
J. Malczewski: Powinniśmy odtworzyć produkcję zwierzęcą, dlatego że jest ona punktem podstawowym do tego, aby produkcja roślinna i zwierzęca była opłacalna
Produkcja zwierzęca jest oparta w szczególności na produktach roślinnych. Zatem opłacalność produkcji roślinnej w głównej mierze zależy od tego, czy produkcja zwierzęca będzie miała określoną skalę. Ponad 60 proc. zbóż jest lokowana w produkcji zwierzęcej. Przykład trzody pokazuje wyraźnie, że gdybyśmy mieli produkcję większą o 50 proc., to kryzysu na rynku zbóż nie odczulibyśmy tak dotkliwie, jak w ostatnich dwóch latach, kiedy Polska była otwarta na import zbóż z Ukrainy – powiedział Jarosław Malczewski na antenie TV Trwam w programie „Wieś – to też Polska”. Prezes Polskiej Grupy Mleczarskiej zaznaczył jednocześnie, że „powinniśmy dążyć do tego, żeby odtworzyć produkcję zwierzęcą, dlatego że jest ona punktem podstawowym do tego, aby produkcja roślinna i zwierzęca była opłacalna”.
W 2023 roku w Polsce doszło do głębokiego kryzysu na rynku zbóż. Jarosław Malczewski wskazał, że jednym z czynników, jaki wpłynął na taką sytuację, jest spadek pogłowia zwierząt w ostatnim czasie. Obecnie rynek trzody chlewnej stanowi nieco powyżej 9 mln, natomiast 20 lat temu pogłowie wynosiło ponad 20 milionów.
– Produkcja zwierzęca jest oparta w szczególności na produktach roślinnych. Zatem opłacalność produkcji roślinnej w głównej mierze zależy od tego, czy produkcja zwierzęca będzie miała określoną skalę. Ponad 60 proc. zbóż jest lokowana w produkcji zwierzęcej. Przykład trzody pokazuje wyraźnie, że gdybyśmy mieli produkcję większą o 50 proc., to kryzysu na rynku zbóż nie odczulibyśmy tak dotkliwie, jak w ostatnich dwóch latach, kiedy Polska była otwarta na import zbóż z Ukrainy. Powinniśmy dążyć do tego, żeby odtworzyć produkcję zwierzęcą, dlatego że jest ona punktem podstawowym do tego, aby produkcja roślinna i zwierzęca była opłacalna – zaznaczył gość TV Trwam w programie „Wieś – to też Polska” z 14 stycznia 2024 roku.
Prezes Polskiej Grupy Mleczarskiej zwrócił przy tym uwagę, że „polskie rolnictwo jest sporą konkurencją dla Zachodu. Mimo wszystko produkujemy taniej niż Zachód, przez co wypychamy z rynku tamtejszych producentów”.
– Trzeba też wspomnieć, że rolnictwo w Niemczech jest w pewien sposób skierowane do likwidacji. W wysoko uprzemysłowionej strukturze gospodarczej krajów Zachodu zdecydowanie istotniejszy jest przemysł, np. motoryzacyjny, natomiast rolnictwo ma być skierowane do stopniowej likwidacji. Europa przy tym ma się uzależnić od importu żywności z Ameryki Południowej, Australii czy Nowej Zelandii. Ma się to dziać w zamian za otwarcie tamtych rynków na import choćby samochodów z Niemiec – wskazał.
Polscy rolnicy mają silne przywiązanie do własności. Posiadanie gruntów rolnych jest więc w dużej mierze konsekwencją wymiany pokoleniowej oraz dziedziczenia. Popularnym terminem jest tutaj „ojcowizna”. Sytuacja w krajach Zachodu jest w tym kontekście zróżnicowana.
– Rolnictwo w Wielkiej Brytanii jest oparte na dzierżawach, natomiast do opłacalności produkcji podchodzi się bardziej instrumentalnie. W Polsce mamy przywiązanie do dziedzictwa i kultury wsi, ale i gospodarstwo rodzinne stanowi wartość, o którą powinniśmy dbać. Gospodarstwa te są konsekwencją tego, co wypracowali nasi przodkowie. W Polsce mamy większe przywiązanie, dlatego też rolnicy w mniejszym stopniu są w stanie rezygnować z produkcji. A odsprzedaż gruntów rolnych jest traktowana jako całkowite poddanie się – wyjaśnił Jarosław Malczewski.
Gość programu „Wieś – to też Polska” odniósł się także do nawyków zakupowych Polaków. Wśród przyczyn mniejszego kupowania produktów polskich wymienił „brak konkurencji w postaci handlu detalicznego i brak obecności kolejnej sieci handlowej”.
– W latach 90. niektóre kraje unijne – na przykład Słowacja – zagwarantowały, że w okresie pięciu lat nie dopuszczą żadnej firmy z obcym kapitałem. Po pięciu latach rynek został poukładany przez sieci słowackie. Obecnie sytuacja jest trudna, ponieważ rynek w Polsce jest już poukładany. Niemal 60 proc. stanowi handel zorganizowany, chodzi o markety czy dyskonty, a nieco powyżej 40 proc. to sklepy niezrzeszone, czyli wiejskie czy osiedlowe. (…) Na rynku potrzebna jest konkurencja. Ona jest dobra dla rolnika, ponieważ jest on w stanie sprzedać swoje płody rolne do większej liczby podmiotów. Jest ona także dobra dla konsumenta, ponieważ on wówczas wybiera produkty, które są lepsze jakościowo, w korzystniejszych cenach i są polskie – zaznaczył.
Jarosław Malczewski zwrócił uwagę na „produkty pierwszej potrzeby, które są kupowane niemal codziennie. Traktowane one są jako magnes przyciągający konsumenta do sklepu”.
– Produkty szybko zbywalne, jak masło, niejednokrotnie w sklepach są oferowane w cenach poniżej kosztów produkcji, ale bardzo często są to produkty importowane. Konsument ma w ten sposób zostać przyciągnięty i kupić ich jak najwięcej. W 2023 roku cena polskiego sera gouda spadła do 15 zł, a taki sam produkt z Niemiec kosztował około 11 zł. To był duży cios w sektor mleczarski. Sieci handlowe w Polsce kupowały z Niemiec, płacąc przy tym za inne produkty więcej. Przy pomocy tego jednego produktu dochodziło do eliminacji polskich producentów z handlu detalicznego – powiedział.
Prezes Polskiej Grupy Mleczarskiej został zapytany o rozwiązania dla polskiego rolnictwa. Wśród propozycji wymienił m.in. „reformę Wspólnej Polityki Rolnej w zakresie jej przewidywalności. Mimo wszystko powinniśmy odchodzić od dużych inwestycji w gospodarstwach rolnych, ponieważ mamy do czynienia z tym, że park maszynowy jest wystarczający albo ponadwymiarowy”.
– Chodzi o to, żeby przesunąć środki finansowe z jednego filaru na drugi, czyli zmniejszyć inwestycje w gospodarstwach rolnych, zwiększyć płatności obszarowe. Trzeba też dążyć do tego, żeby polityka klimatyczna została wycofana, ponieważ kluczem do opłacalności jest ekonomia skali, a więc zwiększanie produkcji, również w zakresie zwiększenia eksportu. To podstawowe narzędzie do tego, żeby produkcja była opłacalna – wyliczał Jarosław Malczewski.
W ubiegłym roku w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi powstał projekt zmiany Ustawy o Krajowym Ośrodku Wsparcia Rolnictwa w zakresie budowy polskich centrów dystrybucyjnych. Polska niejednokrotnie ma bardzo duże szanse na rynku globalnym, natomiast w ośrodkach docelowych brakuje dystrybucji, przetwórstwa – kontynuował.
– Dlatego inwestycje zagraniczne są potrzebne do tego, żeby stanowić kolejną nogę, na której polskie rolnictwo powinno stać. (…) Jest też projekt ustawy o specjalnych strefach rolnych. W nim chodzi o to, żeby wydzielić pewne obszary państwa, które – na wzór specjalnych stref ekonomicznych – będą miały z góry narzucony charakter inwestycyjny. Producentom zapewni się przy tym bezpieczeństwo inwestycji, dlatego że rolnicy mają swój potencjał. Natomiast brakuje stabilizacji. (…) Stabilizacja jest kluczowa, żeby mówić o polityce rolnej. Powinniśmy patrzeć na zakres krótko i długoterminowy. W drugim przypadku musimy skupić się na rozwoju produkcji i rozwoju eksportu – podkreślił gość TV Trwam.
radiomaryja.pl


