fot. PAP/Leszek Szymański

MEN: Będą konsekwencje wobec nauczycieli, którzy namawiali uczniów do udziału w protestach

Jeżeli potwierdzi się, że niektórzy nauczyciele namawiali uczniów do udziału w protestach lub sami brali w nich udział, m.in. powodując zagrożenie w czasie epidemii, będą wyciągnięte konsekwencje przewidziane prawem – przekazała w komunikacie rzecznik prasowa MEN Anna Ostrowska.

„Mamy sygnały, że niektórzy nauczyciele namawiali uczniów do udziału w protestach. Naszym obowiązkiem jest natychmiastowa reakcja na takie informacje” – napisała w komunikacie rzecznik prasowa Ministerstwa Edukacji Narodowej Anna Ostrowska.

Jak dodała, „zgodnie z zapowiedzią poprosiliśmy kuratorów oświaty o sprawdzenie czy takie sytuacje miały miejsce w ich regionie i jaka była na nie reakcja dyrektorów szkół”.

„Jeżeli potwierdzi się, że niektórzy nauczyciele namawiali uczniów do udziału w protestach lub sami brali w nich udział, powodując zagrożenie w czasie epidemii i zachowując się w sposób uwłaczający etosowi ich zawodu, będą wyciągnięte konsekwencje przewidziane prawem. Nie ma także naszej zgody na zachęcanie dzieci oraz młodzieży do chuligańskich i wulgarnych zachowań. Nie ma zgody na to, aby uczniowie zachowywali się w taki sposób” – przekazała Anna Ostrowska.

Minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek w poniedziałkowym „Naszym Dzienniku” [czytaj], był pytany o to, co sprawiło, że w agresywnych protestach uczestniczy tak dużo młodzieży. Stwierdził, że „bardzo niepokojące jest to, że niektórzy rektorzy, niektórzy związkowcy nauczycielscy, nie tylko nie potępiają tego typu chuliganerii, wandalizmu, chamstwa i brutalności na ulicach, ale wręcz zachęcają młodzież do tego, żeby w tym uczestniczyć, i mówią: <<jesteśmy z wami>>”.

„Nie wyrażają żadnego sprzeciwu wobec tych absolutnie skandalicznych zachowań, i to jest jeszcze bardziej niepokojące” – mówił.

Odniósł się do kwestii zapowiadanego wyciągnięcia konsekwencji wobec nauczycieli, którzy mieli namawiać uczniów do udziału w protestach, oraz wobec uczelni, których rektorzy zarządzili wolne od zajęć na czas protestów. Przekazał, że jeśli chodzi o nauczycieli, którzy ewentualnie namawiali uczniów bądź brali z nimi udział w tego rodzaju protestach, to sprawę na bieżąco monitorują kuratorzy.

„Będziemy mieli na ten temat raport na początku tygodnia” – przekazał.

„I będą wyciągane wszystkie najdalej idące konsekwencje, które są w granicach możliwości prawnych ministerstwa i kuratoriów” – zapowiedział.

***

Rozmowa z prof. Przemysławem Czarnkiem, ministrem edukacji i nauki, przeprowadzona przez red. Zenona Baranowskiego z „Naszego Dziennika”

Porażka systemu wychowania

Co sprawiło, że w proaborcyjnych protestach uczestniczy tak dużo młodzieży?

– Nie mamy najmniejszych wątpliwości, że przyczyny tego są głębsze. Odpowiada za to m.in. milczenie świata chrześcijańskiego w ostatnich dwóch, trzech dziesięcioleciach. Przyzwolenie na to, żeby nas, konserwatystów, świat lewicowo-liberalny zamknął gdzieś w narożniku i wtłoczył nam, że o chrześcijaństwie możemy mówić tylko prywatnie, bynajmniej nie publicznie. I jest to też, niestety, efekt błędów systemowych w oświacie i szkolnictwie wyższym na przestrzeni tych ostatnich trzydziestu lat. Musimy to sobie uzmysłowić, zrozumieć to, co się dzieje na ulicach, ponieważ nie chodzi tutaj o dziś i o to, co w najbliższych latach, ale o to, co będzie się działo w Polsce w najbliższych dziesięcioleciach.

Protestom towarzyszą wulgarne hasła, ataki na kościoły oraz duchownych i wiernych świeckich.

– Jest to właśnie efekt postępującej laicyzacji. Tak jak wspomniałem, takie zachowania to w dużej mierze efekt porażki systemu oświaty i szkolnictwa wyższego w ostatnich dziesięcioleciach. To też efekt kryzysu rodziny. Ale też nie możemy generalizować. Nie możemy mówić, że cała młodzież jest taka, tak się zachowuje, bo to jest niesprawiedliwe dla bardzo dużej części młodzieży, która tak się nie zachowuje. Ponieważ jest młodzież, która nie używa takich słów, nie chodzi na tego typu protesty, która broni kościołów. I która siedząc w domach, jest zaniepokojona tym, co widzi u swoich rówieśników.

Natomiast bardzo niepokojące jest to, że niektórzy rektorzy, niektórzy związkowcy nauczycielscy, nie tylko nie potępiają tego typu chuliganerii, wandalizmu, chamstwa i brutalności na ulicach, ale wręcz zachęcają młodzież do tego, żeby w tym uczestniczyć, i mówią: „jesteśmy z wami”. Nie wyrażają żadnego sprzeciwu wobec tych absolutnie skandalicznych zachowań, i to jest jeszcze bardziej niepokojące.

Zapowiadał Pan wyciągnięcie konsekwencji wobec nauczycieli, którzy mieli namawiać uczniów do udziału w protestach, oraz wobec uczelni, których rektorzy zarządzili wolne od zajęć na czas protestów.

– Jeśli chodzi o nauczycieli, którzy ewentualnie namawiali uczniów bądź brali z nimi udział w tego rodzaju protestach i zachowywali się skandalicznie na ulicach miast, to sprawę na bieżąco monitorują kuratorzy. Będziemy mieli na ten temat raport na początku tygodnia. I będą wyciągane wszystkie najdalej idące konsekwencje, które są w granicach możliwości prawnych ministerstwa i kuratoriów. Co do piętnastu rektorów i zarządzonych przez nich godzin rektorskich, wypowiedziałem się już w tej sprawie bardzo mocno i rzeczowo. Przedstawiłem również paletę zgodnych z prawem zachowań ministra edukacji w tym zakresie. Analiza trwa i będą podejmowane decyzje, które leżą w kompetencjach ministra edukacji i nauki w granicach obowiązującego prawa.

Mamy kolejne decyzje personalne w resorcie. Rozumiem, że można się spodziewać kolejnych zmian?

– Przede wszystkim należy się spodziewać zmian merytorycznych. Zmiany personalne służą tym działaniom merytorycznym. Jestem ministrem po to, żeby działać, podejmować decyzje, a nie po to, żeby urzędować. Dwa tygodnie poświęciłem na to, żeby przejrzeć dokładnie to, co jest w ministerstwie jednym i drugim, na procedury łączenia resortów edukacji i nauki, na rozmowy z dyrektorami poszczególnych departamentów. I po to, żeby powołać odpowiednie zespoły ludzi, rady, które będą mi pomocne w podejmowaniu szybkich decyzji merytorycznych – nie rewolucyjnie, ale ewolucyjnie zmieniających rzeczywistość na lepszą w oświacie i szkolnictwie wyższym.

Jak będzie dalej wyglądała nauka uczniów w klasach I-III?

– Cały czas działają procedury przyjęte jeszcze w wakacje przez Ministerstwo Edukacji Narodowej. I wszędzie tam, gdzie są zagrożenia, problemy związane z koronawirusem w szkołach, tam dyrektorzy szkół podejmują, wespół z powiatowym sanepidem, decyzje o ewentualnym przejściu wszystkich albo części uczniów na nauczanie zdalne. Mamy kilka procent szkół podstawowych, które również w tych klasach I-III uczą się zdalnie bądź w sposób hybrydowy. Ta procedura działa i ona się świetnie sprawdziła.

Natomiast jeśli pandemia będzie narastała i nie da się jej powstrzymać, a te manifestacje niestety się do tego przyczyniają, to trzeba będzie rozważać różne scenariusze – w zależności od danych, które będą spływały od dyrektorów szkół, z którymi jesteśmy w ścisłym kontakcie.

Dziękuję za rozmowę.

PAP/radiomaryja.pl

drukuj