Hiszpania - Włochy [fot. PAP/EPA]

Emocje bez goli

Włochy i Anglia stworzyły wczoraj w Kijowie jeden z najlepszych spektakli mistrzostw, a paradoksalnie przez 120 minut regulaminowego czasu gry i dogrywki nie potrafiły strzelić ani jednej bramki. O awansie do półfinału Euro 2012 musiały zatem rozstrzygnąć rzuty karne, te lepiej wykonywali Włosi i to oni zagrają z Niemcami w boju, którego stawką będzie wielki finał.

Jeśli ktoś spodziewał się, że obie drużyny wyjdą na boisko, by przede wszystkim nie stracić bramki i zanudzić kibiców ostrożną grą, to po kilku pierwszych minutach musiał przecierać oczy ze zdumienia. Już w 4. Włosi mogli prowadzić. Daniele De Rossi zdecydował się na zaskakujący strzał z woleja z ponad 25 m, piłka zatoczyła w powietrzu przedziwny łuk, po czym trafiła w słupek. W odpowiedzi powinno być 1:0, lecz dla Anglii. Glen Johnson, po zamieszaniu w polu karnym, uderzył z pięciu metrów i kiedy wszyscy widzieli piłkę w siatce, jakimś niewiarygodnym sposobem zatrzymał ją Gianluigi Buffon. To była interwencja równie efektowna jak najpiękniejsze bramki. Po kwadransie Wyspiarze ponownie stanęli przed kapitalną szansą – tym razem, po dośrodkowaniu, „szczupakiem” rzucił się na piłkę Wayne Rooney, uderzył soczyście, ale ta przeleciała tuż ponad poprzeczką. To była kolejna bramkowa okazja. Mecz musiał się podobać, toczony w szybkim tempie, żywy. Akcja przenosiła się spod jednego pola karnego pod drugie, nie brakowało strzałów, bramkarskich parad. W 26. min Anglików uratował John Terry. Mario Balotelli ładnie przyjął piłkę, popędził sam na bramkę Joe´a Harta, próbował go przelobować, ale wtedy desperackim wślizgiem tor lotu przeciął obrońca Chelsea Londyn. Niedługo potem znów groźnie uderzył Balotelli, po drugiej stronie boiska niewiele pomylił się Danny Welbeck. W 38. min groźnie z dystansu strzelił Antonio Cassano, lecz znów Hart okazał się lepszy.
Do przerwy bramka zatem nie padła, a po niej okazji znów nie zabrakło. W 52. min najlepszą stworzyli Włosi. Najpierw Hart obronił uderzenie De Rossiego i dobitkę Balotelliego, a potem kamień spadł mu z serca, gdy strzał Riccardo Montolivo poszybował ponad poprzeczką. W ciągu kilku sekund Włosi stworzyli sobie trzy okazje, wszystkie zmarnowali. I jak się później okazało, w ciągu 90 minut żadna ze stron nie zdołała uderzyć skutecznie. Szanse były, nawet dobre, ale albo pewnie interweniowali bramkarze, albo piłka mijała cel. W doliczonym czasie gry przesądzić o wyniku mógł Rooney – uderzył zaskakująco, przewrotką, lecz wysoko ponad poprzeczką. Wynik 0:0 oznaczał, że kijowski mecz przerwał kapitalną serię. Do tej pory (w regulaminowym czasie gry) w każdym meczu mistrzostw padał choć jeden gol. Tym razem nie padł żaden, choć paradoksalnie na boisku działo się sporo ciekawego, a i doskonałych okazji było aż nadto. Piłkarze musieli zatem biegać i walczyć przez dodatkowe pół godziny. Walczyli wszyscy, biegali Włosi. Anglicy z każdą minutą słabli, nie mieli już sił, by konstruować akcje. Skupiali się na obronie wyniku, chcąc rozstrzygnąć sprawę w serii rzutów karnych. Podopieczni Cesare Prandelliego mieli więcej z gry, przeważali, ale gola nie strzelili. Przynajmniej takiego, który zostałby uznany przez sędziego. Tuż przed końcem meczu piłka zatrzepotała bowiem w angielskiej bramce, ale Pedro Proenca z Portugalii nie wskazał na środek boiska. Powód? Minimalny spalony. O wszystkim musiały zatem rozstrzygnąć rzuty karne. Lepiej wykonywali je Włosi i to oni, zasłużenie, awansowali do półfinału.

Włochy – Anglia 0:0.
Karne 4:2:

Balotelli, Montolivo (obok słupka), Pirlo, Nocerino, Diamanti – Gerrard, Rooney, Young (poprzeczka), Cole (obronił Buffon). Żółte kartki: Andrea Barzagli, Christian Maggio. Sędziował Pedro Proenca (Portugalia). Widzów 64 500. Anglia: Hart – Johnson, Terry, Lescott, Cole – Milner (61. Walcott), Green, Parker (94. Henderson), Young – Rooney, Welbeck (60. Carroll). Włochy: Buffon – Abate (91. Maggio), Barzagli, Bonucci, Balzaretti – Marchisio, De Rossi (80. Nocerino), Pirlo, Montolivo – Balotelli, Cassano (78. Diamanti).

drukuj