fot. pixabay.com

Mieszkańcy Kazachstanu zagłosują w referendum w sprawie budowy elektrowni atomowej

W Kazachstanie 6 października odbędzie się referendum na temat budowy elektrowni atomowej. Do głosowania uprawnionych jest ponad 12 mln obywateli. Politolodzy podkreślają, że niezależnie od wyniku głosowania kraj czeka geopolityczny wybór między Wschodem a Zachodem.

 Karta do głosowania zawierać będzie jedno pytanie w dwóch wariantach językowych – po kazachsku (który jest jedynym językiem urzędowym kraju) i po rosyjsku (który jest językiem oficjalnym). Język rosyjski jest – w przeciwieństwie do kazachskiego – zrozumiały przez niemal wszystkich mieszkańców kraju. Pytanie stawiane mieszkańcom brzmi: czy zgadzasz się na budowę elektrowni jądrowej w Kazachstanie?

Dyskusja na temat budowy elektrowni jądrowej trwa w Kazachstanie od lat. Według ekspertów od energetyki budowa jest konieczna z uwagi na niewystarczającą wydajność istniejących elektrowni i stale rosnące zapotrzebowanie. Obecnie nie ma ani jednej tego typu elektrowni w kraju, choć w latach 1973-1999 (zbudowana jeszcze, gdy Kazachstan był częścią ZSRR) funkcjonowała taka w portowym mieście Aktau nad Morzem Kaspijskim.

Eksperci zwracają też uwagę na fakt, iż ogłoszenie referendum jest – zwłaszcza w kraju o tak nieukształtowanej tradycji demokratycznej jak Kazachstan – czymś wyjątkowym.

Analitycy są zgodni, że w przypadku, gdy społeczeństwo opowie się za budową, wybór wykonawcy będzie oznaczał opowiedzenie się pomiędzy szeroko rozumianym Zachodem a geopolitycznym Wschodem.

 

„Budowa elektrowni jądrowej to między innymi wybór wektora geopolitycznego na 60-70 lat (cykl życia elektrowni). Przez cały ten okres Kazachstan będzie zależny od wykonawcy w zakresie dostaw paliwa, części zamiennych, szkolenia personelu, usuwania i utylizacji odpadów jądrowych” – zauważył portal analityczny Spik.

Dodał, że decyzja o ewentualnej budowie jest spóźniona o kilkanaście lat.

„Astana fatalnie opóźniła się z podjęciem decyzji w sprawie elektrowni jądrowej i teraz stoi przed koniecznością dokonania znacznie większych inwestycji w systemie energetycznym. Cykl budowy elektrowni jądrowej trwa około 10-12 lat, co nie usuwa problemu niedoborów mocy w latach 2025-2035. Elita polityczna Kazachstanu własnymi rękami odłożyła kwestię reindustrializacji kraju w perspektywie średnioterminowej (do 2035 r.)” – wskazał portal analityczny.

Dlatego też – jak twierdzą analitycy ze Spik – wynik referendum będzie postrzegany przez elity i czołowych graczy geopolitycznych jako wskaźnik lojalności Kazachstanu. Jeżeli elektrownię budować będą Rosjanie lub Chińczycy, będzie to odebrane przez USA i ich sojuszników jako demonstracyjne przeciwstawienie się zachodniej polityce izolowania „Wielkiej Eurazji”, a sam projekt budowy najprawdopodobniej zostanie objęty sankcjami wtórnymi. Mogą również zostać podjęte działania wymierzone w aktywa kazachstańskiej elity na Zachodzie.

Natomiast odrzucenie projektu budowy elektrowni lub – w przypadku, gdy społeczeństwo zagłosuje „za” – wybór projektu zaoferowanego przez Republikę Korei, będzie postrzegane przez Moskwę i Pekin jako demonstracja lojalności Astany wobec Zachodu ze wszystkimi konsekwencjami dla dwustronnego handlu i projektów tranzytowych.

„Kompradorska część kazachstańskiej elity nie jest gotowa na konfrontację z Zachodem, a kazachstańska gospodarka nie jest gotowa na konfrontację ze swoimi bezpośrednimi sąsiadami i kluczowymi partnerami handlowymi – Chinami i Rosją” – konkluduje portal Spik.

PAP

drukuj