fot. Tomasz Strąg

Debata o klimacie

Publikujemy wywiad z prof. Janem Szyszko, posłem PiS i prezydentem konferencji COP24, który ukazał się w poniedziałkowym wydaniu „Naszego Dziennika”

Jaki jest postęp przy organizacji 24. Konferencji Stron Ramowej Konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu (COP24) w Katowicach?

– Skoro pan myśli o logistyce, to myślę, że jest dobrze, ale o to trzeba się teraz pytać obecnego ministra środowiska i prezydenta Katowic. Te dwa urzędy odpowiadają za organizację hoteli, sal obradowych, transport, zaopatrzenie, bezpieczeństwo itp. podczas COP24. Trzeba przyznać, iż jest to wielkie wyzwanie. Podobnie jak na poprzednich COP-ach, na COP24 w Katowicach należy spodziewać się ponad 30 tysięcy uczestników. Będą to delegacje prawie dwustu państw świata pod przewodnictwem premierów, prezydentów i ministrów. Obecni będą wszyscy najpoważniejsi producenci paliw i energii, największe banki oraz najpoważniejsi wytwórcy sprzętu energetycznego na świecie. Samą liczbę akredytowanych dziennikarzy ocenia się na 3 tysiące. W momencie odejścia mojego ze stanowiska ministra mieliśmy gotową specustawę o organizacji konferencji i zabezpieczone pieniądze na ten cel w Narodowym Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Organizacyjnie Polska zawsze była bardzo dobrze przygotowana do prowadzenia takich obrad, co pokazaliśmy w roku 2008 i 2013, gdy byliśmy gospodarzami COP14 i COP19. I te doświadczenia, jak również to, że zostałem prezydentem COP5 w 1999 roku w Bonn, zapewne spowodowały, że kandydatura Polski do organizacji COP24 została przyjęta jednogłośnie podczas COP22 w Marakeszu.

Panie Profesorze, dlaczego ta konferencja jest ważna?

– Zgodnie z Porozumieniem Paryskim i decyzjami COP22 w Marakeszu i COP23 w Bonn, podczas COP24 w Katowicach mamy ustalić mapę drogową do osiągnięcia wyznaczonego celu. Jest nim zmniejszenie koncentracji CO2 w atmosferze na takim poziomie, aby zgodnie z obowiązującym modelem średnia temperatura do końca obecnego wieku nie wzrosła więcej niż o 2 stopnie Celsjusza w porównaniu z okresem przedindustrialnym. Mamy tu dwa pola działania: redukcję emisji na bazie nowych, bardziej wydajnych technologii i wzrost pochłaniania przez zdegradowane gleby, lasy i torfowiska. W realizacji tego przedsięwzięcia winny uczestniczyć wszystkie państwa świata, a więc zarówno te, które są potęgami gospodarczymi, jak i te najbiedniejsze. Na COP24 w Katowicach mają być przyjęte stosowne dokumenty na zasadach konsensusu.

Do konferencji musimy się więc przygotować też pod względem merytorycznym, skoro w Katowicach mają zapaść bardzo ważne ustalenia dla polityki klimatycznej całego świata. Podołamy temu wyzwaniu?

– Tu niestety muszę wyrazić pewien niepokój. Wielką bronią Polski podczas dotychczasowych negocjacji był świetnie wykształcony zespół przygotowany perfekcyjnie do prowadzenia dialogu i negocjacji. Budowaliśmy go od 20 lat, poprzez studia, szkolenia, staże zagraniczne. Pod względem jakości zespołów można nas było porównać do USA, Rosji, Arabii Saudyjskiej i Niemiec. Ostatnie zmiany w Ministerstwie Środowiska napawają pesymizmem. Zlikwidowano stanowisko pełnomocnika rządu, odwołując Pawła Sałka, świetnie wykształconego człowieka, najwyższej klasy specjalistę od unijnego, tak wielce szkodliwego dla polskiej gospodarki, pakietu klimatyczno-energetycznego. Podobno odszedł z ministerstwa młody, dobrze wykształcony, nieposiadający kompleksów w układzie międzynarodowym, dyrektor odpowiedzialny za sprawy nawiązywania kontaktów i dialogu na szczeblu urzędniczym. To wielkie straty dla procesu negocjacji szczególnie w świetle wyznaczonych celów dla COP24.

To już się stało po Pana dymisji.

– Tak, zostałem odwołany z funkcji ministra, który z upoważnienia Rady Ministrów był przewodniczącym polskiej delegacji na COP21 w Paryżu, COP22 w Marakeszu i COP23 w Bonn. Wszystkie te konferencje zakończyły się sukcesem. Porozumienie Paryskie na COP21 to powrót do korzeni Konwencji Klimatycznej, a więc do normalności, gdzie zarówno redukcji emisji CO2, jak i pochłanianiu tego gazu przez lasy, gleby i torfowiska przywiązuje się taką samą wagę. COP22 i COP23 to powierzenie Polsce organizacji COP24 i nominacja Polaka na prezydenta COP24, a więc na głównego negocjatora procesu wprowadzania Porozumienia Paryskiego w życie.

Pan Profesor nie pierwszy raz będzie kierował COP?

– Tak, byłem prezydentem COP5 w Bonn za czasów rządu koalicji AWS – UW, ale tamta konferencja nie miała takiego rozmachu i znaczenia jak obecna.

Tylko że atmosfera polityczna była wtedy gorąca, bo kilka dni przed obradami został Pan zdymisjonowany ze stanowiska ministra ochrony środowiska, zasobów naturalnych i leśnictwa przez premiera Jerzego Buzka.

– Tak rzeczywiście było i ta dymisja była, powiedzmy, pewną niezręcznością mało doświadczonych polityków. Szczególnie ze strony Unii Wolności. Ale na szczęście udało się wszystko załagodzić, bo Polsce groziła dyplomatyczna kompromitacja.

Teraz mamy swoiste „déjà vu”, bo też został Pan Profesor wybrany na prezydenta COP24 i potem stracił stanowisko ministra środowiska.

– Nie ukrywam, że dostrzegam tu duże podobieństwo, chyba charakterystyczne dla pewnej grupy wpływowych polityków w Polsce związanych mentalnościowo z dawną Unią Wolności. Zresztą nie tylko ja doświadczyłem takiej sytuacji. Proszę zauważyć, że podczas COP19 w 2013 roku, w Warszawie, po rozpoczęciu obrad odwołano z funkcji ówczesnego ministra środowiska Marcina Korolca, prezydenta tej konferencji. Wywołało to ogromny skandal w skali światowej. I premier Donald Tusk musiał szybko ratować sytuację, oferując panu Korolcowi stanowisko pełnomocnika rządu w randze sekretarza stanu. Pytanie brzmi: to była indolencja czy celowa działalność? W mojej ocenie, takie działania to niszczenie międzynarodowego autorytetu Polski i Polaków. Tak jakby Polska nie mogła, nie powinna odnieść międzynarodowego sukcesu.

Jaka jest Pana rola jako prezydenta tegorocznej konferencji COP?

– Zgodnie z decyzjami COP21 w Paryżu, COP22 w Marakeszu i COP23 w Bonn, podczas COP24 w Katowicach mamy przyjąć „mapę drogową” dla osiągnięcia wyznaczonych celów w Porozumieniu Paryskim. Rolą moją jako prezydenta jest koordynacja działań i doprowadzenie do opracowania stosownych dokumentów. Wymaga to wielorakich negocjacji i dialogu. W obecnej sytuacji prawnej, po odejściu z rządu, zostałem praktycznie sam. Trudno jest mi uczestniczyć w koniecznych negocjacjach na forum międzynarodowym, a więc wypełniać swoje obowiązki. Trudno mi również samemu organizować spotkania międzynarodowe w Polsce. W tej sytuacji w końcu trudno jest mi oprzeć się wrażeniu, że komuś zależy na tym, abym nie wypełnił swoich obowiązków.

Panie redaktorze, od 1997 roku, a więc już ponad 20 lat, zajmuję się polityką klimatyczną. To idealna polityka dla kreowania zrównoważonego rozwoju, a więc czynienia sobie Ziemi poddaną dla dobra człowieka i dobra przyrody. Takim wnioskiem zakończyła się międzynarodowa konferencja „Zrównoważony rozwój w świetle encykliki ’Laudato si’” zorganizowana 16 października 2016 roku w Sejmie Rzeczypospolitej Polskiej przez JE ks. kard. Gerharda Müllera, prefekta Kongregacji Nauki Wiary, oraz polskiego ministra środowiska. Niestety, polityka ta została wypaczona i przykładem braku jej realizacji jest protokół z Kioto i pakiet klimatyczno-energetyczny. Proszę popatrzeć na zobowiązania z Kioto, które Polska wykonała z ogromną nawiązką, a „stara” unijna Piętnastka – nie. A kto jest napiętnowany za rzekomy brak ochrony klimatu – Polska. Trzeba się temu przeciwstawić i należy dbać o polskie interesy. To dzięki takiemu postępowaniu udało się odnieść sukces w 2015 roku w Paryżu podczas COP21. Wróciliśmy do korzeni Konwencji Klimatycznej: nie dekarbonizacja gospodarki, jak chciała UE, ale neutralność klimatyczna. To sukces Polski, który wywołał nienawiść grup liberalno-lewackich, które uważają, iż one są namaszczone do sprawowania władzy i dyktowania nam, jak mamy dbać o swoje środowisko, lasy, zwierzęta i rośliny.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj