Lewandowski show „Polaka poniosło”

Robert Lewandowski był bohaterem pierwszego półfinałowego meczu Ligi Mistrzów między Borussią Dortmund i Realem Madryt (4:1). Polski napastnik strzelił „Królewskim” wszystkie cztery bramki. „Lewy to niewiarygodne, co robisz!” – krzyczeli kibice. 

Grający w BVB z numerem dziewiątym na plecach Lewandowski zdobywał gole w 8., 50., 55 i z karnego w 66. minucie. Zebrani na stadionie fani kręcili z niedowierzaniem głowami. Po jego trzecim trafieniu radość była tak ogromna, że… trzęsły się całe trybuny.

Po pierwszej połowie nastroje nie były jednak takie dobre. Po szybkiej bramce polskiego napastnika, coraz śmielej grali zawodnicy Realu. Piłkarze Borussii często uciekali się do fauli, ale rzuty wolne w wykonaniu „Królewskich” były nieskuteczne.

Za to publiczność stawała się coraz bardziej nerwowa. Pojawiały się gwizdy, które sugerowały złą pracę sędziów. Po jednej z takich decyzji piłkarze BVB się zagapili, a z szybką kontrą wyszli podopieczni Jose Mourinho. Cristiano Ronaldo doprowadził do wyrównania 1:1, a chwilę później zawodnicy schodzili do szatni. Arbitrzy żegnani byli głośnymi gwizdami.

Po zmianie stron rozpoczął się koncert ekipy Juergena Kloppa i Lewandowskiego. Był nadzwyczaj skuteczny. Polak zdobył dwa kolejne gole, a gdy po faulu na Marco Reusie sędzia podyktował rzut karny, nikt na trybunach nie miał wątpliwości, kto powinien do niego podejść.

Gdy polski napastnik ustawiał piłkę na 11. metrze, dało się słyszeć: „Nikt inny nie może tego zrobić dzisiaj lepiej”.

W kolejnych minutach Real nie miał nic do powiedzenia. W 82. min. boisko opuścił Jakub Błaszczykowski, a parę sekund później zszedł Łukasz Piszczek. Gorącą owacją żegnany był przede wszystkim pierwszy z nich, który przez kibiców nazywany jest „Kuba”.

Borussia wygrała 4:1 i może ze spokojem jechać 1 maja do Madrytu na rewanż na Santiago Bernabeu.

„Szalony”, „niepokonany” – włoskie media prześcigają się w najbardziej emocjonalnych określeniach, by wyrazić uznanie dla piłkarza Borussii Polaka Roberta Lewandowskiego, który strzelił cztery bramki Realowi Madryt w pierwszym półfinałowym meczu Ligi Mistrzów.

„Show Roberta” – tak najczęściej określa się grę napastnika Roberta Lewandowskiego. Całkowicie zaskoczeni sprawozdawcy podczas transmisji meczu i komentatorzy po jego zakończeniu wyrazili opinię, że na Lewandowskiego nie ma mocnych i że grał rewelacyjnie.

To jemu między innymi przypisano zasługę, że obecnie – jak zauważyła „La Gazzetta dello Sport” – niemiecka piłka jest na szczycie w Europie.

„Był niesamowity, genialny” – ocenił największy włoski dziennik sportowy na swojej stronie internetowej.

„Corriere della Sera” zauważa zaś nie bez cienia rozbawienia: „Polaka poniosło”. Całkiem poważnie zaś gazeta przypomniała, że nikt w Lidze Mistrzów nie strzelił czterech goli Realowi.

Real runął po „pokerowej karecie” polskiego piłkarza – podsumowała agencja Ansa

To najlepszy sezon Lewandowskiego w karierze. Jest liderem klasyfikacji strzelców Bundesligi (23 bramki), a do siatki trafiał w 12 ostatnich meczach ligowych, co jest drugą najdłuższą serią skuteczności w historii ekstraklasy Niemiec. Napastnik Borussii zbliża się do rekordu słynnego Gerda Muellera (16 meczów).

Na jego talencie nie poznano się kilka lat temu w Legii Warszawa. Teraz chcą mieć go u siebie największe europejskie firmy – Bayern Monachium, a także… Real Madryt.

PAP/RIRM

drukuj