
fot. Autorstwa Lothar Wolleh - Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=19747442
[FELIETON] Soborowy wytrych
W minionym tygodniu wspominaliśmy 60-lecie otwarcia Soboru Watykańskiego II, czyli niewątpliwie najbardziej przełomowego wydarzenia w Kościele w XX wieku i zarazem budzącego po dziś dzień nieustające kontrowersje i spory. Trzeba jednak podkreślić, że olbrzymia część tego zamieszania jest efektem nie tyle samego Vaticanum II, co jego interpretacji.
Kilka dni temu na łamach portalu Więź (czyli medium reprezentującego tzw. katolicyzm otwarty) pojawił się wywiad z teologiem Markiem Kitą dotyczący tematów właśnie okołosoborowych. Ta rozmowa stanowi doskonały przykład zachłyśnięcia się mitycznym duchem soboru, który dla progresistowskich środowisk stał się wytrychem do prób forsowania całkowicie niekatolickich poglądów. Chaos doktrynalny, który wówczas wkradł się w życie Kościoła, pokutuje po dziś dzień.
Dlatego trzeba nam wrócić do intuicji Benedykta XVI, który już na początku swojego pontyfikatu powiedział, że to całe posoborowe zamieszanie było efektem interpretacji postanowień Vaticanum II, zwanej przez Papieża Seniora „hemeneutyką nieciągłości i zerwania z przeszłością”. Owszem, nawet w dokumentach soborowych można znaleźć kwestie, które na pierwszy rzut oka zdają się być sprzeczne z dotychczasową nauką Kościoła (choćby nauczanie dotyczące wolności religijnej). Ojciec Święty Benedykt jednak wskazuje, że zmianom uległy nie zasady, lecz konkretne formy ich zastosowania w danym kontekście historycznym. Inna sprawa to fakt, że Sobór Watykański II był soborem pastoralnym i tym samym nie ustanowił żadnych nowych dogmatów. Również nie bez powodu niektóre „rewolucyjne” dokumenty jak np. „Dignitatis Humanae” miały niską rangę prawną – choćby deklaracji.
Osobny akapit wypada poświęcić najbardziej drastycznemu przykładowi rozminięcia się postanowień soboru i ich późniejszej interpretacji, a więc kwestii reformy liturgicznej. Jeśli zajrzymy do soborowej Konstytucji o Liturgii Świętej „Sacrosanctum Concilium”, to nie przeczytamy tam wcale o odsunięciu ołtarza od ściany i odwróceniu kapłana, o całkowitej rezygnacji z łaciny i chorału gregoriańskiego czy o nieograniczonej koncelebrze. To wszystko nie są pomysły soboru, więc mówienie, że posoborowa reforma liturgiczna jest wypełnieniem woli Vaticanum II jest poważnym nadużyciem, a nawet manipulacją. Warto również wspomnieć, że ojcowie soborowi zalecili przejrzenie dotychczasowego porządku Mszy i jego korektę, a nie napisania liturgii całkowicie od podstaw, jak to miało miejsce. Było to coś niespotykanego w całej historii Kościoła.
Można więc stwierdzić, że reforma liturgiczna w pewnym stopniu była przejawem wspomnianej hermeneutyki zerwania. Stąd też uprawnione jest dążenie do tzw. reformy reformy, którą propagował Benedykt XVI i która ma wyeliminować nadużycia we wdrażaniu w życie liturgicznych postanowień soboru. Problemu nie byłoby wcale, zarówno jeśli chodzi o liturgię, jak i doktrynę, gdyby sobór odczytany został w świetle Tradycji Kościoła. Benedykt XVI przywołuje tu słowa Ojca Świętego Jana XXIII, który otwierając sobór jasno stwierdził, że ma on na celu przekazać czystą i nienaruszoną doktrynę, niczego nie łagodząc ani nie przeinaczając.
„Konieczne jest, aby ta niezawodna i niezmienna nauka, którą należy wiernie zachowywać, była pogłębiana i przedstawiana w sposób odpowiadający potrzebom naszych czasów. Czym innym bowiem jest depozyt wiary, to znaczy prawdy zawarte w naszej czcigodnej doktrynie, a czym innym sposób ich przekazywania, przy zachowaniu wszakże ich niezmienionego znaczenia i doniosłości” – mówił Papież-inicjator Vaticanum II.
Dzisiaj jedni traktują sobór instrumentalnie i wykorzystują go jako pretekst do wymyślania Kościoła na nowo. Inni z kolei mówią, że jest on winien całemu złu i kryzysowi, jaki dziś niewątpliwie ma miejsce. Obie te grupy łączy odrzucenie soboru takim, jakim on rzeczywiście był. Jak bowiem powiedział Benedyt XVI: „Kościół jest — zarówno przed soborem, jak i po nim — tym samym Kościołem, jednym, świętym, katolickim i apostolskim, pielgrzymującym przez dzieje; wśród prześladowań świata i pociech Bożych zdąża naprzód w pielgrzymce, głosząc śmierć Pana, aż przyjdzie”.
Wojciech Grzywacz/radiomaryja.pl


