fot. PAP/Radek Pietruszka

M. Romanowski o sprawie z byłym współpracownikiem ministra sprawiedliwości: Tutaj mamy do czynienia z prowokacją i z prowokatorem

Mamy do czynienia z „ustawką”, która przez takie wrzutki ma na celu wytworzyć wrażenie, że działo się tutaj coś nielegalnego, ale absolutnie na tej podstawie czegoś takiego nie można stwierdzić. Z tych nagrań coś takiego nie wynika, bo nie może wynikać. Mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że nigdy żadnych poleceń czy jakichś innych działań, które byłyby sprzeczne z prawem, nie wydawałem – powiedział Marcin Romanowski, poseł Suwerennej Polski, były wiceminister sprawiedliwości, w czwartkowym programie „Polski punkt widzenia” w TV Trwam.  

W programie poseł Marcin Romanowski odniósł się do ataków byłego dyrektora Departamentu Funduszu Sprawiedliwości, Tomasza Mraza, na byłego ministra sprawiedliwości, Zbigniewa Ziobro. Były dyrektor miał przez niemal dwa lata nagrywać spotkania z kierownictwem Ministerstwa Sprawiedliwości.

Mamy do czynienia z wrzutkami medialnymi. Fragmenty tych nagrań są wyrwane z kontekstu. Z tych zmanipulowanych – w mojej ocenie – nagrań nie wynika, że mieliśmy do czynienia z przesądzaniem, które organizacje w danym konkursie otrzymają rekomendacje. Jest czymś normalnym, że różne organizacje przychodzą z różnymi pomysłami. Nie jest żadnym przestępstwem rozmawianie o tym z nimi – mówił Marcin Romanowski.

Zgodnie z prawem i z rozporządzeniem to dysponent ostatecznie decydował. Komisja mogła tylko rekomendować – zaznaczył poseł Suwerennej Polski.

Rozporządzenie, które dawało bardzo szerokie pole uznania dysponentowi Funduszu Sprawiedliwości, mówiło, że może on nie zaakceptować rekomendacji komisji i wykreślić daną organizację. Zmniejszyć albo zwiększyć budżet, a wręcz unieważnić cały konkurs, jeżeli oferty, które wygrały, nie spełniały celów, jakie stawiał przed sobą dysponent, który ogłaszał konkurs – podkreślił były wiceminister sprawiedliwości.

Tutaj mamy do czynienia z prowokacją i z prowokatorem – zauważył Marcin Romanowski.

Dwa tygodnie temu do biura jednego z posłów przyszła anonimowa informacja stwierdzająca, że to był człowiek, który od dawna był prowokatorem, że współpracował z Romanem Giertychem i z innym biznesmenem, który również tak jak Giertych ma motywy osobistej zemsty w stosunku do ministra Zbigniewa Ziobro – akcentował gość programu „Polski punkt widzenia”.

Pismo zostało przekazane do prokuratury.

Prowokacyjny charakter działań Tomasz Mraza powinien spowodować, że prokuratura uważnie podejdzie do tych informacji i zbada, czy rzeczywiście nie mieliśmy tutaj do czynienia z tego typu sytuacją – powiedział były wiceminister sprawiedliwości.

Mamy do czynienia z bardzo starannie wyreżyserowaną akcją polityczno-medialną.

Sam fakt, że tego typu nagrania w różnych miejscach pokazują się w sposób zsynchronizowany tylko i wyłącznie to potwierdza. To są materiały ze śledztwa, więc ich ujawnianie jest przestępstwem. (…) Mamy do czynienia z „ustawką”, która przez takie wrzutki ma na celu wytworzyć wrażenie, że działo się tutaj coś nielegalnego, ale absolutnie na tej podstawie czegoś takiego nie można stwierdzić. Z tych nagrań coś takiego nie wynika, bo nie może wynikać. Mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że nigdy żadnych poleceń czy jakichś innych działań, które byłyby sprzeczne z prawem, nie wydawałem, chociażby właśnie dlatego, że prawo, które nadal obowiązuje,  obowiązywało w tamtym czasie, dawało dysponentowi funduszu szerokie pole uznania – zwrócił uwagę poseł Suwerennej Polski.

Z tego powodu Najwyższa Izba Kontroli skierowała wniosek do Trybunału Konstytucyjnego podważając i krytykując te rozwiązania – powiedział gość TV Trwam.

radiomaryja.pl

drukuj