PAP/Leszek Szymański

Ekonomista: Nie dopuścić do masowej upadłości i masowego bezrobocia. Sejm przyjął tarczę antykryzysową

Głosowania trwały całą noc, pojawiły się setki poprawek, ale tarcza antykryzysowa po kilku godzinach została przyjęta. Według rządu cały pakiet nowych rozwiązań i ulg pomoże przedsiębiorcą, m.in. w utrzymaniu miejsc pracy. Opozycja twierdzi, że rząd zrobił za mało, by uratować gospodarkę.    

Prace nad tarczą antykryzysową trwały do rana – relacjonował poseł PiS Krzysztof Sobolewski.

– Zgłoszenie do takiego pakietu ponad 400 poprawek spowodowało, że obradowaliśmy tak naprawdę całą noc nad samymi poprawkami – wskazywał przewodniczący Komitetu Wykonawczego PiS.

Opozycja chciała poprawiać projekt rządu. Rząd wolał pozostać przy tym, co wcześniej przygotował. To dobrze znany już scenariusz.

– Państwo nie skorzystaliście z wielu rad i dobrych poprawek, które zgłaszaliśmy – akcentował Borys Budka, przewodniczący PO.

Ekonomista dr Arkadiusz Babczuk tłumaczył, że nie można tracić czasu, a poprawki opozycji nie ułatwiały zadania.

– Należy odróżnić bycie w opozycji w stosunku do rządu, od bycia w opozycji w stosunku do państwa – podkreślił dr Arkadiusz Babczuk.

Ostateczny kształt tarczy antykryzysowej przewiduje m.in.:

– zwolnienie mikrofirm do 9 osób ze składek ZUS na trzy miesiące;

– dofinansowanie pensji pracowników do wysokości 40 proc. przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia;

– świadczenie postojowe ok. 2 tys. zł dla zleceniobiorców i samozatrudnionych;

– korzystniejsze rozliczenie podatków PIT i CIT.

– Pomoc dla przedsiębiorców, dla pracowników, idzie nie w miliardy, nie w dziesiątki miliardów, idzie w setki miliardów złotych – mówił premier Mateusz Morawiecki.

Platforma Obywatelska twierdziła, że to za mało.

– Zabrakło wam odwagi do tego, by ratować miejsca pracy – mówił Borys Budka.

Takie głosy słychać na całej opozycji, która kreśli czarny scenariusz o upadku firm i gwałtownym wzroście bezrobocia.

– Miliony ludzi stają dzisiaj przed ryzykiem utraty pracy i środków do życia. Tego ryzyka w żadnym stopniu nie usuwa państwa ustawa antykryzysowa – wskazywała poseł Agnieszka Dziemianowicz-Bąk z Lewicy.

Dr Arkadiusz Babczuk tłumaczył jednak, że wszystkiego obiecać się nie da, a tarcza ma swój główny cel.

– Nie dopuścić do masowej upadłości i nie dopuścić do masowego bezrobocia – podkreślał ekspert.

Tarcza musi z jednej strony chronić przedsiębiorców i miejsca pracy. Z drugiej nie może zachwiać stabilnością systemu finansowego. Rząd nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

– Będziemy również robić wszystko, żeby w kolejnych odsłonach, już za kilka dni, jeszcze dodatkowe rozwiązania proponować, które będą również zabezpieczały gospodarkę Polską – akcentował premier RP.

Tarczę można uzupełniać o kolejne klocki – podkreślał ekonomista dr Arkadiusz Babczuk.

– Wymogiem chwili, gospodarczą racją stanu, jest jak najszybsze wejście w życie, tego przedłożenia rządowego – mówił ekonomista.

Dziś skala pomocy, jaką zaoferował rząd, to ok. 212 mld zł.

Ma to być dopiero pierwszy krok – podkreślił ekonomista prof. Mariusz Andrzejewski z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie.

– Jeżeli koronawirus będzie zatrzymywał gospodarkę na trzy – cztery miesiące, a później będzie kryzys, to należy się spodziewać, że być może będzie nam potrzebnych 500 mld zł – zauważył ekspert.

Rząd musi być gotowy, by na bieżąco reagować.

TV Trwam News

drukuj