Kto zostanie prezydentem Stanów Zjednoczonych Ameryki?
Amerykanie w Chicago już wybierają przyszłego prezydenta. Im jest bliżej wyborów, tym sondaże coraz rzadziej wskazują na zdecydowanego faworyta. Kandydaci koncentrują swoje wysiłki w stanach wahających się, by przekonać niezdecydowanych.
W Stanach Zjednoczonych trwa walka o każdy głos. W Chicago – w ramach tzw. wczesnego głosowania – Amerykanie już mogą oddać swój głos. O zwycięstwie, jak pokazuje historia, zadecydują wyborcy z tzw. swing states, czyli stanów wahających się.
Być może głosy Polonii przechylą szalę na którąś ze stron – wskazał politolog, prof. Tadeusz Marczak.
– Jakkolwiek Polonia stanowi niewielki procent wyborców w skali całego kraju – trzy procent – to jednak w tych stanach, które są uważane za kluczowe, a to są stany Pensylwania, Michigan i Wisconsin, tam procent Polonusów sięga ośmiu, dziewięciu, a w niektórych hrabstwach nawet piętnastu – powiedział prof. Tadeusz Marczak.
Kandydaci walczą o poparcie również wśród amerykańskich katolików. O ich dużym znaczeniu dla wyniku wyborów jest przekonany Donald Trump.
– Musimy zmusić chrześcijan do głosowania. Musimy wszyscy wyjść z domów i zagłosować. Tylko ten jeden raz. Dajcie nam ten jeden raz, naprawimy nasz kraj – oznajmił kandydat Partii Republikańskiej na prezydenta USA.
Kamala Harris w poniedziałek szukała głosów w jednym z kościołów ewangelickich w Georgii. W swojej wypowiedzi próbowała nawet nawiązywać do Biblii.
– Przypowieść o dobrym Samarytaninie uczy nas, by kochać bliźniego swego jak siebie samego. Słowa te są proste. Dobrze je znamy. To podstawowa zasada i filar naszej wiary, a także wiary wielu innych. Należy jednak zadać sobie pytanie, czy wszyscy ludzie wiary żyją tymi słowami? Czy wszyscy ludzie wiary wyrażają te słowa w swoich czynach? Czy mamy przywódców, którzy rozumieją, że w obliczu obcego należy dostrzec bliźniego? – pytała kandydat Partii Demokratycznej na prezydenta USA.
Dostrzec bliźniego, także tego bezbronnego i najmniejszego, który jeszcze nie może o siebie zawalczyć. Wiceprezydent Kamala Harris wydaje się jednak głosu dzieci nienarodzonych nie słyszeć. Podczas wieców wyborczych wielokrotnie przemawiała głosem lewicowych aktywistek w sprawie tzw. aborcji. Przy urnie wyborczej Amerykanie, zwłaszcza Ci, którym bliskie wartości ludzkiego życia, będą o tym pamiętać.
– Obawiam się konsekwencji tego, co stałoby się z chrześcijanami, gdyby Harris została wybrana – mówił jeden z Amerykanów.
O Kamali Harris mówi się, że pod względem ideologicznym jest bardziej niebezpieczna niż urzędujący Joe Biden.
– Jeśli wybierzemy Kamalę Harris, wybierzemy najbardziej liberalnego prezydenta. Nie ma niczego, w czym wierzący w Biblię chrześcijanin mógłby się z nią zgodzić. Powinniśmy być naprawdę zaniepokojeni wartościami, które nas obchodzą, które są deptane w administracji Harris – podsumowała Bunni Pounds, autorka książki „Jesus and Politics”.
Ojciec Święty Franciszek powiedział niedawno, że katolicy w Stanach Zjednoczonych stoją przed wyborem mniejszego zła. Ani Donald Trump, ani tym bardziej Kamala Harris nie stają w obronie ludzkiego życia. Na początku października wydana została książka byłej pierwszej damy, Melanii Trump. Na próżno tam szukać haseł pro-life. Melania Trump powtarza w niej lewicowy przekaz godzący w ludzkie życie.
TV Trwam News



