Głos wolny Narodu

Sobór Watykański II w „Konstytucji duszpasterskiej o Kościele” stwierdza, że „Kościół zawsze ma obowiązek badać znaki czasów i wyjaśniać je w świetle Ewangelii”. Dotyczy to nie tylko hierarchii, ale każdego wiernego, także Polaków. Dla nas obecnie takim znakiem czasu są próby ograniczenia przestrzeni publicznego życia Narodu, zwłaszcza na terenie głoszenia społecznej nauki Kościoła.

Doniosłość słowa

Ta przestrzeń, w której Naród może wyrażać swoją wolę, stanowi z natury jego własność. Każda więc próba wywłaszczenia z tej przestrzeni winna być uważana za usiłowanie pozbawienia Narodu głosu w ważnych dla niego sprawach. O ich doniosłości nie mogą decydować prywatne upodobania, polityczne rachuby parlamentarnej większości czy różnego typu ideologie, lecz obiektywne dobro.
Cyprian Kamil Norwid w swojej „Rzeczy o wolności słowa” (XII) stwierdził, że poprzez „doniosłość słowa… wstaje istność narodu”. Jest to słowo, którego siłą jest wyzwalająca moc prawdy, godziwość dobra i szlachetność piękna. Norwid widzi gwarancję dla tego słowa w Bogu Stwórcy: „Nie rodzimość to bowiem języka zrobiła/ W Ameryce parlament, ale Słowo-siła,/ Tworząc świat cały nowy jak niebieskie ciała/ Za dni pierwszych, gdy Twórczość byty wymawiała./ Nie język prze-najczystszy genezą korzeni/ Washingtonowi orła dał i garść promieni,/ Lecz ten, co ze wszech-figur i ze wszech-przymiotów,/ Ze wszystkich łkań, ze wszystkich uciszeń i grzmotów/ Czyni ogromną aurę wolności sumienia:/ Wysokość sfery słowa, nie – wartość korzenia!”. Do tej „wartości korzenia” dał Norwid następujący komentarz: „U nas ciągle tylko korzonki płukają, a do wysokości słowa zbiorowego nie dochodzą i takowa czynność jest umarłym zwłok ocieraniem”. O tę „wysokość słowa zbiorowego” głos wolny, wolność ubezpieczający (wyd. Stanisław Leszczyński) Naród winien walczyć, tak jak walczy się o życie.

Niejasna decyzja

Dzisiaj troszczący się o ową „wysokość słowa zbiorowego” redemptoryści napotykają w Polsce na działania ogromnie utrudniające poszerzanie jego przestrzeni. Narzuca się tu analogia do podobnych szykan, na jakie był narażony w czasach rozbiorów św. Klemens Hofbauer-Dworzak, redemptorysta, który służąc ludowi Warszawy i naszemu Narodowi, był zaangażowany w walkę z antykościelnym liberalizmem i zniewalającym narody postulatem, by żyć tak, jakby Boga nie było.
Zaiste decyzja o nieudostępnieniu choćby jednego miejsca na multipleksie katolickiej telewizji ma wiele niejasności i wieloznaczności (jedno ze znaczeń łacińskiego słowa multiplex). Decyzja odmowna w sprawie rozdziału przestrzeni audiowizualnej (naziemnej) nie liczy się z prawami rzesz katolików, których liczbę w Polsce ocenia się na ponad 90 procent. Odbiera możliwość szerzenia za pomocą nowoczesnych środków cywilizacji chrześcijańskiej, trwającej w Polsce od jej chrztu, czyli od 14 kwietnia 966 r., stojącej na straży moralnego zdrowia Narodu, które jest warunkiem jego rozwoju i przetrwania. Jeśli Naród ma przetrwać, musi sobie stawiać cele wysokie, uwzględniające godność człowieka powołanego nie tylko do realizowania swoich zdolności dla własnej korzyści i wspólnego dobra doczesnego, ale i do udziału w życiu wiecznym. Wydaje się, że w atmosferze rozchwiania wartości i relatywizmu moralnego, w obecnej sytuacji społeczno-politycznej Polski zrealizowanie owych ideałów będzie bardzo trudne bez jednoznacznego zaangażowania się państwa we wspieranie instytucji walczących o te ideały. Chodzi więc także, a dzisiaj przede wszystkim, o katolickie środki społecznego komunikowania, takie jak: Radio Maryja, Telewizja Trwam, jak również „Nasz Dziennik” i stanowiące ich zaplecze inne dzieła związane ze zgromadzeniem polskich redemptorystów. Dzisiaj nie mamy w Polsce instytucji badających działalność podmiotów w przestrzeni publicznego życia Narodu pod względem ich zgodności z polską racją stanu. Powinny się tym zająć takie instancje jak: Trybunał Stanu, Trybunał Konstytucyjny oraz Naczelna Izba Kontroli.
Priorytetowym problemem dzisiejszej Polski jest sprawa określenia, na czym polega polska racja stanu, i umieszczenia tego w podstawowym akcie prawnym. Wszystkie problemy Polski wynikają z niewykonania owego zadania. O zdefiniowanie polskiej racji stanu, która miała być uzasadnieniem jego uwięzienia, upominał się Prymas Tysiąclecia. Funkcjonariusz PRL strzegący Prymasa takiej definicji nie podał. Przy określaniu racji stanu musi być brana pod uwagę nienaruszalność dobra daru ludzkiego życia od poczęcia aż do naturalnego końca oraz osobowej godności człowieka. Na straży tej nienaruszalności powinno stać państwo, bo jego zadaniem jest troska o dobro wspólne i obrona Narodu przed niebezpieczeństwami.

Sumienie Polaków

Wielki mąż stanu, ks. kard. Włodzimierz Czacki, bolejąc nad sytuacją, w jakiej znalazła się Polska po kongresie wiedeńskim (1815), próbował ją ratować poprzez wskazanie przyczyn jej klęski. Do tych przyczyn zaliczył nienawiść zaborców do wiary Polaków. Pisał: „Masakrować Polaków i bałamucić ich sumienia – oto maksymy rządów w Polsce [Czacki ma na myśli rządy carskie w Polsce]. Ale czym jest sumienie Polaków? To ich wiara w misję mesjańską, która przez tysiąc lat była wdrażana. Tradycja ta nie jest niczym innym niż poddaniem się władzy, wiernych, rządów i rządzonych władzy rzymskiej. W następstwie sumienie Polaków to prawdziwy i całkowity katolicyzm, tak jak rozumie to papiestwo. Odtąd wrogowie obrócili wszystkie swe siły przeciwko katolicyzmowi. Prześladowanie religii zmieniło się wkrótce w prawo stanu wraz z prześladowaniami politycznymi”. Wielu Polaków mających wpływ na losy kraju i Narodu nie zdawało sobie wtedy z tego sprawy. Przyczyn takiego stanu rzeczy (nieświadomości o konieczności zachowania tej tradycji w Narodzie u wielu Polaków mających zasadniczy wpływ na przebieg wydarzeń w Polsce) szukał również Norwid, wskazując na zaniedbanie tego, co określał mianem „ważności litery słowa”: „Wiemy, że to, gdzieś będąc, gdzieś się zapodziało!/ Tak – wszystko jest… gdzieś… jakoś… i się zapodziewa,/ I że ginie, przeto się wszystkiego spodziewa…/ A kto by winił chwiejny ludu temperament,/ Nie zgadłby nic…/ Któż może wykonać testament,/ Choćby najczulszej z matek, i sam bardzo szczery,/ Skoro nie ma pojęcia ważności litery??…/ Jest więc punkt, gdzie nic serce nie pełni – gdzie zapał/ Nic nie dawa, lub w ognie się omylne złapał,/ Błędu nie wie, z najdroższych skarbów czyni zamęt/ I nie może mieć CIĄGU, bo ciąg – to testament!” („Rzecz o wolności słowa”, XIII).
Testament, który pozostawił Polakom ks. kard. Czacki w dobie dziewiętnastowiecznych powstań narodowych, pojawia się też w encyklice Piusa XII wydanej w trzechsetną rocznicę męczeńskiej śmierci Andrzeja Boboli. Papież przyznaje Polsce rolę przedmurza chrześcijaństwa. Doceniają tę rolę wielcy współcześni prorocy Narodu Polskiego, Prymas Stefan Wyszyński i bł. Jan Paweł II. „Bądźcie mocni w wierze” – apelował do Polaków Papież Benedykt XVI. Tak więc katolickość jest dla Polaków nie tylko wyznaniem wiary ich ojców, lecz i taką jakością społeczno-politycznego bycia Narodu, taką literą narodowego słowa, która gwarantuje jego ciągłość i zachowanie tożsamości. Ewangelizacja prowadzona w oparciu o Piotrową Skałę była zawsze pożyteczna dla Narodu i państwa polskiego. Mówił o tym wielokrotnie Prymas Tysiąclecia. Dlatego też działania godzące w tę ewangelizację są w istocie wrogimi posunięciami wobec Narodu i służącego mu państwa.
Wobec powyższego wszelkie próby ograniczania wolności głoszenia Słowa Bożego przez Kościół katolicki oraz instytucje z nim związane nie mogą być przez Naród tolerowane. A jeśli państwo chce uczciwie współpracować z Kościołem przy budowaniu prawdziwego dobra wspólnego, musi wykazać swoją dobrą wolę i nie tylko nie rzucać członkom tego Kościoła kłód pod nogi, lecz też poskromić tych, którzy wbrew temu dobru dyskryminują rzesze odbiorców katolickiej Telewizji i Radia. Władze, które działają wbrew woli Narodu i odmawiają mu korzystania ze słusznych jego praw, tracą swój mandat do występowania w jego imieniu, nawet jeśli uzyskały go w wyniku demokratycznych wyborów.

drukuj