Rozpoczęcie Euro 2012 w Warszawie 8 czerwca 2012 (fot.PAP)

Euro rozpoczęte

Przez kolejne trzy tygodnie świat, nie tylko sportowy zwróci oczy na Polskę i Ukrainę. Wierzymy, że Euro zapisze się w pamięci, przede wszystkim sukcesami drużyny prowadzonej przez Franciszka Smudę. Polacy nie są faworytami, ale w historii mistrzostw Europy zdarzały się wielkie niespodzianki

Dlaczego teraz miałoby być inaczej, zwłaszcza że mamy zespół najlepszy od lat, młody, głodny sukcesu i dający nadzieję na coś więcej niż tylko „mecz otwarcia, o wszystko i o honor”? Na mundialu w Niemczech i na Euro 2008 nie wyszło, ale teraz Biało-Czerwoni podkreślali stanowczo, że starych błędów nie mają zamiaru popełnić. Za głównych kandydatów do tytułu uchodzą jego obrońcy, Hiszpanie. Plany chcą im pokrzyżować Niemcy, Holendrzy, Anglicy, Portugalczycy, a my cały czas liczymy, że swoje trzy grosze dołożą chłopcy Smudy.
Marzymy o pierwszym od lat sukcesie na wielkiej piłkarskiej imprezie. Naszej drużynie można to i owo wytykać, niektórzy gracze być może nie powinni się w niej znaleźć, ale każdy z nich otrzymał od milionów kibiców kredyt zaufania. Kibice uwierzyli bowiem, że w biało-czerwonej ekipie jest potencjał. Porównajmy ją z drużynami, które na mundial do Niemiec zabierał Paweł Janas, a na Euro 2008 Leo Beenhakker. Wtedy nie brakowało niedomówień, niejasności, kontrowersji. Piłkarzy odgrywających w swych klubach czołowe role mogliśmy policzyć na palcach jednej ręki, większość pytaliśmy, jak to jest przesiadywać na ławce rezerwowych etc. A jak jest dziś? Trio Biało-Czerwonych poprowadziło do mistrzostwa Niemiec Borussię Dortmund. O Roberta Lewandowskiego pyta Manchester United, o Łukasza Piszczka – Real Madryt, a Jakub Błaszczykowski już znajdował się w orbicie zainteresowań Liverpoolu. Wojciech Szczęsny ma niepodważalną pozycję w Arsenalu Londyn. Maciej Rybus robi furorę w bardzo mocnej lidze rosyjskiej, a Kamil Grosicki lada moment przejdzie pewnie do jednego z tureckich potentatów. Wyrobioną marką w Belgii cieszy się Marcin Wasilewski, podobnie jak we Francji – Ludovic Obraniak. Franciszek Smuda zebrał grono naprawdę niezłych piłkarzy, którzy jeśli się postarają, to nie zawiodą. Co to znaczy? Trzeba wyjść z grupy. To na dobry początek, a potem powalczyć o sensację. Gdy bowiem spełni się swój obowiązek, można do kolejnych zadań podejść na większym luzie, a wtedy wszystko może się zdarzyć.

drukuj