
Prof. H. Wnorowski: W lipcu rozpoczął się już trzeci rok trwania w procedurze nadmiernego deficytu, który wobec Polski uruchomiła Rada Unii Europejskiej
Jesteśmy liderami niechlubnej klasyfikacji krajów członkowskich Unii Europejskiej z najwyższym deficytem i to, co jest szczególnie niebezpieczne, to jest to, że w momencie, kiedy oficjalne wskaźniki wzrostu gospodarczego w naszym kraju są dobre, a nawet jedne z najlepszych w Unii Europejskiej, to w tym okresie mamy deficyty przekraczające nawet 7 proc. PKB – mówił prof. dr hab. Henryk Wnorowski, ekonomista z Uniwersytetu Białostockiego, członek Rady Polityki Pieniężnej, w audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja.
W piątek, 28 sierpnia, rząd rozpocznie pracę nad budżetem państwa na 2027 rok. Prace te będą się odbywać w sytuacji, gdy deficyt budżetu państwa rośnie w ekspresowym tempie.
– Generalnie znamy już wyniki budżetu państwa po siedmiu miesiącach i deficyt wzrósł do blisko 142 miliardów złotych. To jest realizacja blisko 52 proc. zaplanowanego w budżecie deficytu na 2026 rok. Jest to znowu deficyt rekordowy, gdyż lata 2024, 2025 i 2026 są to zdecydowanie najtragiczniejsze lata, jeśli chodzi o deficyt budżetowy. Jesteśmy w połowie roku 2026, czyli trzeciego roku tej trzylatki, ale już wiemy, że skumulowany deficyt za te trzy lata wyniesie 750 miliardów złotych. To są kwoty, z jakimi tak naprawdę nigdy nie spotykaliśmy się i są one szokujące – podkreślił prof. dr hab. Henryk Wnorowski.
Ekonomista zwrócił uwagę także na problem ze ściągalnością podatku, m.in. VAT, CIT i PIT.
– Generalnie jest dosyć trudno o takie bardzo pewne informacje na temat tego, jak wygląda ściągalność podatku w tym roku, ale to, do czego oficjalnie przyznaje się Ministerstwo Finansów, to jest to, że za pierwsze siedem miesięcy tego roku dochody z podatków są niższe od planu o około 50 miliardów złotych. Więc coś jest nie tak. Co prawda dochody z podatków pośrednich, a więc z VAT-u i akcyzy, w stosunku do ubiegłego roku wzrosły w zasadzie symbolicznie, bo w wymiarze nieco poniżej 2 proc. – biorąc pod uwagę fakt nawet aktualnego wzrostu gospodarczego, czyli tych 3,5 proc., czy wzrost w drugim kwartale tego roku, 3,8 proc. – więc wpływy z podatków są wyraźnie poniżej tempa wzrostu gospodarczego. Rząd tłumaczy się programem CPN, że z tego tytułu są pomniejszone przychody z podatków, ale myślę, że to jest jedynie część prawdy i takie wygodne usprawiedliwienie – zaznaczył gość Radia Maryja.
Rząd zakłada na 2027 rok wzrost PKB o 3,1 proc., inflację 2,5 proc., wynagrodzenia mają wzrosnąć o 5,6 proc., a emerytury i renty o 3,5 procent. Prof. dr hab. Henryk Wnorowski ocenił, że same założenia rządu wyglądają na ten moment dosyć realistycznie, jednak zarówno wzrost gospodarczy, jak i inflacja, oraz tempo wzrostu wynagrodzeń to założenia, które są dużym wyzwaniem w kontekście konstruowania budżetu na rok 2027.
– Obecnie mamy trzeci rok z rzędu rekordowych budżetów, jeśli chodzi o deficyty. W lipcu rozpoczął się już trzeci rok trwania w procedurze nadmiernego deficytu, który wobec Polski uruchomiła Rada Unii Europejskiej i generalnie jesteśmy w połowie tego okresu naprawczego, a tak naprawdę żadnej naprawy, czy nawet deklaracji naprawy nie widać i nie słychać, więc sytuacja jest bardzo trudna. Jesteśmy liderami niechlubnej klasyfikacji krajów członkowskich Unii Europejskiej z najwyższym deficytem i to, co jest szczególnie niebezpieczne, to jest to, że w momencie, kiedy oficjalne wskaźniki wzrostu gospodarczego w naszym kraju są dobre, a nawet jedne z najlepszych w Unii Europejskiej, to w tym okresie mamy deficyty przekraczające nawet 7 proc. PKB. To jest sytuacja bardzo niebezpieczna, jeśli chodzi o przyszłość finansów publicznych w naszym kraju. Do tego notowany wzrost bezrobocia, w ciągu roku przybyło ponad 75 tysięcy bezrobotnych i spada liczba nowych ofert pracy, a to także rzutuje na sytuację finansową państwa – tłumaczył ekonomista z Uniwersytetu Białostockiego.
Całość audycji „Aktualności dnia” z udziałem prof. dr. hab. Henryka Wnorowskiego dostępna jest [tutaj].
radiomaryja.pl

