko to życie nienarodzone, ale również życie, które jest nam dane, dla realizacji powołania, w którym Pan Bóg daje nam drogę do świętości. Życzymy wszystkim, aby już tutaj stawać się świętym, wpatrując się w Jezusa, w to nowe życie, nową radość, która przychodzi z otwartym sercem, z otwartymi rączkami pełna optymizmu, nadziei na kolejny dzień. Życzymy tego optymizmu dotyczącego radości życia, które Bóg każdemu z nas daje.

Dziękuję za rozmowę

Paweł Palembas, radiomaryja.pl

drukuj