fot. PAP/Leszek Szymański

Kompromitacja rządu zamiast promocji Polski. Nikt z otoczenia D. Tuska nie przyznaje się do B. Mróz-Gorgoń

Była już minister Barbara Mróz-Gorgoń, która miała zająć się promocją Polski, chciała wydać na ten cel przez najbliższe dwa lata nawet 670 milionów złotych. Po aferze z publikacją jej raportu, który powstał przy użyciu sztucznej inteligencji, w Koalicji Obywatelskiej nikt nie chce się przyznać, kto stał za kandydaturą minister.

Powołanie nowego pełnomocnika rządu ds. promocji Polski ogłaszał sam Donald Tusk.

– Najwybitniejsza w Polsce specjalistka od kształtowania marki. Współpracuje z nami od dłuższego czasu – tak premier mówił o Barbarze Mróz-Gorgoń niespełna miesiąc temu.

Nowa minister szybko zrezygnowała ze stanowiska po wybuchu afery dotyczącej raportu o marce Polska, który przygotowała związana z nią fundacja. Publikacja została wygenerowana z pomocą sztucznej inteligencji i zawierała poważne błędy merytoryczne. Resort sportu i turystyki miał zapłacić za współpracę z fundacją blisko 200 tys. złotych – przypomniał poseł Kacper Płażyński z Prawa i Sprawiedliwości.

– Myślę, że Polacy mają prawo wiedzieć, kto [powołał – radiomaryja.pl] tak niekompetentnych ludzi, którzy – nie wiem (…), czy świadomie, czy nie – okradli nas z naszych pieniędzy – zwrócił uwagę parlamentarzysta.

Tymczasem premier Donald Tusk milczy w tej sprawie, a w Koalicji Obywatelskiej nikt nie chce się przyznać, kto stoi za rekomendacją do rządu Barbary Mróz-Gorgoń.

– To była osoba dobrze znana w tym środowisku promocji Polski, która miała bardzo dobre opinie – szereg opinii. Kto konkretnie (…) ją rekomendował, nie pamiętam – powiedział rzecznik rządu, Adam Szłapka.

Według nieoficjalnych informacji za rekomendacją miał stać wiceminister sportu i turystyki, Piotr Borys. Przed aferą Koalicja Obywatelska miała rozważać wystawienie Barbary Mróz-Gorgoń nawet jako kandydata na senatora lub prezydenta Wrocławia. Pytania o byłą już minister padają nie tylko ze strony opozycji, ale również koalicjantów.

– To Kancelaria Premiera odpowiada za ten proces i Kancelaria Premiera powinna wydać w tej sprawie oświadczenie, konkretnie pokazujące, kto, na jaki wniosek, przedstawił to premierowi, w rodzaju pewnej białej księgi – stwierdził wicemarszałek Sejmu, Szymon Hołownia z Polski 2050.

Jak ocenił dr Andrzej Skiba, politolog, polityczna odpowiedzialność spada na szefa rządu.

– To jego podpis znajduje się pod nominacją, jeżeli chodzi o panią profesor – zaznaczył ekspert.

Premier nie planuje na razie powołania następcy Barbary Mróz-Gorgoń. Pod znakiem zapytania stoi też pierwotny plan koordynacji rozproszonej w różnych instytucjach promocji Polski za granicą. Aferę bagatelizuje zastępca szefa Kancelarii Premiera, Jakub Stefaniak z PSL.

– Oczywiście wpadki się zdarzają, natomiast jeśli chodzi o sytuację ogólną, patrząc na komunikację globalnie, nie nazwałbym tego raczej kryzysem, tylko przeformatowaniem – stwierdził polityk.

Była minister planowała wydanie przez dwa lata nawet 670 mln zł na wdrożenie Strategii Marka Polska. Potwierdza to oficjalny dokument sygnowany jej nazwiskiem i logiem resortu sportu i turystyki.

„Jeżeli działania zaplanowane na lata 2026–2028 zostaną zrealizowane zgodnie z założeniami, Polska ma szansę nie tylko poprawić swój wizerunek, ale przede wszystkim zbudować silną, atrakcyjną i konkurencyjną markę narodową” – czytamy.

Ministerstwo Sportu i Turystyki, które opublikowało dokument na swoich stronach, przekonuje, że były to tylko propozycje i diagnozy byłej już minister, a nie plan do realizacji. Sprawa byłej pełnomocnik ds. promocji Polski pokazuje jakość kadr tego rządu – przekonuje opozycja.

– Ma pan pewność, że w innych obszarach, gdzie on wskazuje ludzi, którzy piastują w Polsce ważne stanowiska jest lepiej? – pytał poseł Kacper Płażyński z PiS.

Działalność byłej już minister ma prześwietlić prokuratura. Analizuje już też Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu, którego Barbara Mróz-Gorgoń jest profesorem.

TV Trwam News

drukuj