Dobre, ale i złe czasy dla dziennikarstwa

Nad pojęciem, rolą i znaczeniem w dzisiejszym społeczeństwie tzw. „nowych mediów” w „Rozmowach niedokończonych” na antenie Telewizji Trwam zastanawiali się wykładowcy Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu: dr Hanna Karp, dr Ilona Nowosad oraz dr Rafał Lizut.

– Media tradycyjne charakteryzował pewien zapis informacji, który docierał do odbiorcy na żywo lub za pomocą pewnego zapisu po jakimś czasie. Nowe media umożliwiają nie tylko zapis danej informacji, który potem w dowolnym miejscu można odtworzyć. Ich fenomen polega na tym, że odbiorcy tej informacji mają ze sobą kontakt, co pozwala im znacząco wpływać na jej odbiór – definiuje pojęcie „nowych mediów” dr Rafał Lizut.

Wykładowca KUL zauważa, że „nowe media” to pewien sposób dystrybucji informacji i jej otrzymywania, jak również połączenia między nadającym i odbierającym. Dzisiaj np. fora internetowe pozwalają na odbiór informacji, a potem komentowanie jej, ale też odnoszenie się do zdania innych, którzy z danym materiałem się zapoznali. Taki sposób wymiany informacji jest zupełnie nowy.

Wysłuchaj całych „Rozmów niedokończonych” w TV Trwam:

 

 

Tak zwane „nowe media” swój początek mają praktycznie na przełomie lat 80 i 90 XX w., kiedy – jak podkreśla dr Hanna Karp ich rola bardzo pozytywnie zaważyła na losie całego świata.

Dla mnie „nowe media”, rewolucja technologiczna i cyfrowa w mediach kojarzy się przede wszystkim z obaleniem komunizmu. Może to zaskakująco brzmi, ale jeśli zagłębimy się w lektury i posłuchamy ekspertów, którzy mówią, jak i dlaczego upadł system komunistyczny, właśnie to wydarzenie jest łączone z rewolucją technologiczną, który zaczął się w Stanach Zjednoczonych. Pod koniec lat 80. XX w. zaczęły być stosowane takie technologie, jak np. telewizja satelitarna.[…]. Sam fakt, że nastąpiła ta rewolucja cyfrowa sprawił, że żelazna kurtyna przestała już być taka szczelna. Związek Radziecki stał się niewydolny nie tylko gospodarczo, ale nie był już w stanie utrzymywać blokady informacyjnej, bo niezależnie od niego nastąpiło olbrzymie otwarcie sfery informacyjnej –podkreśla dr Karp.

Podobna sytuacja jak zauważa medioznawca – miała miejsce w obecnej Polsce podczas niedawnej kampanii wyborczej na urząd prezydenta. Wówczas np. TVP mocno „nadreprezentowała” prezydenta Bronisława Komorowskiego. Udzielając mu czasu antenowego nawet w stosunku 13:1 wobec jego kontrkandydata, co pokazują niektóre raporty. Taką pewnego rodzaju blokadę informacyjną przełamała za pomocą nowych mediów społeczność internautów.

Oni byli twórcami własnego przekazu. Tworzyli, chociażby słynne memmy, na bieżąco komentowali sytuację i to pozwoliło przekazać do świadomości społeczeństwa inny przekaz niż ten płynący z mediów tzw. głównego nurtu – zaznacza dr Hanna Karp.

Dr Ilona Nowosad podkreśla, że „nowe media” nie są oczywiście pozbawione sporej ilości wad. Przede wszystkim charakteryzuje je pewna powierzchowność informacji. Często tzw. blogerzy to nie profesjonalni dziennikarze, którzy – żeby zdobyć jedno zdanie sprawdzonej informacji – muszą poświęcić temu bardzo dużo czasu – tylko zwykli amatorzy w pozytywnym tego słowa znaczeniu (amo, amare z łac. kochać), choć to, że ich informacje nie są weryfikowane sprawia, że są one często płytkie, a w dodatku nikt nie ponosi za nie odpowiedzialności.

Medioznawca Hanna Karp za główny nośnik „nowych mediów” uważa internet, który jednak jest jednym wielkim „śmietnikiem”, gdzie wprawdzie można odnaleźć wiele pereł, ale trzeba wiedzieć, jak się po nim odpowiednio poruszać.

Dr Ilona Nowosad podkreśla, że „nowe media” w większości nastawione są na rozrywkę i zabawę, a ich odbiorca, który nie musi do odbioru informacji stosować za wiele wysiłku jest narażony na manipulację. Nie rozwija również swoich umiejętności analitycznych.

Nowym mediom, szczególnie internetowi, można zarzucić nastawienie na przyjemności i rozrywkę. Coraz więcej czasu spędzamy na drobnostkach. Nie czerpiemy z internetu tego, co jest użytkowe. […] „Nowe media” stanowią przez to zagrożenie dla społeczeństwa. To wszystko wiąże się ze spłyceniem umysłów. […] Nasz mózg uwielbia przede wszystkim obrazy, które też odczytuje pozawerbalnie. Dotychczas podstawowym nośnikiem informacji było wszelkiego rodzaju słowo, które teraz traci na ważności. Słów się używa coraz mniej, zastępując je obrazami – mówi dr Nowosad.

Wykładowczyni WSKSiM zauważa, że w nowych mediach dłuższy namysł poświęcony jest bardziej formie aniżeli treści. To sprawia, że możemy być narażeni na różnego rodzaju manipulację. Coraz częściej w mediach wykorzystywany jest tzw. neuromarketing, czyli nauka jak stworzyć z odbiorców pewien cel, od którego będzie oczekiwało się konkretnych zachowań najlepiej dając temu targetowi, do którego media chcą dotrzeć tylko jedną możliwość wyboru: taką, która nas (media) interesuje.

Jak podkreśla dr Rafał Lizut każdą rzecz można wykorzystać do dobrych i złych celów.

Okazuje się, że są złe środki do dobrych celów. Niektórych rzeczy po prostu się nie używa, bo np., jakie jest dobre wykorzystanie bomby neutronowej? Żeby odpowiednio tym wszystkim operować, trzeba znać również, czym ta bomba neutronowa jest, żeby jej nie używać w taki czy inny sposób. Dlatego poznanie mechanizmów, które są wykorzystywane do tego, żeby sterować nami podświadomie i na automacie – bo neuromarketing odnosi się do procesów, które zachodzą w naszym mózgu bez naszej wolnej woli i skutkują określonymi zjawiskami – więc musimy zdawać sobie sprawę, jak można nami manipulować odwołując się bezpośrednio do naszej struktury neuronalnej – zaznacza wykładowca WSKSiM.

Dr Lizut za przykład płytkości „nowych mediów” podaje sytuację, w której informacja o pogryzieniu dziewczynki przez psa ma w danym serwisie tę samą klasę, co wybuch wojny w dalekim kraju, nawet w przypadku, kiedy ten konflikt może być odczuwalny dla całej naszej gospodarki, ma swoją przyczynę w tym, że w społeczeństwie występuje tzw. zjawisko „tu i teraz”. Jeżeli coś chcemy w tym momencie, to musi być teraz i musi być tutaj. To tzw. kultura tymczasowości.

Widać to nie tylko w formie, ale też w treści. Kto z nas tak naprawdę czytał ostatnio długi artykuł analityczny? Taki, który trzeba było przeczytać, odłożyć, zastanowić się nad nim, a często nawet przeczytać jeszcze raz […] Jeżeli chociażby nie czytamy takich treści, to z czasem tracimy umiejętność wyciągania wniosków. To skutkuje tym, że na takie artykuły nie ma zapotrzebowania dlatego, że nie ma ludzi, którzy by je czytali. Tutaj koło się zamyka, a to wszystko napędza machinę takiej tymczasowości i natychmiastowości – podkreśla dr Lizut.

Wykładowca akademicki przyczynę takiego stanu rzeczy nie upatruje jednak tylko w tym, że „nowe media” same w sobie mają zły wpływ na odbiorcę, ale to, że współczesny człowiek mało od siebie wymaga. W dzisiejszych czasach w hałasie informacyjnym powinniśmy od czasu do czasu usiąść i potrafić skoncentrować się na jednym problemie, którego nie można w trzech, czterech zdaniach opisać. …

RIRM

drukuj