fot. pixabay.com

Codziennie znika w Polsce dziesięć sklepów

Każdego dnia w Polsce znika przynajmniej dziesięć sklepów – podaje „Rzeczpospolita”. To dane Dun&Bradstreet Poland za pierwsze półrocze br. Wynika z nich, że w ciągu sześciu miesięcy tego roku liczba sklepów na polskim rynku skurczyła się w porównaniu z końcem 2024 r. o ponad 0,5 proc. do około 365 tys. 200 placówek.

Najszybciej ubywa sklepów spożywczych, odzieżowych, meblowych czy sprzedających części motoryzacyjne, komputery i zabawki. Prasa podaje, że detaliczni sprzedawcy zmieniają charakter handlu, dostosowują się do rzeczywistości i sprzedają w internecie, gdzie są ich klienci.

Na zmniejszanie się liczby sklepów ma wpływ także m.in. nierówne ich traktowanie – zauważa szef handlowej ,,Solidarności”. Alfred Bujara mówi, że sklepy z polskim kapitałem nie wytrzymują konkurencji z sieciami międzynarodowymi.

– Sklepy polskie nie mają zaplecza hurtowego, nie mają się po prostu gdzie zaopatrzyć w artykuły, które byłyby konkurencyjne, bo rynek jest dominowany przez kapitał międzynarodowy. Dzisiaj można powiedzieć śmiało o nierównym traktowaniu podmiotów na rynku. Zobaczmy, przez lata kapitał międzynarodowy dostaje na specjalnych warunkach kredyty z Europejskiego ZAO, Banku Odbudowy i Rozwoju czy z Banku Światowego. Takich kredytów nie dostają polscy kupcy, nie dostają polscy producenci – zaznaczył szef handlowej ,,Solidarności”.

Alfred Bujara podkreśla, że zmniejszona konkurencja na rynku i znikanie polskiego kapitału z handlu doprowadzą do drożyzny. Jak mówi, tak jest już w Czechach, gdzie nie ma rodzimych firm handlowych, a ceny dyktują sieci zagraniczne.

Szef handlowej ,,Solidarności” wskazuje, że w Polsce brakuje ustaw regulujących funkcjonowanie handlu, franczyzę i udzielenie pożyczek na szczególnych warunkach, co powoduje, że scenariusz czeski będzie się u nas realizował.

 

PAP

drukuj