Będą zmiany w rozporządzeniu o sklepikach szkolnych

Resort zdrowia zmieni tzw. rozporządzenie sklepikowe, które wyeliminowało ze szkolnych sklepików niezdrową żywność, a ze stołówek sól i cukier. Sprawą zajmuje się także minister edukacji, która żartobliwie przyznaje, że z ministrem zdrowia negocjuje w sprawie drożdżówek i soli do ziemniaków. 

Otyłość wśród dzieci i młodzieży staje się coraz większym problem społecznym. Co piąte dziecko w wieku szkolnym ma nadwagę.  Sprawą zajęła się więc premier Ewa Kopacz.

– Zadbaliśmy o to, aby chipsy, słodkie napoje, fast foody  i inne  rodzaje niezdrowej żywności zniknęły ze szkolnych sklepików – oświadczyła premier.

Od pierwszego września zaopatrzenie w sklepikach szkolnych zmieniło się radykalnie.

– Nie ma słodyczy, chipsów, niezdrowej żywności  – wymienia Kamil, uczeń szkoły podstawowej.

Nie ma również drożdżówek – bo są za słodkie.

– Rzeczy, które sprzedaje się w szkole nie mogą mieć powyżej 10 gramów cukru – przypomina uczeń Mateusz.

Wiele sprzedawanych w sklepikach produktów nie może też zawierać soli.  Idea walki z otyłością wśród dzieci i młodzieży ze wszech miar słuszna, tyle tylko, że jej realizacja nienajlepsza, bo rozporządzenie ministra zdrowia w sprawie sprzedaży produktów spożywczych w szkołach dotyczy także stołówek szkolnych. A to oznacza, że zupę na obiad, czy ziemniaki gotuje się  bez soli, a kompot bez cukru. Dzieci nie chcą  jeść takich posiłków.

– Prawdą jest, że jest to pierwsze rozporządzenie i jest ono rozporządzeniem dość rygorystycznym – przyznaje wiceminister zdrowia  Małgorzata Małecka-Libera.

Rozporządzenie właśnie z tego powodu jest krytykowane, bo eliminując jedną skrajność – jaką był nieograniczony dostęp do niezdrowych produktów – wprowadziło drugą: radykalne wymogi, co do jakości sprzedawanej żywności.

– To, co wprowadziła obecna ekipa, to kompletne poplątanie z pomyleniem – komentuje wiceprezes Prawa i Sprawiedliwości Beata Szydło. 

Resort zdrowia przyznaje, że do ministerstwa napływają  skargi, pytania i  prośby o interpretację rozporządzenia.

– Jesteśmy otwarci na to, żeby w pewnych obszarach, w pewnych punktach, które zostały w rozporządzeniu zapisane, doprecyzować, wyjaśnić, być może nieco zmodyfikować – oświadczyła Małgorzata Małecka Libera.

Swoje sugestie już zgłosiła  minister edukacji Joanna Kluzik-Rostowska.

– Wynegocjowałam wczoraj z ministrem zdrowia powrót drożdżówek, będą negocjować również kawę ­– żartowała minister.

Na tym nie koniec. Minister edukacji będzie przedstawiać ministrowi zdrowia kolejne  śmiałe postulaty. „Chciałabym, żeby można było troszkę więcej soli do ziemniaków” –  powiedziała.

Na negocjacje o soleniu zupy pani minister już zbraknie czasu.


TV Trwam News/RIRM

drukuj