(fot.PAP)

Fałszywe słowa prezydenta

Prezydent Bronisław Komorowski w jednym z wywiadów stwierdził, że stan wojenny był „hańbą narodową”. Fałszywie brzmią te słowa w ustach polityka, który na prezydenckie salony wyniósł autora tej „hańby narodowej” – powiedział poseł Marcin Mastalerek.

– Skoro Bronisław Komorowski uważa, że stan wojenny był hańbą narodową to dlaczego na prezydenckie salony, do Rady Bezpieczeństwa Narodowego zaprosił dyktatora stanu wojennego, Jaruzelskiego? Jaruzelskiego, który ma krew na rękach Polaków, który jest zdrajcą. Liczą się czyny, nie słowa. Dziś usłyszeliśmy słowa. Słowa Bronisława Komorowskiego. Czyny jego świadczą o czymś zupełnie innym – powiedział poseł Marcin Mastalerek.

To jest tylko i wyłącznie gra polityczna prezydenta Komorowskiego– dodaje poseł. W tym kontekście przypomina, że doradcą głowy państwa jest związany z lewicą Tomasz Nałęcz, który w ostatnich dniach wraz z politykami PO próbował zdyskredytować dzisiejszy marsz Wolności, Niepodległości i Solidarności.

– Na miejscu pana Tomasza Nałęcza, zastanowiłbym się i przez tych kilka dni, w czasie których mówi się o 13 grudnia, po prostu bym się nie odzywał. Tomasz Nałęcz był wieloletnim aparatczykiem partii komunistycznej. Mam publiczne pytanie do pana Tomasza Nałęcza: gdzie pan był 13 grudnia? Otóż był aparatczykiem komunistycznej partii, która utrzymywała władzę  w Polsce. Dziś taki człowiek w imieniu prezydenta Komorowskiego, bo jest jego doradcą, próbuje pouczać opozycję ale także takich młodych ludzi jak ja. Mówi o tym jak mają obchodzić rocznicę 13 grudnia, rocznicę stanu wojennego. Czy mają maszerować czy też nie – powiedział poseł Marcin Mastalerek.

***

Skoro Bronisław Komorowski twierdzi, że stan wojenny był „hańbą narodową”, to dlaczego na prezydenckie salony zaprosił autora tej „hańby”?

 Prezydent Bronisław Komorowski w wywiadzie dla portalu onet.pl stwierdził, że stan wojenny to „nasza hańba narodowa”. Fałszywie brzmią te słowa w ustach polityka, który na prezydenckie salony wyniósł autora tej „hańby narodowej.” To przecież Bronisław Komorowski zaprosił Wojciecha Jaruzelskiego na posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Miał mu doradzać w sprawach relacji polsko-rosyjskich. Prezydent Komorowski uwiarygodnił w ten sposób komunistycznego dyktatora, rządzącego Polską z nadania sowieckiego.

Ta decyzja mogła zaskakiwać, gdy jednak spojrzymy na doradców prezydenckich, wśród których jest PZPR-owski aparatczyk Tomasz Nałęcz, to zaskoczenie mija. Prezydent Komorowski uczcił wczoraj ofiary stanu wojennego zapalając święcę w oknie Belwederu. Dobrze, że przy tej okazji nie zaprosił po raz kolejny Wojciecha Jaruzelskiego. Zaproszenie przez Bronisława Komorowskiego na posiedzenie RBN Wojciecha Jaruzelskiego to czytelny sygnał dla opinii publicznej, dla prokuratorów i sądów, że przywódca „grupy przestępczej o charakterze zbrojnym”, na podstawie takiej kwalifikacji prawnej wprowadzenie stanu wojennego rozpatrywane jest przez sąd, jest człowiekiem godnym przebywania na prezydenckich salonach.

Ma to swoje konsekwencje. Według ostatniego sondażu OBOP 43 procent uważa wprowadzenie stanu wojennego za uzasadnione. Nadal wielu Polaków uważa, że stan wojenny był mniejszym złem, a decyzja Wojciecha Jaruzelskiego była próbą ratowania Polski przed inwazją sowiecką. Rację ma wybitny historyk profesor Jan Żaryn, pisząc że „dużo Polaków tkwi w historycznym błędzie”. Niestety jest to wynik długoletniej propagandy prowadzonej przez całe lata 80. przez ekipę Jaruzelskiego. Propaganda o nieuchronności stanu wojennego była Polakom sączona już od pierwszego przemówienia Jaruzelskiego w nocy z 12 na 13 grudnia.

Niestety do powszechnej świadomości społecznej nie dotarły liczne i rzetelne badania historyków. Jest to także efekt skutecznej propagandy obozu postkomunistycznego oraz wina mediów, które przez lata nie przybliżały prawdy o tamtym tragicznym wydarzeniu. Badania historyków oparte na materiałach źródłowych dowodzą, że nie było groźby interwencji sowieckiej. Sowieci byli już zaangażowani w wojnę w Afganistanie i interwencja zbrojna w Polsce nie wchodziła w rachubę. Materiały źródłowe pokazują, że przywódcy sowieccy mówili Jaruzelskiemu, że sam musi rozwiązać wewnętrzne problemy Polski. To Jaruzelski domagał się pomocy ZSRR.

Jaruzelski był komunistycznym aparatczykiem z nadania sowieckiej władzy. Człowiekiem odpowiedzialnym chociażby za antysemickie czystki w armii po 1968 roku. W latach 40. to agent zbrodniczej Informacji Wojskowej o pseudonimie Wolski. To nie patriota, a zdrajca. Wojciech Jaruzelski nie bronił Polski ani przed inwazją radziecką ani przed wojną domową, bronił komunistycznej władzy przed groźbą jej utraty. Czołgami i karabinami bronił swojej władzy. Bronił socjalizmu, sowieckiej dominacji nad Polską. Przez kilkadziesiąt lat zwalczał niepodległościowe i wolnościowe aspiracje milionów Polaków. Jeszcze przed stanem wojennym propaganda komunistyczna kłamała mówiąc, że Solidarność się zbroi, że chce walki zbrojnej.

To SBeckie kłamstwo funkcjonuje do dziś. Solidarność była ruchem pokojowym. To nie Solidarność wyprowadziła czołgi na ulice, tylko Jaruzelski. Ekipa Jaruzelskiego przygotowywała stan wojenny wiele miesięcy, oznacza to, że nie była to spontaniczna decyzja a szczegółowo planowana akcja. Skoro Wojciech Jaruzelski rzekomo bronił nas przed sowiecką interwencją, to oznacza, że sowieci nie byli naszymi sojusznikami, a wrogami. Bilans stanu wojennego jest we wszelkich wymiarach negatywny. Śmierć poniosło ponad 100 osób, w tym jako pierwsi bohaterscy górnicy z kopalni Wujek. Tysiące opozycjonistów było internowanych.

Setki tysięcy zostało zmuszonych do emigracji. Często byli to ludzie o wysokich kwalifikacjach. Polska bezpowrotnie straciła tysiące specjalistów, którzy byli patriotami. Zduszono wielomilionowy ruch Solidarności, zabito nadzieje milionów Polaków. Lata 80. to dalszy upadek ekonomiczny Polski, lata stracone dla polskiej gospodarki. Lata dyktatury Jaruzelskiego to lata zapaści ekonomicznej, której skutki boleśnie odczuwamy. Kiedy państwa zachodu rozwijały się, a narody zachodnie bogaciły, społeczeństwo polskie cierpiało biedę z wyjątkiem aparatczyków komunistycznych, funkcjonariuszy bezpieki i ich rodzin. Przez 23 lata wolnej Polski winni zbrodni komunistycznych nie zostali ukarani. Szef bezpieki Czesław Kiszczak został nazwany przez Adama Michnika człowiekiem honoru. Wolność zawdzięczamy Solidarności, tysiącom działaczy opozycji, a nie Jaruzelskiemu i Kiszczakowi. Oni zwalczali wolnościowe aspiracje Polaków. Oddali władzę w 1989 roku bo nie mieli już wyjścia.

Solidarność to pokojowy ruch milionów bezimiennych bohaterów. Jego liderem był Lech Wałęsa, ale pamiętajmy, że na nim nie zaczyna i nie kończy się Solidarność. Solidarność to Błogosławiony ksiądz Jerzy Popiełuszko, śp. ks. Henryk Jankowski, śp. Anna Walentynowicz – „Anna Solidarność”, Joanna i Andrzej Gwiazda, Zofia i Zbigniew Romaszewscy, mecenas Jan Olszewski, Krzysztof Wyszkowski, Lech Kaczyński i wielu innych bohaterskich ludzi, których wkład w ruch Solidarności dziś jest deprecjonowany, przemilczany.

Wolność zawdzięczamy wysiłkom Ojca Świętego Błogosławionego Jana Pawła II. Papież był moralnym wsparciem dla Polaków w trudnych czasach komunistycznej dyktatury. Zawdzięczamy Ronaldowi Reaganowi, Margaret Thatcher, a nie pierwszym sekretarzom radzieckim Breżniewowi, Andropowowi, Czernience czy Gorbaczowowi. Zamiast wychwalać Jaruzelskiego powinniśmy pamiętać i czcić zamordowanych przez komunistyczne władze. To oni są bohaterami, a nie pan w ciemnych okularach. Dziś np. w Argentynie po wielu latach do więzień wsadzani są generałowie- dyktatorzy, a w Polsce autorzy stanu wojennego nie odpowiedzieli za swoje zbrodnie. Stanu wojennego nie można spłycać tylko do faktu, że nie było teleranka.

Zginęło ponad 100 ludzi, wielu było bestialsko bitych. Także później z rąk „nieznanych sprawców” z bezpieki ginęli księża, zamordowany został Grzegorz Przemyk. To były konkretne ludzkie tragedie. Do dziś wielu sprawców tych zbrodni nie poniosło żadnych konsekwencji. Dziś wielu działaczy opozycji żyje w biedzie i zapomnieniu, a ich oprawcy opływają w zaszczyty i dostatki. Wielu z nich na jakiekolwiek podziękowanie czy odznaczenie musiało czekać wiele lat do czasu prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Źle się dzieje jeśli prezydent Komorowski na posiedzenia RBN zaprasza Jaruzelskiego. Co myślą rodziny zabitych górników i innych ofiar jego zbrodniczych rządów. Stan wojenny to było wypowiedzenie wojny przez Jaruzelskiego milionom Polaków, wojny w obronie dyktatury komunistycznej.

Marcin Mastalerek, poseł PIS 

drukuj