fot. PAP/Jacek Bednarczyk

Misterium Męki Pańskiej w Kalwarii Zebrzydowskiej oczami „Marii Magdaleny”

Im dłużej występuję, tym bardziej rozumiem to przeżycie duchowe, jakim jest Misterium Męki Pańskiej – mówi Agnieszka Szafraniec, która od ponad 10 lat wciela się w postać Marii Magdaleny podczas inscenizacji w Kalwarii Zebrzydowskiej. Aktorka, w wywiadzie dla Redakcji Informacyjnej Radia Maryja, opisuje przeżycia towarzyszące jej podczas Wielkiego Tygodnia.

Agnieszka Szafraniec już od 10 lat wciela się rolę Marii Magdaleny podczas inscenizacji Misterium Męki Pańskiej w Kalwarii Zebrzydowskiej. Wcześniej natomiast odgrywała postać płaczącego dziecka.

– Kiedy byłam młodsza występowałam jako płaczące dziecko, które spotykało Jezusa podczas wielkopiątkowej drogi krzyżowej. W rolę Marii Magdaleny wcielam się od ponad 10 lat. Im dłużej występuję tym bardziej się stresuję na scenie. Chociaż moja rola jest epizodyczna i nie ma wiele tekstu do nauki, to z biegiem lat więcej rozumiem i inaczej doświadczam tego przeżycia duchowego – opowiada aktorka.

Odtwórczyni roli Marii Magdaleny opowiedziała o tym, jak udało jej się dostać angaż w tym bardzo popularnym misterium.

– Kobiety w mojej rodzinie od pokoleń występują w Misteriach Męki Pańskiej w Kalwarii Zebrzydowskiej. Wszystko zaczęło się kilkadziesiąt lat temu podczas Wielkiego Tygodnia. Pani grająca wówczas rolę Marii Magdaleny nie dojechała do Kalwarii i całkiem przypadkowo zaczepiono moją babcię, która co roku jeździła na obchody Wielkiego Tygodnia. Babcia miała wtedy długie, czarne włosy i to one były powodem zwrócenia uwagi przez jednego z Ojców Bernardynów (organizatorów misterium). Oczywiście, babcia zgodziła się odegrać tę rolę i tak się zaczęło. Kiedy moja mama miała 15 lat, zmarła pani, która odgrywała rolę Maryi Matki Jezusa. Wtedy zaproponowano, aby mama odegrała rolę Marii Magdaleny, a babcia wcieliła się w postać Matki Bożej. Z biegiem lat doszło do kolejnego przetasowania ról. Babcia zrezygnowała, Mama przejęła jej rolę, a ja – mając 13 lat – zostałam Marią Magdaleną i trwa to do dnia dzisiejszego – podkreśla Agnieszka Szafraniec.

Aktorka zaznaczyła, że udział w inscenizacji to nie tylko rzemieślnicze odegranie swojej roli. Kalwarię Zebrzydowską obok rodzinnego Krakowa traktuje jako swój drugi dom. Tegoroczny Wielki Tydzień dla Pani Agnieszki jest pierwszym w życiu, który spędzi tylko częściowo u Matki Bożej Kalwaryjskiej.

– Udział w zebrzydowskich Misteriach Męki Pańskiej jest przeżyciem duchowym, które podczas Wielkiego Tygodnia pozwala trochę zwolnić tempo w życiu codziennym i zastanowić się, co tak naprawdę jest ważne. Każdego roku, od Niedzieli Palmowej do Wielkiego Piątku, przebywałam w Kalwarii. Jest to mój drugi dom, w którym zawsze czeka na mnie Matka Boża Kalwaryjska. Wszystkie troski, problemy, a także radości zanoszę do Niej. Wiem, że Ona towarzyszy mi każdego dnia. Dzięki temu czuję się bezpiecznie i pewnie. W tym roku raz pierwszy w życiu – ze względów zawodowych – nie mam możliwości zostania w Kalwarii przez cały tydzień. Będę dojeżdżać jedynie na odgrywane przeze mnie sceny, czyli w Niedzielę Palmową, Wielką Środę oraz Wielki Piątek. Muszę przyznać, że spędzanie Wielkiego Tygodnia w pracy jest dla mnie nowością i trudnym doświadczeniem – akcentuje aktorka.

Pani Agnieszka mówiła o szczególnych momentach w czasie jednego z najbardziej popularnych Misteriów Męki Pańskiej w Polsce.


– Moment, który na zawsze zapada w pamięci to chwila, kiedy podczas Niedzieli Palmowej Maria Magdalena nawiązuje kontakt wzrokowy z Jezusem. Jest to chwila nie do opisania. Zdaję sobie sprawę z tego, że w rolę Jezusa wciela się zwykły człowiek, jednakże ucharakteryzowany na tę postać, głęboko patrzący w moje oczy – grzesznicy Marii Magdaleny – sprawia, że czuję się małym człowiekiem stojącym przed obliczem Pana –  
mówi Agnieszka Szafraniec.

Uczestniczka misterium zwróciła uwagę na używanie odpowiedniego nazewnictwa. Uważa ona, że traktowanie inscenizacji jako teatralnego spektaklu jest błędne. Podkreśla również, że czuje duchową więź z organizatorami.

– Nie lubię i nie używam słowa „spektakl”, ponieważ to słowo w pełni nie odzwierciedla przeżyć duchowych, które w tym przypadku są najważniejsze. Mam takie ciche marzenie, aby – podobnie jak moi rodzice wziąć ślub w kalwaryjskim sanktuarium przed obrazem Matki Bożej Kalwaryjskiej. Może w przyszłości moje marzenie się spełni. Często w zwykłe niedziele jeździmy na Msze św. do sanktuarium w Kalwarii lub „pod Wawel” do kościoła Ojców Bernardynów –  podkreśla.

RIRM

drukuj