Czas na zaciskanie pasa – przyszłoroczne rachunki za prąd mogą wzrosnąć nawet o 50 procent
Przyszłoroczne rachunki za prąd mogą wzrosnąć nawet o 50 procent. To efekt unijnych regulacji klimatycznych oraz podwyżek różnych opłat, które są uwzględniane w rachunkach za prąd.
Do końca roku Polacy korzystają z zamrożonych cen energii elektrycznej na poziomie 500 zł za MWh. W styczniu rachunki mogą wzrosnąć.
– Oczywiście, że się obawiamy, budżet rodzinny i tak ucierpi – mówił jeden z mężczyzn.
– Już dostałem rozliczenie. gdzie mniej więcej 100 zł na ratę mam więcej, jeżeli grudzień, a styczeń – powiedział mieszkaniec Polski.
Media wyliczyły, iż rachunki za prąd w przyszłym roku mogą wzrosnąć o 50 proc. Minister energii, Miłosz Motyka, próbował przekonywać, że tak nie będzie.
– Nie będzie podwyżek cen prądu o 50 proc. Ceny w taryfach zatwierdzanych przez prezesa URE liczymy będą na poziomie niższym niż te, które są dzisiaj mrożone – oznajmił szef resortu energii.
Taryfa to jednak tylko jedna z części rachunku za prąd.
Prof. Władysław Mielczarski, ekspert ds. energetyki, zauważył, że głównym obciążeniem polskiej energetyki są unijne regulacje oraz podatek ETS.
– Cena niestety będzie coraz rosła, ale to jest spełnienie postulatu transformacji energetycznej, bo głównym postulatem transformacji energetycznej jest to, że ceny mają energii być wysokie i tej energii ma brakować – zaakcentował prof. Władysław Mielczarski.
Do rachunku za prąd dolicza się opłaty dystrybucyjne, a te w przyszłym roku wzrosną. Z kolei opłata mocowa – zależna od poziomu zużycia energii – będzie wyższa o 50 proc. O tyle wzrośnie też opłata kogeneracyjna, która finansuje jednoczesne wytwarzanie prądu i ciepła. Ponad 2-krotnie wyższa będzie opłata OZE, która trafia do producentów energii z odnawialnych źródeł energii.
To realna podwyżka – zaznaczył ekspert ds. energetyki, Daniel Czyżewski.
– One w ostatnich latach znacząco wzrosły. Obecnie rachunki za energię wyglądają w ten sposób, że opłaty dystrybucyjne są prawie równie wysokie jak opłaty za samą energię – wskazał Daniel Czyżewski.
Eksperci uważają, że z części dodatkowych opłat można zrezygnować, ale zależy to od woli rządu. Gotowe rozwiązania w tym zakresie przedstawił prezydent Karol Nawrocki, którego ustawa przewiduje obniżenie cen energii o 33 procent. Byłoby to możliwe między innymi dzięki obniżce VAT-u na prąd z 23 do 5 procent. Rząd wyliczył, że realizacja pomysłów głowy państwa to uszczuplenie budżetu państwa o 14 mld zł.
Minister energii, Miłosz Motyka, stwierdził, iż nie widzi szans na przyjęcie projektu.
– On jest źle policzony i powinien zostać zwrócony do wnioskodawcy. Gdzie pan prezydent chce, komu chce zabrać, czy ze służby zdrowia, czy z edukacji – powiedział minister Miłosz Motyka.
Co ciekawe, w kampanii w 2023 roku Polskie Stronnictwo Ludowe proponowało obniżkę VAT-u na energię elektryczną. Po wejściu do koalicji rządowej ludowcy zrezygnowali z tej obietnicy.
Rząd Donalda Tuska zaprzepaścił szansę na obniżkę cen – spuentowała prof. dr hab. inż. Halina Pawlak-Kruczek z Politechniki Wrocławskiej.
– Wszyscy wiedzą, iż zadłużenie w budżecie jest ogromne, które wynika z tego, że duże firmy, które do niedawna przynosiły duże zyski, a w związku duże wpłaty do budżetu, albo są na stratach, albo przynoszą wielokrotnie mniej – mówiła prof. dr hab. inż. Halina Pawlak-Kruczek.
Ceny prądu nie są jedynym zmartwieniem Polaków. Utrapieniem są też ceny ogrzewania – zwłaszcza systemowego – w budynkach wielorodzinnych.
– Ceny straszliwie rosną. Dzisiaj patrzyłem, że ktoś tam mówi, iż w Warszawie 140 zł ciepło kosztuje. Kiedyś kosztowało 40 zł i wszyscy uważali, że dużo – podsumował prof. Władysław Mielczarski.
Część odbiorców ciepła systemowego może wnioskować o wsparcie w postaci bonu ciepłowniczego. To pomoc dla najuboższych gospodarstw domowych w wysokości maksymalnie 1750 złotych, ale tylko gdy cena ciepła osiągnie maksymalną cenę określaną przez rząd.
TV Trwam News



