fot. PAP/Andrzej Grygiel

Katowice: rozprawa apelacyjna ws. katastrofy w Halembie

Przed Sądem Apelacyjnym w Katowicach rozpoczęła się w czwartek rozprawa odwoławcza w sprawie katastrofy w kopalni Halemba, gdzie w 2006 r. w wybuchu metanu i pyłu węglowego zginęło 23 górników. Wyrok z I instancji zaskarżyła zarówno obrona jak i prokuratura.

Katastrofa w Halembie była największą tragedią w polskim górnictwie od blisko 30 lat. Doszło do niej podczas likwidowania ściany wydobywczej 1030 m pod ziemią. Z powodu zaniechania profilaktyki przeciw zagrożeniom naturalnym, po zapaleniu i wybuchu metanu w wyrobisku wybuchł pył węglowy, czyniąc spustoszenie i zabijając większość ofiar tragedii.

Wyrok w I instancji zapadł 15 stycznia ubiegłego roku przed Sądem Okręgowym w Gliwicach, po ponad sześciu latach procesu. Sąd skazał wówczas na trzy lata więzienia b. szefa działu wentylacji Marka Z., oskarżonego o sprowadzenie katastrofy. 14 innych oskarżonych, wśród nich b. dyrektor kopalni Kazimierz D., usłyszało wyroki w zawieszeniu. Dwóch pozostałych zostało uniewinnionych.

Odwołania od wyroku złożyła zarówno obrona jak i prokuratura. Apelacja prokuratury dotyczy 15 oskarżonych, ale tylko wobec dwóch z nich odnosi się do ustaleń sądu i wymiaru kary, w pozostałych przypadkach chodzi jedynie o niesłuszne – zdaniem urzędu prokuratorskiego – zwolnienie z kosztów sądowych.

W przypadku jednego z oskarżonych – Marka Z. – śledczy zarzucają sądowi I instancji błąd w ustaleniach faktycznych i w efekcie uniewinnienie go od zarzutu sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób. Przed sądem odwoławczym prokurator będzie domagał się uchylenia wyroku w tym zakresie i ponownego procesu.

W sprawie innego oskarżonego prokuratura zakwestionowała wymiar kary – uważa ją za rażąco łagodną. Chodzi o b. dyrektora kopalni Kazimierza D., dla którego prokurator w mowie końcowej żądał siedmiu lat bezwzględnego pozbawienia wolności. Sąd okręgowy skazał go na dwa lata więzienia w zawieszeniu.

Sąd I instancji potwierdził większość ustaleń gliwickiej prokuratury. Uniewinniając dwóch spośród oskarżonych sąd uznał, że zeznania świadków w ich przypadku są na tyle niespójne, że nie można im przypisać winy.

Najsurowszą karę sąd wymierzył Markowi Z., któremu prokuratura zarzuciła popełnienie najpoważniejszego przestępstwa – sprowadzenia katastrofy – i domagała się dla niego ośmiu lat pozbawienia wolności. Sąd skazał go na trzy lata więzienia i zakazał mu zajmowania kierowniczych stanowisk w górnictwie przez trzy lata. To jedyny z 17 oskarżonych, skazany na bezwzględną karę pozbawienia wolności.

Na 2 lata więzienia w zawieszeniu na 5 lat sąd skazał natomiast b. dyrektora kopalni Kazimierza D., który jest najważniejszym w hierarchii górniczej oskarżonym w tej sprawie. Prokuratura zarzuciła mu sprowadzenie niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia górników, co skutkowało śmiercią 23 osób.

Według śledczych, w listopadzie 2006 r. dyrektor wiedział o przekroczonych dopuszczalnych stężeniach metanu w kopalni, tolerował też brak profilaktyki w zakresie zwalczania zagrożenia wybuchem pyłu węglowego i zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa. Mimo to zlekceważył alarmujące dane i nie nakazał przerwania prac, skutkiem czego była śmierć górników.

Oskarżyciel publiczny domagał się dla Kazimierza D. kary siedmiu lat bezwzględnego więzienia. Sąd wymierzył mu znacznie łagodniejszą karę, oceniając, że stopień jego zawinienia był niższy niż przyjęła prokuratura, wziął też pod uwagę okoliczności łagodzące – długotrwałą nienaganną opinię w miejscu pracy oraz dotychczasową niekaralność.

Prokuratura Okręgowa w Gliwicach zamknęła śledztwo w tej sprawie w czerwcu 2008 r. Aktem oskarżenia objętych zostało 27 osób, dziewięć z nich wniosło o możliwość dobrowolnego poddania się karze (zostali skazani na więzienie w zawieszeniu i grzywny), sprawę jednego oskarżonego wyłączono do innego postępowania. Główny proces przed gliwickim sądem ruszył w listopadzie 2008 r. Sprawa była rozpoznawana na blisko 150 terminach rozpraw, na których przesłuchano 349 osób. Zgromadzono 66 tomów akt.

Niespełna trzy lata po katastrofie w Halembie w polskim górnictwie doszło do kolejnego, podobnie tragicznego wypadku. 18 września 2009 r. w kopalni Wujek-Śląsk zginęło 20 górników, a 37 zostało rannych. Wątek dotyczący samej katastrofy katowicka prokuratura umorzyła, nie dopatrując się związku pomiędzy zachowaniem człowieka a zapaleniem się i wybuchem metanu. Dopatrzyła się jednak nieprawidłowości, do których dochodziło w kopalni przed katastrofą. Oskarżyła o nie 56 osób, zarzucając im m.in. sprowadzenie niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia pracowników.

PAP/RIRM

drukuj