fot. flickr.com

Mec. Sz. Topa o sprawie S. Zalewskiego pozywającego niemieckie media za określenie „polskie obozy zagłady”: Sąd Najwyższy uznał, że właściwość polska może mieć uzasadnienie w zakresie określonym przez tzw. regułę mozaiki

Sąd Najwyższy uznał, że właściwość polska może mieć uzasadnienie w pewnym zakresie określonym przez tzw. regułę mozaiki. Jest to zasada, która została wypracowana przez orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, określająca takie zasady dochodzenia swoich roszczeń przez osoby poszkodowane w państwie, w którym nastąpiły skutki czynu niedozwolonego, jakiego dopuścił się sprawca – mówił we wtorkowym „Polskim punkcie widzenia” na antenie Radia Maryja mec. Szymon Topa, radca prawny z Kancelarii Radców Prawnych i Adwokatów Lech Obara i Współpracownicy. Prawnik odniósł się do rozstrzygnięcia przez Sąd Najwyższy kasacji Stanisława Zalewskiego, byłego więźnia Auschwitz, który w 2017 r. pozwał niemieckie media za użycie kłamliwego określenia „polskie obozy zagłady”. 

We wtorek Sąd Najwyższy rozstrzygnął [kasację Stanisława Zalewskiego], byłego więźnia obozu Auschwitz i prezesa Polskiego Związku Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych, w sprawie przeciwko niemieckim mediom, które pisały o „polskich obozach zagłady”. Wyrok SN może przybliżyć nas do możliwości karania zagranicznych mediów kłamliwie przypisujących Polsce udział w Holokauście.

– Sąd Najwyższy uznał, że właściwość polska może mieć uzasadnienie w pewnym zakresie określonym przez tzw. regułę mozaiki. Jest to zasada, która została wypracowana przez orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, określająca takie zasady dochodzenia swoich roszczeń przez osoby poszkodowane w państwie, w którym nastąpiły skutki czynu niedozwolonego, jakiego dopuścił się sprawca. Zgodnie z regułą mozaiki przyjmuje się (…), iż poszkodowany może dochodzić w danym państwie tych roszczeń, które wystąpiły w tym państwie (…), chyba, że byłoby to państwo, w którym siedzibę ma sprawca. Wtedy byłaby to jurysdykcja uzasadniająca dochodzenie wszelkich roszczeń wynikających z danego czynu niedozwolonego. Jeśli to nie jest to państwo, tylko państwo inne, w którym ma miejsce zamieszkania poszkodowany, to (ma on prawo dochodzić swoich roszczeń – radiomaryja.pl) tylko w zakresie tych szkód, które w danym państwie wystąpiły – tłumaczył mec. Szymon Topa.

Sprawa sięga 2017 r., kiedy Stowarzyszenie Patria Nostra w imieniu Stanisława Zalewskiego wniosło pozwy o ochronę dóbr osobistych przeciwko dwóm niemieckim mediom, które użyły sformułowania „polskie obozy zagłady” w odniesieniu do niemieckich nazistowskich obozów śmierci w Sobiborze, Treblince i Bełżcu.

– Mamy proces, który się w zasadzie nie rozpoczął od 2017 roku, kiedy zostało wniesione powództwo. Mówię „nie rozpoczął”, ponieważ faktycznie tak naprawdę wciąż rozpatrujemy kwestię, czy ono w ogóle może się zacząć przed polskim sądem. Wniesione powództwo początkowo nie stanowiło dla sądu pierwszej instancji przeszkody, żeby nadać mu bieg. Niemniej strona pozwana skorzystała z możliwości podniesienia zarzutu braku jurysdykcji i to jest rozpatrywane przez sąd pierwszej instancji i drugiej instancji. Sąd drugiej instancji spowodował, że ta sprawa trwa dłużej, ponieważ skierował zapytanie do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, na które trzeba było oczekiwać (…) dłuższy czas. Potem, jak uznał jednak, że pan Stanisław nie może dochodzić swoich roszczeń, została wniesiona skarga kasacyjna, na której rozstrzygnięcie też czekaliśmy cztery lata, więc tu matematyka jest nieubłagana. Mamy osiem lat oczekiwania – zaznaczył radca prawny.

Już za kilka miesięcy Stanisław Zalewski skończy sto lat. Może on więc nie dożyć rozstrzygnięcia sprawy. W podobnej sytuacji znajduje się bądź znajdowało wielu innych byłych więźniów niemieckich obozów, którzy sprzeciwiają się kłamliwej narracji o „polskich obozach zagłady” powtarzanej w zagranicznych mediów.

– Sprawa pana Stanisława Zalewskiego jest pewną nowością w stosunku do spraw, które do tej pory były przedmiotem orzekania przez Trybunał Sprawiedliwości, ponieważ dotychczas, jeśli chodziło o naruszenie dóbr osobistych, to raczej one dotyczyły sytuacji, kiedy doszło do naruszenia dobrego imienia, renomy, czci itd., czyli takich dóbr, co do których można było po wypowiedzi ocenić, kto jest tak naprawdę osobą poszkodowaną. W przypadku pana Stanisława Zalewskiego (…) mamy do czynienia z takim dobrem, jak godność narodowa, poczucie przynależności narodowej, które nie jest tym samym, co dobre imię, ma pewne specyficzne właściwości i w tym kontekście Trybunał Sprawiedliwości (Unii Europejskiej – radiomaryja.pl) jeszcze nie rozpatrywał, jak należałoby wykładać pojęcie zdarzenia wywołującego szkodę na gruncie rozporządzenia jurysdykcyjnego. Wyrok (TSUE – radiomaryja.pl) z 2021 r. jest próbą doprecyzowania wykładni tego przepisu, która ma na celu ograniczyć możliwość zastosowania centrum spraw życiowych jako łącznika uzasadniającego jurysdykcję danego państwa, w sytuacji kiedy (…) wypowiedź, w której ktoś (…) dopatruje się naruszenia swoich dóbr osobistych, nie jest na tyle precyzyjna co do osoby, że nie powinna uzasadniać wiązania jej z osobą poszkodowanego i z jego centrum spraw życiowych. (…) Ta sprawa jest na tyle wyjątkowa z punktu widzenia merytorycznego, że Trybunał musiał zweryfikować swoją dotychczasową wykładnię – wyjaśnił gość „Polskiego punktu widzenia”.

Obecnie odchodzą ostatni więźniowie niemieckich obozów zagłady. Prawnik zaznaczył, że dochodzenie tego typu roszczeń o naruszenie dóbr osobistych, jak w przypadku Stanisława Zalewskiego, ciągle jest kwestią otwartą, ponieważ orzecznictwo w dalszym ciągu nie jest precyzyjne. Wyrok Sądu Najwyższego to zaledwie jeden z kroków, by doprowadzić do należytego rozstrzygania tego rodzaju spraw.

radiomaryja.pl

drukuj