fot. sxc.hu

Biznes bez kredytów

Co świadczy o tym, że banki nie wierzą w perspektywy naszej gospodarki? W końcu września ubiegłego roku na 974 mld zł udzielonych kredytów zaledwie 281 mld zł stanowiły te dla przedsiębiorstw. To tylko o 1,4 proc. więcej niż rok wcześniej – podała KNF w raporcie o sytuacji banków za pierwsze trzy kwartały 2013 roku. Nie ma zatem akcji kredytowej, trwa kredytowa stagnacja. KNF tłumaczy to niskim wzrostem gospodarczym i niepewnością co do przyszłej koniunktury.

– Banki obserwują brak popytu na rynku, brak stymulacji rozwoju gospodarki, brak procesów konwergencji w Unii Europejskiej, zbliżającą się zapaść demograficzną. I na tej podstawie uznały, że brak jest opłacalnych projektów inwestycyjnych. Dlatego nie kredytują gospodarki – tłumaczy dr Cezary Mech, były wiceminister finansów. Szczególnie niepokojący jest spadek o 0,8 proc. kredytów dla sektora małych i średnich przedsiębiorstw, ponieważ to właśnie ten sektor jest kluczowy w przekształcaniu nowych pomysłów w przedsięwzięcia gospodarcze, które generują powstawanie nowych miejsc pracy.

Jeśli nie gospodarkę, to co finansują banki w Polsce? – Kredytują głównie budżet i klientów indywidualnych – wyjaśnia dr Mech. – To bardzo niekorzystna tendencja, ponieważ w warunkach zastoju gospodarczego prowadzi do nadmiernego zadłużenia państwa i obywateli – podkreśla finansista.

Redukcja stóp NBP w ubiegłym roku ograniczyła nieco koszty kredytu i poprawiła sytuację kredytobiorców, wynika z raportu KNF. Korzyści ze zmiany osiągnęły również banki, ponieważ oprocentowanie kredytów w poszczególnych instytucjach spadało dużo wolniej niż oprocentowanie depozytów. Pomiędzy styczniem a wrześniem ubiegłego roku średnie oprocentowanie depozytów w bankach spadło z 4 proc. do 2,4 proc., a więc o 1,6 punktu procentowego, podczas gdy oprocentowanie kredytów zmniejszyło się tylko o 0,8 punktu procentowego (z 7,8 proc. do 7,0 proc.).

Przeciętne oprocentowanie kredytów dla przedsiębiorstw w badanym okresie wynosiło 4,4 proc., a więc było wysokie jak na aktualne możliwości rynku. Zwłaszcza że depozyty przedsiębiorstw banki przyjmowały na 2,3 procent.

Kredyty dla gospodarstw domowych były udzielane średnio na 9,5 procent. W tej ostatniej grupie horrendalnie drogie były kredyty konsumpcyjne, których banki udzielały na 20,7 proc., natomiast długoterminowe kredyty mieszkaniowe zabezpieczone hipotecznie oprocentowane były na 5,6 procent.

W aktywach i pasywach banków nadal figuruje dużo spekulacyjnych instrumentów w obcych walutach, co zwiększa ryzyko sektora i jego klientów. Kwota udzielonych kredytów walutowych w przeliczeniu na złote wynosiła na koniec września 345 mld zł, co stanowi 24 proc. bankowych bilansów. W pasywach zobowiązania z tego tytułu wobec systemu finansowego wynosiły łącznie 289 mld zł, tj. 20 proc. bilansów. Różnica tych wielkości – 56 mld zł – pokazuje skalę podjętego przez sektor bankowy w Polsce ryzyka walutowego.

– Mówiąc w uproszczeniu, jeśli złoty się wzmacnia, to bankom maleją pasywa, czyli należności wobec instytucji, w których się refinansują, a jeszcze bardziej – aktywa, czyli należności od klientów, którzy spłacają kredyty. I vice versa. Jednocześnie przekłada się to na sytuację kredytobiorców, gdzie rosną lub spadają zaległości w spłacie kredytów – tłumaczy dr Cezary Mech. Jednak sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana, ponieważ sektor bankowy nie ma zabezpieczenia kursowego na wspomnianą skalę w postaci depozytów we frankach szwajcarskich i euro, lecz zabezpiecza się instrumentami pochodnymi (tzw. swapy walutowe). W rezultacie każdy ruch w górę lub w dół kursu złotego pociąga za sobą problemy albo dla banków, albo dla ich klientów, a w skrajnych wypadkach – dla obu stron, a nawet państwa i podatników.

Dyktat liderów

– Decydenci powinni dbać, aby regulacje były tak skonstruowane, żeby długi zaciągane były w walucie krajowej, a stopy były niskie. To ich krótkowzroczność, niekompetencja i uleganie lobby bankowemu doprowadziły do sytuacji, że wszyscy stali się zakładnikami wszystkich – uważa ekspert.

Mimo kryzysu, zastoju akcji kredytowej i podjętego ryzyka walutowego zysk sektora bankowego wyniósł 11,8 mld złotych. Wysokie wyniki idą w parze z postępującą koncentracją sektora. W ciągu trzech pierwszych kwartałów 2013 r. udział w rynku pięciu największych banków wzrósł o 2 punkty procentowe (z 45 do 47 proc.), zaś udział dziesięciu największych podskoczył z 64,5 do 68 procent.

– Im większa koncentracja, tym gorzej dla klientów, którym banki narzucają reguły i wysokie prowizje – zwraca uwagę nasz rozmówca.

Co należy zrobić, aby zaprząc system bankowy do pracy na rzecz polskiej gospodarki? – Przede wszystkim zlikwidować finansowanie spekulacji, która grozi tym, że podatnicy będą musieli ratować banki. Należy też zwiększyć konkurencję w sektorze bankowym przez ułatwianie nowym podmiotom wejścia na rynek. Należy traktować w sposób uprzywilejowany kredytowanie przedsiębiorstw produkcyjnych tworzących nowe miejsca pracy, zwłaszcza nowo powstających małych i średnich o charakterze innowacyjnym, oraz dbać o niską stopę kredytów – zaleca dr Mech. – Procesy konwergencji, czyli naszego zbliżenia do gospodarek wysokorozwiniętych, nie powinny polegać na aprecjacji złotego osiąganej za pomocą spekulacji walutowych i preferencji importerów, lecz powinny toczyć się w realnej gospodarce poprzez wzrost płac i eksportu – podkreśla. Chodzi więc o to, aby poprzez system bankowy kierować oszczędności ludzi na tworzenie nowych miejsc pracy o dużej wartości dodanej.

 

Małgorzata Goss

drukuj