fot. PAP/Paweł Supernak

M. Warchoł: Adam Bodnar stwierdził, że będzie „I sekretarzem wymiaru sprawiedliwości”. Jeżeli sędzia padnie przed nim na kolana, to wtedy jest szansa, że „przeżyje”

Adam Bodnar stwierdził, że będzie „I sekretarzem wymiaru sprawiedliwości” i to on jednoosobowo będzie decydował, kto może być sędzią, a kto nie. Jeżeli padnie przed nim na kolana, wyrazi skruchę, to wtedy jest szansa, że „przeżyje”, a reszta absolutnie nie ma takiego prawa. Tego typu aberracja to jest jakiś kompletny koszmar – mówił w „Polskim punkcie widzenia” na antenie TV Trwam Marcin Warchoł, poseł Suwerennej Polski, były minister sprawiedliwości, komentując ostatnie skandaliczne pomysły Adama Bodnara dotyczące sędziów powołanych po 2018 roku.

Premier Donald Tusk i minister sprawiedliwości, Adam Bodnar, przedstawili założenia projektu dotyczącego statusu sędziów, którzy zostali powołani po roku 2018. Jest on nawet nie kontrowersyjny, co wprost bulwersujący.

– Jestem zdumiony i zaskoczony, ponieważ nie sądziłem, że za mojego życia jakakolwiek władza – nawet Lewica – wróci do rządzenia, używając komunistycznych metod, bo przecież Adam Bodnar i Donald Tusk zaproponowali „czynny żal”, czyli worek pokutny dla tych, którzy będą chcieli wrócić do urzędu, przeprosić za to, że awansowali od 2018 r., a jeżeli tego nie uczynią, to po prostu stracą urząd. Beria by tego lepiej nie wymyślił – zwrócił uwagę Marcin Warchoł.

Poseł Suwerennej Polski zaznaczył, że reforma z 2018 r., która tak nie podoba się środowiskom sędziowskim sympatyzującym z obozem Donalda Tuska, stanowiła demokratyzację Krajowej Rady Sądownictwa i przełamywała dotychczasową „kastowość” wymiaru sprawiedliwości, polegającą na tym, że sędziowie sami siebie awansowali i rozliczali. To – zdaniem gościa „Polskiego punktu widzenia” – prowadziło do ogromnej patologii, ponieważ nie pozwalało m.in. na należyte rozliczenie sędziów skazujących opozycjonistów z czasów PRL-u.

Co ciekawe, w 2007 r. postulat wybierania sędziów do KRS przez parlament znalazł się w programie Platformy Obywatelskiej. Popierali go m.in. sędzia Andrzej Rzepliński czy sędzia Jerzy Stępień.

– Twierdzili, że KRS jest ośrodkiem, który utrwala najgorsze nawyki sądownictwa. Pisali o patologiach, pisali o korupcji, pisali o tych wszystkich złych rzeczach, które powodowały, że mieliśmy jedne z najwolniejszych sądów w Europie i dlatego te zmiany były konieczne. Natomiast to, co oni dziś proponują, to powrót do tego, co było wcześniej – zaznaczył polityk.

Środowiska sędziowskie sympatyzujące z obozem Donalda Tuska, jak i sami rządzący, chcą m.in. zlikwidować Izbę Dyscyplinarną Sądu Najwyższego.

– To ich boli: że sędziowie ponoszą odpowiedzialność – nie ma „świętych krów”, sędziów, którzy prowadzą samochód w stanie nietrzeźwości, a następnie śmieją się w twarz wymiarowi sprawiedliwości – podkreślił były minister sprawiedliwości.

W ramach dążenia do przywrócenia starego systemu, obecna władza musi wymyślić, jak rozwiązać kwestię sędziów powołanych po 2018 r., nazywanych przez środowiska liberalno-lewicowe „neosędziami”. Stąd pomysł Adama Bodnara o wprowadzaniu wspomnianej wcześniej instytucji „czynnego żalu”.

– Ta formuła jest rodem z najczarniejszego stalinizmu. To wtedy na zgromadzeniach partii wyrażano samokrytykę, liczono na to, że Stalin ocali tych, którzy taki „czynny żal” składają. Słusznie Kancelaria pana prezydenta Dudy określiła te rozwiązania jako po prostu obrażające zdrowy rozum. Sędzia jest nieusuwalny – gwarantują to wszystkie przepisy prawa: konstytucja, prawo międzynarodowe, ale Adam Bodnar stwierdził, że będzie „I sekretarzem wymiaru sprawiedliwości” i to on jednoosobowo będzie decydował, kto może być sędzią, a kto nie. Jeżeli padnie przed nim na kolana, wyrazi skruchę, to wtedy jest szansa, że „przeżyje”, a reszta absolutnie nie ma takiego prawa. To jest zupełnie niespotykane w dziejach współczesnej Europy, żeby ktokolwiek takie coś wymyślił. Nie znaliśmy ministra Bodnara od tej strony. Można wiele rzeczy sobie wymyślić, ale tego typu aberracja to jest jakiś kompletny koszmar – skomentował Marcin Warchoł.

Koalicji 15 października wyraźnie chodzi o to, żeby podporządkować sobie wymiar sprawiedliwości. Na ostatnim spotkaniu Donalda Tuska i Adama Bodnara ze środowiskami sędziowskimi i prawniczymi obecni byli przedstawiciele tylko tych stowarzyszeń, które sympatyzują z obecnym obozem rządzącym. Zaproszeni nie zostali za to np. „Sędziowie RP”. Zauważyć można, że sędziowie sprzyjający władzy są nagradzani (np. sędzia, która przedłużyła areszt ks. Michałowi Olszewskiemu otrzymała awans), a ci, którzy podejmują decyzje niezgodne z linią polityczną obozu Donalda Tuska ­– szykanowani (jak sędzia, która uznała immunitet posła Marcina Romanowskiego).

– Chodzi o wychowanie kasty sędziów posłusznych wobec reżimu Donalda Tuska, którzy będą spełniać każde ich życzenie, a wszyscy pozostali, którzy się nie podporządkują, mają być usuwani z urzędów – zaznaczył gość „Aktualności dnia”.

Usuwanie sędziów z urzędów będzie podważało wszystkie wyroki, jakie ci sędziowie wydali. Oznacza to, że w takim wypadku wszystkie postępowania, które prowadził dany sędzia, będzie musiało być rozpatrywane ponownie.

– Nie wyobrażam sobie, żeby takie wyroki mogły być dalej utrzymane, jeżeli sędzia przestaje funkcjonować jako sędzia. Po prostu wyroki wydawane przez niego są nieważne. To jest po prostu katastrofa dla obywateli – powiedział poseł Suwerennej Polski.

W programie poruszono też temat kontrastu między sprawą Pawła Rubcowa vel Pablo Gonzaleza a sprawą ks. Michała Olszewskiego w kontekście dostępu aresztantów do akt.

radiomaryja.pl

drukuj