Kontrowersje wokół Nagrody „Solidarności”

„Ustanowienie nagrody imienia „Solidarności” nie tylko bez uzyskania zgody Związku, ale nawet bez powiadomienia nas o takiej inicjatywie stanowi naruszenie zarówno dobrych obyczajów jak i prawa” – czytamy w liście, jaki wystosowała NSZZ „Solidarność” do ministra Radosława Sikorskiego.

Szef ministerstwa postanowił przyznać nagrodę po raz pierwszy 4 czerwca br. w 25. rocznicę pierwszych częściowo wolnych wyborów parlamentarnych. Otrzyma ją osoba, która kierując się zasadami solidarności przyczyniła się do szerzenia demokracji. Jednak okazuje się, że Radosław Sikorski, pomysłodawca nagrody wykorzystał nazwę „Solidarność” bez konsultacji ze związkiem NSZZ „S”.

Piotr Duda, szef „Solidarności” w liście do ministra spraw zagranicznych napisał, że „nazwa i logo NSZZ „Solidarność” są własnością Związku i bez akceptacji władz statutowych nie wolno ich wykorzystywać”.

Przypominamy, że do nazwy „Solidarność” wyłączne prawo ma Związek. Sprawa pozostaje nadal otwarta, nawet, jeżeli minister Sikorski używa dziś tak wielkich słów. Wypadałoby spotkać się i powiedzieć: „Panie Przewodniczący, mamy taki pomysł, tak to rozumiemy, co pan o tym myśli?” Może nie doszłoby to wymiany zdań, którą dziś obserwujemy – powiedział Marek Lewandowski, rzecznik „Solidarności”.

Piotr Duda prosi też ministra Sikorskiego o ustosunkowanie się do listu, „dopóki władze statutowe Związku nie podjęły kroków prawnych w celu ochrony jego własności ”.

Nagroda „Solidarności” warta jest milion euro.

RIRM

drukuj