Fot. PAP

Fala zwolnień na polskim rynku!

Coraz trudniejsza sytuacja na rynku pracy w Polsce. Zwolnienia grupowe zapowiadają kolejne zakłady. Propozycje rozwiązań przedstawia rząd, a także największa partia opozycyjna.

Fiat Auto Poland chce zwolnić ponad 1,5 tysięcy osób. Zwolnienia 600 osób planują Zakłady Chemiczne Zachem oraz Polskie Linie Lotnicze LOT. 4 tysiące osób straci pracę w Polskich Kolejach Państwowych, a 5 tysięcy w Poczcie Polskiej. Wcześniej blisko 1200 osób zwolniono w Fabryce Samochodów Osobowych na warszawskim Żeraniu.

Sytuacja na rynku pracy będzie się dramatycznie pogarszać – przewiduje analityk gospodarczy, główny ekonomista SKOK Janusz Szewczak.

– Przed nami olbrzymia fala zwolnień – nie tylko w dużych zakładach pracy. Jak muchy padają w tej chwili przede wszystkim małe firmy – te do 9 osób, ale też te firmy tzw. jednoosobowe, które nie są w stanie dalej funkcjonować w takim otoczeniu gospodarczym. (…) Przewiduję, że w przyszłym roku bezrobocie może dramatycznie wzrosnąć do poziomu 15%, a nawet w okolice 18%, albowiem fala upadłości i fala bankructw dopiero przed nami. My dopiero wchodzimy w to oko kryzysowego cyklonu – powiedział Janusz Szewczak.

Alarm w sprawie bezrobocia ogłosiło wczoraj Prawo i Sprawiedliwość, które w Sejmie zorganizowało debatę. Oprócz prezesa Prawa i Sprawiedliwości i polityków tego ugrupowania wzięli w niej udział przedstawiciele związków zawodowych, pracodawców, a także eksperci.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński przypomniał, że w Polsce jest ponad 2 mln zarejestrowanych osób bezrobotnych. Pracy nie ma też około 1 mln. osób na wsi i około 2 mln. osób, które musiały wyjechać za granicę. Ocenił, że Polska gospodarka ma szereg cech, które powinny „radykalnie złagodzić” skutki kryzysu, albo w ogóle je wyeliminować.

– Sądzimy, że można zrezygnować z polityki, której personifikacją jest osoba ministra Jacka Rostowskiego. Chcemy prowadzić inną politykę – politykę, która będzie skuteczniejsza – powiedział Jarosław Kaczyński.

Sposobem PiS na walkę z bezrobociem jest przedstawiony jesienią Narodowy Program Zatrudnienia. Dzięki niemu można by utworzyć około miliona nowych miejsc pracy. Rząd chce z kolei uelastycznić prawo pracy. Wczoraj zaprezentowano projekt nowelizacji kodeksu pracy, który wydłuża okres rozliczeniowy z czterech do 12 miesięcy.

Ekonomista Janusz Szewczak mówi, że Polska potrzebuje propozycji, która będzie tworzyła nowe miejsca pracy. Pierwsza z propozycji wychodzi temu naprzeciw – czego nie można powiedzieć o propozycji rządu.

– Pomysł z uelastycznieniem czasu pracy – tu chodzi o to, żeby po prostu nie płacić pracownikom za ewentualne nadgodziny. To nic oczywiście nie daje. Elastyczność jest dobra w czasie ćwiczeń gimnastycznych, natomiast tutaj chodzi o to, że kryzys powoduje utratę miejsc pracy, a nie chwilowe zmiany w koniunkturze, czy w popycie na dane produkty. To jest wyłącznie gest w stronę przedsiębiorców. Pomysł opozycji ma swoje zalety i jest niewątpliwie jakąś realną propozycją w tych warunkach, natomiast pamiętajmy o tym, że musimy zmienić całą koncepcję gospodarczą. Nie da się tworzyć nowych miejsc pracy, kiedy nie ma się żadnego majątku, kiedy decyzje ekonomiczne – co do przyszłości kraju – będą zapadać poza granicami Polski – powiedział Janusz Szewczak.

Wypowiedź ekonomisty Janusza Szewczaka

Audio MP3
Pobierz

RIRM

 

drukuj