Na ustawie wiatrakowej skorzystają głównie zachodni producenci turbin
Dr inż. Bogdan Sedler z Fundacji Naukowo-Technicznej „Gdańsk” spodziewa się, że forsowana przez rząd nowela ustawy wiatrakowej będzie generowała wiele konfliktów społecznych. Ekspert wskazał, że skorzystają na niej głównie zachodni producenci turbin wiatrowych.
W tym tygodniu rząd w trybie obiegowym przyjął projekt noweli ustawy zakładający zmniejszenie odległości turbin wiatrowych od zabudowań mieszkalnych. To kolejne podejście obecnej koalicji rządzącej do tego tematu. Propozycja ma trafić do Sejmu przed następnym jego posiedzeniem.
Zgodnie z projektem, zniesiona ma zostać zasada 10H (według której odległość turbiny od zabudowań nie może być mniejsza niż dziesięciokrotność wysokości wiatraka wraz z łopatami) i wprowadzona minimalna odległość wiatraków od zabudowań wynosząca 500 m.
Dr inż. Bogdan Sedler z Fundacji Naukowo-Technicznej „Gdańsk” zaznaczył, że taka zmiana będzie niekorzystna dla mieszkańców.
– Farmy wiatrowe powodują tzw. infradźwięki, które negatywnie wpływają na samopoczucie, na zdrowie mieszkańców i innych żyjących stworzeń. Po drugie, farmy na lądzie są o wiele mniej efektywne niż budowane duże farmy morskie, które są przeszło dwa razy bardziej efektywne. To jest moim zdaniem niezbyt korzystna zmiana. Oczywiście dla inwestorów jest to zmiana korzystna, ale to będzie powodowało duże konflikty społeczne. Niestety istnieje duże podejrzenie, że na tej ustawie skorzystają najbardziej producenci z Europy Zachodniej, szczególnie z Niemiec, typu Siemens, które to koncerny mają nadmierne moce produkcyjne. W Polsce wydajność produkcyjna jest niestety niewielka – zwrócił uwagę ekspert.
Dr inż. Bogdan Sedler dodał, że powinniśmy rozwijać inne źródła energii. Wskazał on przy tym, że niektóre kraje odchodzą już od ,,utopii Zielonego Ładu” i zaczynają stawiać na rozwój źródeł konwencjonalnych oraz energii atomowej.
RIRM




