Europejski Trybunał Praw Człowieka poprawia niemieckie sądy w orzeczeniach o eutanazję

Co prawda Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu nie ośmielił się wprost ukarać niemieckiego państwa za to, że wielokrotnie odmawiało dokonania legalnej eutanazji sparaliżowanej kobiecie, ale nakazał wypłacenie jej mężowi odszkodowanie za to, że niemieckie sądy wszystkich instancji odrzucały wnioski o przyznanie mu takiego odszkodowania. Wyrok Trybunału spowodował ponowne ożywienie dyskusji na temat zalegalizowania eutanazji pod każdą postacią, która to opcja zyskuje coraz większe poparcie.

Pewien mężczyzna (10 lat temu) zwrócił się do lekarzy o uśmiercenie swojej sparaliżowanej żony (za jej zgodą), która uległa wcześniej poważnemu wypadkowi. Jako, że w Niemczech – jak na razie – aktywna eutanazja jest niedozwolona, więc lekarze odmówili podania kobiecie trucizny. Para małżeńska skierowała sprawę do Federalnego Instytutu Leków i Produktów Medycznych, który także odmówił zabicia kobiety. W końcu mąż „poradził” sobie inaczej i wywiózł żonę do Szwajcarii, gdzie za niemałe pieniądze skorzystał z usług firmy „Dignitas”, która organizuje i pomaga przy samobójstwie. Kobietę zabito. Jednocześnie skierował do sądu pozew o odszkodowanie przeciwko państwu niemieckiemu za to, że nie pozwoliło (pomimo takiej woli obydwojga) na dokonanie legalnej eutanazji jego żony. Niemieckie sądy wszystkich instancji odrzucały pozew twierdząc, że nie ma podstaw do odszkodowania.
Dziwny wyrok

Sprawa trafiła do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który wydał bardzo dziwny wyrok. Co prawda nie ukarał państwa niemieckiego za odmowę eutanazji, ale jednak nakazał wypłacić mężczyźnie pieniężne zadośćuczynienie za to, że wcześniej niemieckie sądy odmawiały wszczęcia postępowania o odszkodowanie. Ten wyjątkowo pokręcony wyrok – zdaniem ekspertów – świadczy o tym, że sędziowie w Strasburgu nie mając innych możliwości prawnych, postanowili poprzez nakazanie wypłaty mężowi odszkodowania, pokazać swoje negatywne stanowisko wobec dotychczasowej postawy niemieckich sędziów. Teoretycznie wyrok ETPC w Strasburgu nie odnosi się bezpośrednio do tego, czy eutanazja jest, czy nie jest w Niemczech dopuszczalna, ale z drugiej strony nakazanie wypłaty mężczyźnie 2500 euro odszkodowania i zwrotu wszelkich kosztów sądowych w wysokości prawie 27.000 euro, jest de facto ukaraniem niemieckiego wymiaru sprawiedliwości za odmowę zajęcia się tym tematem. Sędziowie w Strasburgu uznali, że pomimo, iż niemieckie prawo zakazuje aktywnej eutanazji, to sądy i tak powinny przyjąć pozew mężczyzny o odszkodowanie …. Właśnie za odmowę dokonania eutanazji.

Decyzja sędziów zachęca zwolenników eutanazji do działania

Przełomem w niemieckim podejściu do eutanazji był wyrok Niemieckiego Trybunału Federalnego, który uznał, że odłączenie respiratora lub sondy do odżywiania jest dopuszczalne i nie może być traktowane jako zabijanie na żądanie lub usiłowanie zabójstwa. Nie ulega wątpliwości, że wyrok ten jest zarówno wielkim przełomem, jak i zachętą dla innych do stosowania eutanazji na szeroka skalę. W programach telewizyjnych występuje coraz większa ilość zwolenników eutanazji, natomiast przeciwnicy przestają być stopniowo słyszalni. Zacytujemy tylko jedną eksponowaną w telewizji publicznej lekarską wypowiedź, dr Michaela de Riddera, byłego szefa oddziału ratowniczego szpitala w Berlinie i autora książki o sposobach eutanazji, który bez żenady stwierdził, że ciężko chorzy także muszą sami decydować o swoim życiu. „W pierwszej linii ciężko chorzy lub starsi ludzie najpierw powinni się znaleźć na oddziałach paliatywnych, później w hospicjach, ale na końcu powinni mieć prawo do decyzji o eutanazji w asyście lekarza” – stwierdził de Ridder. Coraz intensywniej działa założony w 2005 roku niemiecki oddział szwajcarskiego oddziału firmy „Dignitas”. Przedstawiciele firmy, która posiada swoją siedzibę w Hanowerze nie chcą odpowiedzieć na pytanie ilu osobom pomogli w samobójstwie, ale w grę wchodzi liczba kilkunastu samobójców. Przeciwko działalności szwajcarskiego stowarzyszenia „Dignitas”, podobnie jak przeciwko eutanazji od początku protestują obydwa największe kościoły w Niemczech (katolicki i ewangelicki). Nie zapominajmy o bardzo głośniej działalności prawnika Rogera Kuscha tak zwanego „Dr Śmierć”, czyli byłego hamburskiego senatora, wynalazcy słynnej maszyny do popełnienia samobójstwa, który po zamknięciu jednego, założył kolejne stowarzyszenie (tym razem o nazwie SterbeHilfeDeutschland e. V) pomagające przy samobójstwach ludzi. Roger Kusch, który jest zagorzałym zwolennikiem zalegalizowania w Niemczech eutanazji pod każdą postacią, zadziwił opinię publiczną, gdy w 2008 roku przedstawił wyprodukowany przez siebie automat do zabijania. Aparat za odpowiednią opłatą wypożyczał samobójcom. Kusch pobiera od przyszłych samobójców opłatę za członkostwo w stowarzyszeniu, które wynosi albo 100 euro rocznie, albo 1000 euro jednorazowo. W tej opłacie znajduje się już opłacona usługa pomocy w eutanazji.

Eutanazja ma coraz więcej zwolenników

Obecnie ponad jedna czwarta niemieckich lekarzy nie widzi nic złego w czynnej eutanazji, twierdząc, że dokonując jej nie miałaby z tego tytułu większych wyrzutów sumienia. W kwestii tak zwanej pasywnej eutanazji, co trzeci niemiecki lekarz uznał, że jeżeli pacjent wprost prosi o eutanazję, to należy mu w niej pasywnie pomóc. Sami lekarze szczerze przyznają, że ich pacjenci (szczególnie ciężko chorzy) coraz częściej proszą o pomoc przy samobójstwie. Nie istnieją oficjalne statystyki ile z tych próśb zostaje spełniona. Nawet Przewodniczący Niemieckiej Izby Lekarskiej Joerg Dietrich Hoppe przyznaje, że nie jest znana liczba pomocy lekarzy w samobójstwach np. nieuleczalnie chorych, chociaż nie można wykluczyć, że takie mają miejsce. Zawodowa pielęgniarka i jednocześnie szefowa jednego z hamburskich zakładów opieki nad ludźmi starszymi i chorymi w rozmowie z nami przyznaje, że często się zdarza, iż pacjenci mają przy sobie truciznę, która najprawdopodobniej otrzymali od lekarza. W jednym z wywiadów holenderska lekarka Petra de Jong, wielka zwolenniczka eutanazji, zapewniała, że posiada wiedzę, iż już od dawna w niemieckich domach dla ludzi starszych stosowana jest eutanazja. Jej zdaniem już niedługo także w Niemczech (podobnie jak to ma miejsce w Holandii, Szwajcarii w Belgii i Luksemburgu) nastąpi zmiana prawa, która umożliwi lekarzom przeprowadzanie dowolnej eutanazji i zwolni ich nie tylko od odpowiedzialności karnej ale także zawodowej. Petra de Jong jest przekonana, że coraz więcej Niemców opowiada się za legalną bierną i czynną eutanazją, a przeciwko niej pozostaje „jedynie jakiś mały religijny ruch”. Agresywna propaganda i nachalne lansowanie śmierci na życzenie przynosi „znakomite” skutki społeczne, bowiem obecnie już zdecydowana większość Niemców bezwzględnie popiera eutanazję. W przypadku poważnej choroby, nawet 70 proc. obywateli twierdzi, że nie ma nic złego tym, że pomoże się temu komuś umrzeć na życzenie
Na razie prawo zakazuje aktywnej eutanazji

W Niemczech tak zwana aktywna eutanazja jest zakazana. Zgodnie z paragrafem 216 kodeksu karnego aktywna eutanazja jest ciągle karalna, chociaż wielu liberalnych polityków pragnęłoby wprowadzenia takich rozwiązań, jakie obowiązują w Holandii, Szwajcarii, Belgii i Luksemburgu, gdzie ludzi (pod pewnymi warunkami) można praktycznie bezkarnie poddać eutanazji, czyli po prostu zabić. Cywilizacja śmierci zyskuje w Niemczech coraz więcej zwolenników, nawet „Rada Etyczna” lansuje pogląd, że bierna pomoc w eutanazji śmiertelnie choremu pacjentowi nie powinna podlegać żadnej karze. („National Ethikrat” to specjalny bardzo ważny doradczy organ rządowy złożony z 24 osób – naukowców z różnych dziedzin: lekarzy, psychologów, prawników, filozofów, teologów, który opiniuje moralno-etyczne kwestie związane z eutanazją lub badaniami nad ludzkimi komórkami). Jeżeli oni nie widzą nic złego w eutanazji, to jak przekonać obywateli, że zabijanie innego człowieka jest czymś złym?

WM HAMBURG/RIRM 

drukuj