fot. PAP/Albert Zawada

Wybór kandydata na premiera podzieli polityków Prawa i Sprawiedliwości?

Ogłoszenie przez Prawo i Sprawiedliwość w marcu nazwiska przyszłego kandydata na premiera może doprowadzić do odejścia z partii części posłów. To może być problem, ale i szansa dla partii Jarosława Kaczyńskiego.

Jest kandydat na premiera, ma przekonać wyborców o prawicowej i niepodległościowej wrażliwości. Nazwisko ogłosimy w marcu – przekazał na antenie Radia Maryja prezes PiS, Jarosław Kaczyński.

– Nie będę teraz mówił, o kogo chodzi, ale ten wybór już został dokonany, bo jest ktoś, kto wydaje się odpowiadać tym wymogom – zaznaczył prezes Prawa i Sprawiedliwości.

Niewykluczone, że decyzja zostanie ogłoszona w krakowskiej Hali Sokoła. To tam PiS przedstawiło kandydatury dwóch przyszłych prezydentów – Andrzeja Dudy i Karola Nawrockiego.

Według naszych informacji kandydatem PiS na premiera będzie Przemysław Czarnek lub Tobiasz Bocheński. Ten drugi kilka tygodni temu w programie „Polski Punkt Widzenia” na antenie Telewizji Trwam zaprzeczał.

– Ja nic nie wiem o takich planach – mówił Tobiasz Bocheński.

Z zapowiedzi prezesa Jarosława Kaczyńskiego kpi szef dyplomacji, Radosław Sikorski.

– Misja utworzenia rządu przypada przynajmniej w pierwszym rozdaniu największej partii, która wygra wybory. Myślę, że pan prezes Kaczyński nie będzie miał tego problemu – stwierdził Radosław Sikorski.

Partia ma się zjednoczyć przy jednym nazwisku. Koalicja rządowa przewiduje jednak odwrotny efekt.

– Cokolwiek nie zrobi Jarosław Kaczyński, ma na głowie konflikt – ocenił Mariusz Witczak, poseł Koalicji Obywatelskiej.

Decyzji prezesa Jarosława Kaczyńskiego może nie zaakceptować Mateusz Morawiecki i jego zwolennicy. Według mediów były premier z grupą posłów przygotowuje się do opuszczenia partii.  Obecnie spotyka się w wyborcami w całym kraju. Ma też sondować lokalnych działaczy, czy są gotowi go poprzeć.

Prezes Jarosław Kaczyński chce, aby kandydat na premiera nie był obciążony błędami rządów Zjednoczonej Prawicy. Tak było z kampanią Karola Nawrockiego i przyniosło to efekt – mówił poseł PiS, Zbigniew Kuźmiuk.

– Może nie tyle się wyparł, ile na przykład krytycznie mówił o niektórych posunięciach, a więc odzwierciedlał oczekiwania elektoratu i moim zdaniem tak powinniśmy robić w kampanii wyborczej – podkreślił Zbigniew Kuźmiuk.

Twarzą tych błędów, jako ówczesny szef rządu, jest Mateusz Morawiecki. To polityk nie do zaakceptowania dla Konfederacji, potencjalnego koalicjanta PiS. Na niego spada odpowiedzialność za politykę covidową, za Zielony Ład, za KPO czy za uległość wobec Ukrainy – wskazał Michał Nieznański z Konfederacji.

– Sama osoba Mateusza Morawieckiego nie jest dobrze postrzegana w samej Konfederacji i wśród wyborców Konfederacji – akcentował Michał Nieznański.

Były premier nie komentuje plotek. W internetowym wpisie broni ośmiu lat rządów Zjednoczonej Prawicy podkreślając, iż Prawo i Sprawiedliwość pokazało, że jest partią, która dotrzymuje słowa, ma wizję i ambicję oraz dba o najsłabszych.

„Jest to dziedzictwo, którego nie możemy się wstydzić i jednocześnie obietnica, którą dajemy dziś Polakom: zmienimy ten fatalny rząd chaosu i przywrócimy państwo na właściwe tory!” – napisał na platformie X Mateusz Morawiecki.

Rozpad Prawa i Sprawiedliwości może być jednak kontrolowany, zaplanowany wcześniej przez kierownictwo partii. Niezależne ugrupowanie Mateusza Morawieckiego mogłoby stać się centrowym koalicjantem PiS. Do tego musi zostać spełnionych kilka warunków – podkreślił politolog, dr Piotr Gawryszczak.

– Żeby ono przekroczyło pięcioprocentowy próg i weszło do parlamentu, wprowadziło jakąś ilość posłów i wtedy potencjalny koalicjant – mówił dr Piotr Gawryszczak.

Podobnie było w przeszłości, kiedy Zbigniew Ziobro opuścił Prawo i Sprawiedliwość, a po kilku latach jego Solidarna Polska weszła do rządu Zjednoczonej Prawicy.

TV Trwam News

drukuj