fot. flickr.com

Eksperci krytykują rządowy program stypendiów zagranicznych

Rząd chwali się elitarnym programem dla najzdolniejszych uczniów, ale tnie koszty świadczeń. Ministerstwo nauki na utrzymanie chce dać uczącemu się za granicą mniej pieniędzy niż dostaje pracownik w delegacji. O sprawie napisał „Dziennik Gazeta Prawna”.

Sfinansowanie studiów na prestiżowych zagranicznych uczelniach zakłada projekt nowelizacji ustawy – Prawo o szkolnictwie wyższym oraz ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych.

Na utrzymanie, przejazdy i ubezpieczenie będzie przysługiwało 60 proc. diety urzędnika, zależnej od kraju podróży. Na zakwaterowanie tylko 20 proc. urzędniczego świadczenia.

Według Biura Analiz Sejmowych, stypendia mogą okazać się nieadekwatne do rzeczywistych kosztów studiów za granicą. Podobnego zdania są eksperci. Rząd chce przerzucić część kosztów na studentów, co jest zaprzeczeniem idei programu – mówi poseł prof. Ryszard Terlecki z sejmowej komisji nauki.

– Skoro nie mamy pieniędzy na to, żeby rozwijać naukę w Polsce, to przyczyniamy się do finansowania uczelni czy instytucji naukowych w Europie wysyłając tam studentów. Jasne jest, że najzdolniejsi powinni mieć takie możliwości, tylko obawiam się, że to będzie jak zwykle: że w ten program wcisną się rozmaici krewni i znajomi, którzy będą z tego korzystać, a niekoniecznie najzdolniejsi. Powstaje też pytanie: jeżeli państwo polskie wyśle młodego człowieka na studia za granicę, to jakie ma gwarancje, że on stamtąd wróci – że nie będą to pieniądze wydane na kształcenie przyszłych pracowników nauki w rozmaitych krajach w Europie? – zauważa prof. Ryszard Terlecki.

Ministerstwo nauki zapewnia, że kwoty programu wynikają z kalkulacji kosztów zakwaterowania i utrzymania za granicą. Projekt przeszedł już pierwsze czytanie w Sejmie.

DGP/RIRM

drukuj