Gen. Józef Haller nie rozstawał się z relikwiami św. Andrzeja Boboli

Błękitny Generał, Józef Haller, twórca błękitnej armii, wychowywał się w głęboko patriotycznej i katolickiej rodzinie. Jego duchową dewizą było hasło: „Wola Narodu jest moim prawem”. Ojciec generała walczył w Powstaniu Styczniowym, a dziadek ze strony matki był dowódcą w Powstaniu Listopadowym. Od młodości bohater – jak cała jego rodzina – należał do Sodalicji Mariańskiej. Był też wielkim czcicielem św. Andrzeja Boboli – wskazuje ks. Jerzy Banak na łamach „Naszego Dziennika”

Cześć dla świętego patrona Narodu Błękitny Generał wyniósł z głęboko katolickiego i patriotycznego domu rodzinnego. „W całej mojej rodzinie – jak później zapisał – Andrzej Bobola był uważany za najbardziej niezwykłego spośród wszystkich naszych polskich świętych”. Nasz bohater był w posiadaniu niewielkiego relikwiarzyka św. Andrzeja Boboli. Został mu ofiarowany przez samego Piusa XI za pośrednictwem dwóch niezwykłych arcybiskupów: metropolity lwowskiego obrządku ormiańskiego ks. Józefa Teodorowicza (zm. 1938) oraz księcia metropolity krakowskiego ks. kard. Adama Stefana Sapiehy (zm. 1951).

Ten niewielki relikwiarzyk, z którym nigdy się nie rozstawał, podczas jednej z lustracji i wędrówek po „zalesionych stokach jarów” – jak zapisał w swoich pamiętnikach generał – zagubił się mu w Gorzuchowie pod koniec 1934 roku. Szczęśliwie po paru miesiącach, podczas wiosennych roztopów, cudowna relikwia bez żadnego najmniejszego uszczerbku szczęśliwie się odnalazła. Relikwiarz – dodajmy – towarzyszył generałowi codziennie aż do końca jego pięknego, oddanego Ojczyźnie życia.

Halleriana w Licheniu

Po śmierci generała jego syn Eryk przekazał relikwiarz św. Andrzeja Boboli naszym londyńskim księżom marianom, opiekunom narodowych pamiątek na emigracji. We wspaniałym historycznym muzeum przy sanktuarium Matki Bożej Licheńskiej Bolesnej Królowej Polski znajdują się dziś pamiątki po wielkim Błękitnym Generale, np. jego Order Orła Białego, Krzyże Walecznych i Virtuti Militari oraz kilka małych relikwiarzy świętych świadczących o głębokim nabożeństwie generała do nich. Bezcennym eksponatem jest np. platynowa obrączka zaślubin Polski z morzem z wyrytym na niej napisem: „Puck, 10.02.1920 Gdańsk”. Były takie dwie: jedna została wrzucona w fale Bałtyku, a druga znajduje się w Licheniu. Fundatorem tych obrączek była Polonia gdańska.

Nadto w muzeum znajdują się też przedmioty osobiste generała: jego pióro, długopis, zegarek oraz mundur generalski.

Szczególną pamiątką świadczącą o głębokiej wierze i relacji generała z Bobolą jest przechowywany w licheńskim muzeum obrazek św. Andrzeja Boboli (zapewne popularny w swoim czasie), który przedstawia świętego ze zwycięskim krzyżem uniesionym ku górze w prawej ręce. Obrazek ten generał zawsze trzymał w swoim osobistym modlitewniku. Na obrazku św. Andrzeja umieszczony jest tekst krótkiej modlitwy, którą co dnia nasz wódz odmawiał. A oto jej treść: „Święty Andrzeju Bobolo, Proroku niepodległości naszej i Patronie Polski, a zwłaszcza jej Kresów Wschodnich, módl się za nami”. Pod modlitwą widnieje własnoręczny podpis: „Z serdecznym błogosławieństwem, Londyn, 15 sierpnia 1941, biskup Józef Gawlina, biskup polowy Wojska Polskiego”. To właśnie biskup Gawlina, opiekun polskiej emigracji, celebrował pogrzeb wielkiego Polaka, szczególnego, wyjątkowego czciciela św. Andrzeja Boboli, w Londynie 11 czerwca 1960 roku.

Warto i trzeba pielgrzymować do Lichenia, by pokłonić się Bolesnej Królowej Polski, a przy sposobności zobaczyć to niezwykłe, wręcz fascynujące muzeum polskości, w którym są m.in. pierwsze polskie wydania Biblii Świętej na czele z przekładem jezuity Jakuba Wujka z 1599 roku. Halleriana zgromadzone w licheńskim muzeum dowodnie świadczą, że generał był jednym z największych synów naszej Ojczyzny i polskiego Kościoła w całych naszych dziejach. Słusznie potomność uznała, że ten gorliwy czciciel św. Andrzeja Boboli jest „ostatnim wielkim rycerzem Najjaśniejszej Rzeczypospolitej”. Uchwałą wolnego polskiego Sejmu i Senatu (24 maja 2017 roku) generał został nazwany współtwórcą Rzeczypospolitej i twórcą jedynej w historii świata błękitnej armii oddanej Najświętszej Maryi Królowej Polski.

Pomnik wdzięczności dla św. Andrzeja Boboli w Gorzuchowie

Po wycofaniu się z życia publicznego generał osiedlił się na stałe w 1932 roku w nabytym przez siebie dziesięć lat wcześniej majątku w Gorzuchowie, w parafii Sarnowo, w gminie Stolno, a w powiecie chełmińskim. Przy drodze wojewódzkiej z Paparzyna do Radzynia Chełmińskiego stoi od 1938 roku do dziś – zadbany przez gminę i mieszkańców – pomnik i jednocześnie kapliczka św. Andrzeja Boboli, ufundowana i zaprojektowana przez samego generała. Wystawiona została na dość wysokim podeście, uniemożliwiającym podejście do samej płaskorzeźby. Urokliwie stoi sobie pod gęstą ścianą z drzew i krzewów. Od 86 lat jest znakiem serdecznej atencji i czci Błękitnego Generała, jaką nosił w swoim żołnierskim sercu dla św. Andrzeja Boboli.

Z powodu różnych komunistycznych zmian własnościowych gruntu kapliczka została nieco przesunięta z pierwotnego miejsca. Cały czas pozostaje zadbana i odnawiana przez mieszkańców – chwała im za to – dumnych ze swego wielkiego krajana. Pierwotnie – dopowiedzmy jasno – kapliczka znajdowała się na terenie prywatnej posiadłości generała. Z czasem obiekt został przeniesiony z gruntu prywatnego i dziś znajduje się w domenie publicznej, będąc dumą okolicznych mieszkańców.

Generalska kapliczka

Kapliczkę architektonicznie w kształcie jakby stelli wypełnia płaskorzeźba św. Andrzeja Boboli. Święty ukazany jest w pięknym geście zapraszających, otwartych rąk wyciągniętych ku przechodzącym. Przepasany jest czarnym jezuickim pasem i narzuconą na ramię długą zakonną peleryną, opuszczoną nieco z lewej strony. Po prawej zaś stronie św. Andrzeja stoi niewielka, pokorna i wzruszająca półpostać fundatora – generała.

Skromna kapliczka dobrze odzwierciedla postać skromnego wodza – bohatera Ojczyzny, który nigdy nie szukał swojej chwały i wolał odejść z polityki, niż popierać niejasne, a nawet potajemne kompromisy. Kolejne już pokolenie miejscowych ziomków wodza niesie w przyszłość serdeczną pamięć o nim i o wielkiej historii jego czynów. Był przecież jednym z największych dowódców Wojska Polskiego na przestrzeni całych polskich dziejów, w których tylko się broniliśmy, nigdy nie napadając na innych.

Błękitny Generał w swojej posiadłości w Gorzuchowie znalazł też osobne miejsce dla uczczenia naszej Matki i Królowej Polski. Na tzw. Górze św. Jana w 1934 roku ufundował niewielką skalną kapliczkę i umieścił w niej figurkę Matki Przenajświętszej, do której jako Królowej Polski miał wyjątkową cześć. Każdego roku zarówno w maju, jak i w październiku przychodził do groty na wspólną maryjną modlitwę z mieszkańcami Gorzuchowa. Kapliczka uległa zniszczeniu w czasie wojny, zrekonstruowano ją dopiero w latach 2001-2002.

Warto dodać, że generał Haller patronował też hojnie odbudowie kościoła w Sarnowie – spalonego w 1938 roku – zakupując dla niego różne paramenty, w tym wieczną lampkę ze srebrzonego mosiądzu z trzema polskimi orłami z koronami. W kruchcie świątyni parafialnej ziomkowie generała umieścili na wieczną pamiątkę tablicę następującej treści: „Pamięci gen. Józefa Hallera ur. 13.08.1873 r. zm. 04.06.1960 r. dowódcy ’błękitnej armii’ mieszkającego w okresie międzywojennym na terenie naszej parafii, z okazji 70. rocznicy powrotu Pomorza do Macierzy i 30. rocznicy śmierci. Wdzięczni i pamiętający Parafianie. Sarnowo 1990 r.”.

W Gorzuchowie, w swoim typowym polskim niewielkim dworze, przyjmował elity wojskowe i cywilne II Rzeczypospolitej. Częstym gościem bywał tu np. generał Władysław Sikorski (zm. 1943). Najważniejsze, że trwa żywa pamięć mieszkańców i całej parafii św. Marcina z Tours w Sarnowie, z dumą przekazywana z pokolenia na pokolenie. Od 2009 roku przy kościele pnie się ku górze dąb przypominający jednego z największych Polaków w naszej narodowej historii.

Święty w sztuce

Proboszczowie i rektorzy kościołów pod wezwaniem św. Andrzeja Boboli – a zwłaszcza tych blisko czterdziestu świątyń, które mają już relikwie świętego – chóry kościelne i organiści powinni pamiętać o siedmiu liturgicznych pieśniach poświęconych naszemu narodowemu patronowi. Ksiądz Zbigniew Piasecki (zm. 2011) był kapłanem archidiecezji warszawskiej, absolwentem i wykładowcą kilku wyższych uczelni muzycznych. W swym przebogatym dorobku muzycznym pozostawił po sobie też siedem kompozycji poświęconych wyłącznie naszemu świętemu. Są to: „O Święty”, „O Synu Polski”, „Andrzeju święty”, „Dzielny Apostole”, „O Patronie”, „Święty Andrzeju”, „Do św. Andrzeja Boboli”. Ta ostatnia poświęcona jest świętemu szczególnie jako patronowi Warszawy. Muzyczna spuścizna ks. prof. Piaseckiego nie powinna być zapomniana, zwłaszcza w kościołach poświęconych patronowi Narodu.

Świętym Andrzejem interesowali się też liczni malarze na czele z cieszącym się od lat dużą popularnością Vlastimilem Hofmanem (zm. 1970), którego płótna nieustannie biją kolejne rekordy. W katedrze płockiej pod wezwaniem Wniebowzięcia NMP w lewej nawie znajduje się piękny witraż św. Andrzeja, na którym Pan Jezus podtrzymuje konającego męczennika. Bobola nauczał w kolegiach jezuickich w Płocku i Łomży, stąd w tamtych stronach nazywany jest „nauczycielem Mazowsza” (Magister Masoviae). Obrazy naszego świętego patrona pozostawili znani malarze, jak Włodzimierz Bartoszewicz (zm. 1982) czy Ewa Ponińska-Konopacka.

ks. Jerzy Banak/„Nasz Dziennik”

drukuj
Tagi: ,

Drogi Czytelniku naszego portalu,
każdego dnia – specjalnie dla Ciebie – publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła i naszej Ojczyzny. Odważnie stajemy w obronie naszej wiary i nauki Kościoła. Jednak bez Twojej pomocy kontynuacja naszej misji będzie coraz trudniejsza. Dlatego prosimy Cię o pomoc.
Od pewnego czasu istnieje możliwość przekazywania online darów serca na Radio Maryja i Tv Trwam – za pomocą kart kredytowych, debetowych i innych elektronicznych form płatniczych. Prosimy o Twoje wsparcie
Redakcja portalu radiomaryja.pl