In vitro – piętno zootechniki

Negatywna ocena moralna zapłodnienia pozaustrojowego wynika z wielu aspektów, które są z nim nieodłącznie związane. In vitro przeczy godności człowieka, zarówno poczętego w ten sposób dziecka, które rozpoczyna swoje życie w oderwaniu od aktu małżeńskiego rodziców, jak i godności osób poddających się tej procedurze, stanowiącej zamach na czystość i wierność małżeńską. To śmiercionośna technika związana z tworzeniem „nadliczbowych” embrionów, ich zamrażaniem i zabijaniem. Nie można lekceważyć również możliwości wystąpienia poważnych powikłań zdrowotnych u dzieci poczętych tą metodą.

Zapłodnienie w procedurze in vitro dokonuje się w nienaturalnych warunkach biologicznych, jedynie w karykaturalny sposób naśladujących naturę, co przynosi negatywne, także medyczne konsekwencje. Gdy dojdzie do zapłodnienia, technik (trudno go nazwać lekarzem), przeprowadza selekcję embrionów, do której zupełnie nie jest upoważniony. Niemoralność procedury in vitro wynika bezpośrednio z faktu, że stawia się on w miejsce Pana Boga i natury, decydując o życiu bądź śmierci zamrożonych zarodków. Zwolennicy in vitro (ale także „aborcji”), podają jako kontrargument fakt, że przecież natura sama dokonuje selekcji embrionów. Nie wszystko jednak, co wolno Panu Bogu i naturze, wolno człowiekowi. W zasadzie na tym należałoby zakończyć replikę. Jednak warto zaznaczyć, że o ile w naturalnym procesie owulacji powstaje z reguły jedna komórka jajowa, która może ulec zapłodnieniu i zagnieździć się w macicy już jako zarodek, to w procedurze in vitro w wyniku hormonalnej hiperstymulacji jajników pobiera się od kobiety (za pomocą punkcji) wiele komórek jajowych, aby – jak napisano na witrynie jednej z „klinik in vitro” w informacji dla klientów – „zwiększyć szanse zapłodnienia”. Szkoda, że osoby prowadzące niemoralny biznes (klinika prowadzi również bank nasienia), nie napiszą wprost, że chodzi tu w rzeczywistości o tworzenie wielu zarodków, których śmierć z góry wpisana jest w proces technologiczny.

„Skutki uboczne” in vitro
Czym może jednak skutkować nieudolne naśladowanie natury w kwestiach tak kluczowych, jak poczęcie i początkowy rozwój embrionu produkowanego „na szkle”? Technikowi nie jest dostępna pełna wiedza na temat mechanizmów (zachodzących na poziomie biologii molekularnej), które zapewniają właściwy rozwój zarodka. Forsowanie zapłodnienia w warunkach in vitro nie uwzględnia warunków początkowych, których spełnienie zachodzi podczas zapłodnienia in vivo, tzn. w organizmie matki (chyba nikt z biznesu in vitro nie ośmieli się stwierdzić, że różnica w warunkach jest nieistotna!), a uwzględniając z drugiej strony cechy wyselekcjonowanego zarodka uznane subiektywnie za istotne, wypacza naturalne mechanizmy doboru. Natura nie przebacza jednak nigdy. Badania epidemiologiczne wskazują na zwiększoną częstość występowania wad wrodzonych u dzieci poczętych metodą in vitro.
W publikacji „Assisted reproductive technology and major structural birth defects in the United States”1, autorzy: J. Reefhuis, M.A. Honein, L.A. Schieve, A. Correa, C.A. Hobbs, S.A. Rasmussen zanalizowali dane dostępne w National Birth Defect Prevention Study uzyskane od matek dzieci z wadami wrodzonymi lub bez nich. Badano dzieci zamieszkałe na terenie USA i urodzone w okresie od października 1997 r. do grudnia 2003 r. w sposób naturalny lub w wyniku technik zapłodnienia in vitro (in vitro fertilization, IVF) i iniekcji docytoplazmatycznej plemnika (ICSI, intracytoplasmic sperm injection). Zaobserwowano znaczący związek między analizowanymi wadami wrodzonymi i zapłodnieniem in vitro, ze skorygowanym ilorazem szans – Adjusted Odd Ratio (AOR) wynoszącym ponad 2 dla wad przegród serca (defektu przegrody międzyprzedsionkowej lub międzykomorowej), 2,4 dla rozszczepu wargi z rozszczepem podniebienia lub bez niego, 4,5 dla zarośnięcia przełyku oraz 3,7 dla zarośnięcia odbytnicy. AOR jest parametrem statystycznym opisującym stosunek ryzyka wystąpienia choroby dla grupy narażonej na określony czynnik ryzyka, w tym przypadku poczęcie pozaustrojowe, do wartości tego ryzyka dla grupy, w której narażenie na ten czynnik nie miało miejsca, po skorygowaniu względem czynników mających wpływ na to ryzyko, np. wieku matki, palenia papierosów etc. Wartości ilorazu szans mogą zmieniać się od zera do nieskończoności i opisują siłę zależności między wystąpieniem choroby a danym czynnikiem ryzyka. W przypadku wartości równej 1 nie ma takiej zależności. Wartości powyżej jedności sugerują związek przyczynowo-skutkowy, tj. szkodliwe działanie danego czynnika ryzyka. Wzrost częstości występowania wad wrodzonych związanych z poczęciem in vitro zaobserwowano w przypadku ciąż pojedynczych.
Mimo że mechanizmy biologiczne związane z interwencją in vitro, leżące u podłoża zaobserwowanego wzrostu częstości występowania wad wrodzonych u dzieci z ciąż pojedynczych, poczętych in vitro, nie są poznane, autorzy wspomnianej pracy konkludują, że „rodzice powinni być poinformowani o wszystkich potencjalnych czynnikach ryzyka lub o korzyściach”. Warto podkreślić, że konkluzja ta została sformułowana, pomimo że mamy do czynienia z początkiem tego rodzaju badań i na razie o dość ograniczonym zakresie. Ponadto warto zwrócić uwagę, że autorzy wskazujący na „korzyści” płynące ze stosowania metod in vitro mówią otwarcie o związanym z nimi poważnym ryzyku. Nie spotkałem jeszcze takich informacji na stronach klinik in vitro w Polsce.
Trudno nie zgodzić się z tym, że rodzice powinni być o tych zagrożeniach bezwzględnie poinformowani. Ryzyko wystąpienia wad wrodzonych u dzieci poczętych w wyniku in vitro jest bardzo istotnym argumentem przemawiającym za odrzuceniem tej metody, obok argumentów fundamentalnych powołujących się na fakt zabijania embrionów wpisanych w przebieg tej metody oraz oderwanie prokreacji od kontekstu osobowego życia człowieka.

Biznes in vitro bazuje na niewiedzy rodziców
Czy biznes in vitro rzetelnie informuje zdesperowanych rodziców, decydujących się na metodę wspomaganego poczęcia dziecka za wszelką cenę, o występującym ryzyku? A może rodzicom, którym pocznie się w wyniku in vitro dziecko z poważną wadą wrodzoną, zaproponuje się później jego zabicie, tzw. aborcję? Nie trudno o to, skoro sama procedura z założenia zabijająca embriony przed ich urodzeniem ma polityczne przyzwolenie, a mentalność eugeniczna wpisana jest w ułomną ustawę o ochronie płodu ludzkiego. Skoro zapłodnienie pozaustrojowe rodzi takie sytuacje, klinikom parającym się tym procederem powinny być wytaczane przez ich klientów pozwy o przyznanie środków na zapewnienie opieki i prawidłowego rozwoju dziecka obciążonego wadami z powodu manipulacji przy zapłodnieniu pozaustrojowym w myśl art. 157a kodeksu karnego (art. 157a § 1: „Kto powoduje uszkodzenie ciała dziecka poczętego lub rozstrój zdrowia zagrażający jego życiu, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”). Oczywiście, w pierwszej kolejności art. 157a powinien uniemożliwić samą procedurę in vitro, w której zabija się embriony. Świadomość takich konsekwencji powinna również przyświecać sędziom. Tymczasem jesteśmy świadkami haniebnych procesów o odszkodowania w związku z uniemożliwieniem zabicia dziecka z takich czy innych powodów.
Wyjątkowo cyniczna, choć łatwa do obnażenia hipokryzja przewija się w stwierdzeniach, które wychodzą niekiedy ze środowisk rzucających oskarżenia wobec Kościoła katolickiego, że nie uznaje świętości życia dzieci poczętych in vitro. A przecież właśnie Kościół domaga się respektowania tej świętości względem dzieci poczętych na przykład w wyniku gwałtu. Nie słyszałem nigdy, by ktoś oskarżający Kościół o brak szacunku do dzieci poczętych in vitro, stawał konsekwentnie w obronie świętości dzieci poczętych także z gwałtu! Niestety, słyszałem, i to wielokrotnie ze strony osób popierających in vitro, propozycje rozwiązań sugerujących zamordowanie (aborcję) dziecka z powodu wad wrodzonych. Nic dziwnego, to przecież logiczna konsekwencja „antykultury śmierci”, której granice do niedawna rozciągały się od aborcji do eutanazji – dziś przesunęły się właśnie w stronę mentalności in vitro, nieuznającej świętości życia od momentu poczęcia.

Człowiek w pułapce zootechniki
Istnieje niebezpieczeństwo, że rodzice, którym wmawia się, że „mają prawo do dziecka” i mogą dążyć do zrealizowania tego prawa przy wykorzystaniu wszelkich możliwych środków zaczną domagać się, by miało ono pożądaną płeć lub wzrost – taka selekcja jest już przecież praktykowana. Tymczasem dobór zarodków wedle kryteriów fenotypowych, często mało istotnych z punktu widzenia prawidłowego rozwoju, może przeczyć naturalnym zasadom i mechanizmom preferującym inne cechy determinujące utrzymanie prawidłowego genotypu, np. te, które chronią przed rozwojem nowotworów. Forsowanie zapłodnienia w sztucznych warunkach może prowadzić do przenoszenia negatywnych cech genotypu i ujawniać się niekorzystnie także w kolejnych pokoleniach.
Nikt tego nie jest w stanie dokładnie zbadać, tak samo jak nikt nie jest w stanie ocenić wpływu brutalnych manipulacji „na szkle” na odległy rozwój duchowy i psychiczny dziecka poczętego tą drogą. Czy ktoś ze strony biznesu in vitro tę kwestię poruszył?
Skoro obserwuje się wpływ na dziecko tak subtelnych czynników, jak rodzaj muzyki słuchanej przez matkę podczas ciąży, trudno nie zadać pytania, czy technologia zapłodnienia pozaustrojowego ingerująca w kluczowy moment życia na najwcześniejszym jego etapie nie przenosi się na duchowe i psychiczne aspekty dalszego rozwoju dziecka. Nie dziwi zatem, że kwestia ta nie jest podnoszona ze strony techników-eksperymentatorów, skoro ich metody uosabiają weterynaryjne i materialistyczne podejście do człowieka. Podobnie kwestia problemów tożsamościowych dzieci poczętych w nienaturalny sposób zmiatana jest pod dywan, aby nie naruszyć dobrego samopoczucia ludzi uprawiających takie praktyki.
Za ogromną nieodpowiedzialność tych, którzy w swojej pysze bawią się w Pana Boga, odpowiedzą potomkowie dzieci rodziców, którzy dali się skusić technologii uwłaczającej ludzkiej godności i łamiącej Prawo Boże. Dziecko jest darem, nie zawsze można mieć je „na zawołanie”. Postawa oparta na przekonaniu, że „wszystko się należy” (w tym przypadku rodzicom), jest z gruntu bardzo infantylna i szkodliwa także dla dzieci.
Nie wszystko jednak, co technicznie możliwe, jest moralnie dobre. O tej zasadzie zapominają ci, którzy uprawiają kult pseudonauki bez Boga, zmierzając do celu po trupach – po trupach ludzi w fazie embrionalnej, więzionych przed wylaniem do zlewu w zamrażarkach lub ciekłym azocie. Po trupach tych samych ludzi, więzionych niegdyś w obozach koncentracyjnych jako „króliki doświadczalne”. Taka analogia nasuwa się sama, żadną miarą nie jest przesadzona, nawet jeśli pokazuje nagą prawdę o procederze uprawianym przez biznes in vitro wykorzystujący emocje i desperację rodziców, przed którymi dyskredytuje się metody moralnie dobre, choć nieprzynoszące zysku klinikom in vitro, jak np. naprotechnologia, oparta na wnikliwej obserwacji przyczyn niepłodności i korzystająca z zaplecza nowoczesnych technik diagnostycznych i leczniczych.

Dr hab. Andrzej Lewandowicz

1 J. Reefhuis, M.A. Honein, L.A. Schieve, A. Correa, C.A. Hobbs, S.A. Rasmussen and National Birth Defects Prevention Study, Assisted reproductive technology and major structural birth defects in the United States, Hum. Reprod. 2009; 24(2): 360-6.

drukuj