fot. TV Trwam News

M. Świrski: Przy sądowym ściganiu zniesławień trzeba uważać, aby nie zaszkodzić autorytetowi Polski

Przy tego rodzaju posunięciach, jak ściganie sądowne zniesławień i oszczerców, co Reduta robi na co dzień, trzeba uważać, żeby nie spowodować uszczerbku autorytetu państwa polskiego. Dlatego właśnie organizacja społeczna powinna wykonywać zasadniczy zrąb takich działań, a nie rząd czy organizacja rządowa – powiedział Maciej Świrski. Prezes Reduty Dobrego Imienia w audycji „Rozmowy niedokończone” na antenie TV Trwam poruszył kwestię dobrego imienia Polski i Polaków. 

Maciej Świrski podkreślił, że wydarzeniem, które zadecydowało o jego zaangażowaniu w celu obrony dobrego imienia naszego kraju, była emisja filmu „Pokłosie” w 2012 roku.

– Punktem przełomowym w moim myśleniu na temat zniesławień i tego, co dotyka Polskę, był film „Pokłosie”. W 2012 roku, po zobaczeniu tego, co to jest, napisałem manifest (będąc ówcześnie aktywnym blogerem internetowym), dlaczego należy bronić dobrego imienia Polski i zaraz potem przyszło mi do głowy, że trzeba powołać jakąś organizację, która by się tym zajęła. […] Napisawszy ten manifest […] założyłem stronę internetową, wymyśliłem nazwę, która początkowo brzmiała „Polska Liga Przeciw Zniesławieniom”, a później po naradzeniu się z moim przyjacielem – niestety już nieżyjącym – Piotrem Pokorskim, on właśnie wymyślił nazwę „Reduta Dobrego Imienia” – tłumaczył Maciej Świrski.

Reduta Dobrego Imienia walczy o dobre imię Polski ze względu na kwestię bezpieczeństwa naszego kraju – wyjaśnił Maciej Świrski.

– To nie jest tylko kwestia naszej urażonej polskiej dumy czy urażonych uczuć, że ktoś nas oskarża słowami „polskie obozy koncentracyjne”, oskarża nas o sprawstwo holocaustu, zagłady Żydów czy w ogóle II wojny światowej. […] To jest sprawa głębsza […] Otóż traktat NATO, którego Polska jest członkiem […] jest traktatem zrzeszającym państwa, które przyrzekły nawzajem bronić się w przypadku agresji i art. 5 traktatu NATO o tym mówi. Problem polega jednak na tym, że jest to artykuł ściśle polityczny. Jest tam mowa o tym, że w przypadku agresji na któreś z państw Sojuszu, zostanie udzielona wszelka pomoc, łącznie z pomocą zbrojną. […] Politycy, którzy będą podejmować decyzję o ewentualnej pomocy Polsce w przypadku agresji, będą kierować się nie tyle przesłankami militarnymi, […] ale także tym, jak społeczeństwa, którymi rządzą, […] patrzą na ten broniony naród. Jeżeli Polacy nie będą cieszyli się sympatią tych społeczeństw zrzeszonych w NATO, to z tej pomocy nic nie będzie – wskazywał gość „Rozmów niedokończonych”.

Obecny rząd zupełnie inaczej traktuje działalność naszej organizacji od poprzedników, czyli koalicji PO-PSL  – zwrócił uwagę prezes Reduty Dobrego Imienia.

– Przy całkowitym ignorowaniu naszej obecności za czasów poprzedniej władzy, czyli PO-PSL, a nawet pewnych aktów wrogości w stosunku do nas (chociaż słowo ignorowanie jest najlepsze) […] teraz mamy po prostu współpracę. Współpracujemy w ten sposób, że wspieramy działania np. ambasadorów przy akcjach antydezinformacyjnych, które podejmują placówki konsularne czy sami ambasadorowie – akcentował Maciej Świrski.

Maciej Świrski stwierdził, że używanie sformułowań typu „polskie obozy koncentracyjne” to element wojny informacyjnej.

– Użycie tego sformułowania, nawet w sposób nieświadomy czy mimowolny przez ludzi, którzy mają po prostu „wdrukowane” w głowach sformułowanie „polski obóz koncentracyjny”, jest elementem wojny informacyjnej, tego, co się dzieje na świecie, a zwłaszcza w naszej części Europy. Źródłem tego jest chęć obniżenia polskiej wiarygodności w NATO, polskiego statusu w NATO. […] To, że agencje prasowe tych określeń używają, jest niezwykle niebezpieczne i niezwykle istotne. Bezwzględnie trzeba z tym walczyć – zaznaczył gość „Rozmów niedokończonych”.

Prezes Reduty Dobrego Imienia zauważył, że mainstreamowe media po roku 1989 utrzymywały Polaków w poczuciu niższości, jednak zmieniło się to w roku 2015, gdy wybory prezydenckie wygrał Andrzej Duda, zaś wybory parlamentarne – Prawo i Sprawiedliwość.

– Tutaj mamy cały kompleks problemów związanych z tym, co ogólnie nazywane jest pedagogiką wstydu, wykreowaną przez środowisko „Gazety Wyborczej” od samego początku po 1989 roku. Mamy także problem utrzymywania Polaków w pewnym poczuciu niższości czy niepełnowartościowości ze względu na wybrany model rozwoju, który w Polsce po 1989 roku zatriumfował – czyli tzw. rozwoju zależnego. […] To się skończyło po zwycięstwie w wyborach pana prezydenta Andrzeja Dudy i zwycięstwie Prawa i Sprawiedliwości w zeszłym roku, bo jednym z elementów niosących PiS do wygranej było właśnie dążenie ludzi do zerwania z tego rodzaju modelem rozwoju, a także tym poczuciem niższości, które nam wmawiano w tych tzw. mainstreamowych mediach – wskazywał Maciej Świrski.

RIRM

drukuj