fot. Monika Bilska

Bój o wypowiedzenie szkodliwej Konwencji Stambulskiej

Sekretarz generalna Rady Europy pisze oświadczenie, w którym przestrzega Polskę przed wypowiedzeniem Konwencji Stambulskiej. Mija się jednak z prawdą, kiedy wskazuje na cel dokumentu. Konwencja Stambulska to manifest ideologii gender. I tylko pozornie walczy z przemocą domową.

Politycy obozu władzy różnie mówili o Konwencji Stambulskiej. Minister rodziny Marlena Maląg najpierw zapowiadała jej wypowiedzenie. [czytaj więcej] Później podkreślała, że żadna decyzja nie zapadła. [czytaj więcej]

Wicepremier Jadwiga Emilewicz wskazywała, że jest zwolenniczką wypowiedzenia konwencji. I teraz te wszystkie deklaracje postanowiło zweryfikować Ministerstwo Sprawiedliwości.

– Obiecywaliśmy realizację konserwatywnej agendy i to jest jeden z istotnych elementów tej agendy – mówił wiceminister sprawiedliwości Marcin Romanowski w TV Trwam. [czytaj więcej]

W poniedziałek do resortu rodziny wpłynie wniosek o podjęcie prac nad wypowiedzeniem Konwencji Stambulskiej. Konwencja to dokument Rady Europy. Polska ratyfikowała go jeszcze w czasach poprzedniej władzy. W praktyce jednak Ministerstwo Sprawiedliwości nie potrzebowało wytycznych Rady Europy, by skutecznie walczyć z przemocą domową. Dziś z ust sekretarz generalnej Rady Europy pada sprzeciw wobec deklaracji, jakie płyną z Polski.

„Konwencja stambulska jest kluczowym międzynarodowym układem Rady Europy dotyczącym zwalczania przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. I to jest jedyny cel, jaki jej przyświeca” – stwierdziła Marija Pejčinović Burić, sekretarz generalny Rady Europy.

Konwencja nie pomaga w walce z przemocą. Szkodzi, bo błędnie identyfikuje źródła przemocy – zaalarmowała prawnik i psycholog Magdalena Korzekwa-Kaliszuk.

„Konwencja milczy na temat rzeczywistych źródeł przemocy, jakimi są: rozpad trwałych struktur społecznych (zwłaszcza rodziny), uzależnienia od alkoholu, narkotyków i pracy, rozluźnienie moralnych norm społecznych, seksualizacja dziewcząt i kobiet oraz trywializacja przemocy w przekazie medialnym” – zaznaczyła Magdalena Korzekwa-Kaliszuk.

W praktyce konwencja to manifest ideologiczny. Chce wprowadzać do szkół treści o płci społeczno-kulturowej i mówi o „ niestereotypowych rolach przypisanych płciom”. To wprost założenia ideologii gender. I te założenia mają przebić się do szkół w programach nauczania.

– Po pierwsze nie mogą być czymś incydentalnym, ale systemowym. Po drugie nie mogą być poddane woli rodziców, dzieci czy instytucji. Mają być po prostu obowiązkowe i narzucone – zauważył wiceminister Marcin Romanowski.

Takie treści znajdują się w raporcie wyjaśniającym, który jest częścią konwencji. Przeciwko wypowiedzeniu tego dokumentu protestują lewicowi aktywiści. Z kolei politycy Lewicy zapowiadają, że będą sięgać po wszystkie możliwe narzędzia, by zablokować wypowiedzenie Konwencji Stambulskiej.

TV Trwam News

drukuj