fot. PAP/EPA

Azerbejdżan: W konflikcie o Górski Karabach zginęło 2783 azerskich żołnierzy

2783 azerskich żołnierzy zginęło w konflikcie o Górski Karabach – poinformowało w czwartek ministerstwo obrony Azerbejdżanu. Dotychczas Baku nie informowało o stratach, jakie poniosła jego armia w walkach o separatystyczny region, kontrolowany przez ponad ćwierć wieku przez Ormian.

Informacja o 2783 zabitych pojawiła się na stronie internetowej resortu obrony Azerbejdżanu. Podano tam również, że wciąż trwa ustalanie tożsamości 103 ofiar.

Za zaginionych uważanych jest ponad 100 żołnierzy. „Trwają ich poszukiwania” – podano. 1245 wojskowych jest leczonych w szpitalach.

Armenia nie przekazała jeszcze ostatecznej liczby ofiar po swojej stronie, lecz 14 listopada ministerstwo zdrowia informowało o 2317 zabitych – podała agencja Reuters.

Separatystyczny Górski Karabach to ormiańska enklawa, znajdująca się de iure na terytorium Azerbejdżanu. Region ten oraz kilka przylegających do niego terenów (również na terytorium Azerbejdżanu) od wojny w latach 90. ubiegłego wieku kontrolowali Ormianie.

We wrześniu Azerbejdżan podjął próbę odzyskania kontroli nad regionem. Po sześciu tygodniach walk, w trakcie których Baku uzyskało znaczną przewagę i zdobycze terytorialne, w nocy z 9 na 10 listopada podpisano trójstronne (Armenia, Azerbejdżan oraz Rosja jako gwarant) porozumienie pokojowe.

Na jego mocy doszło do zawieszenia broni, a do regionu wprowadzono rosyjskie siły pokojowe, które mają tam pozostać przez co najmniej pięć lat. Armenia zobowiązała się do przekazania Azerbejdżanowi zajętych terenów w Górskim Karabachu oraz trzech rejonów przylegających do niego. Drogę łączącą Armenię ze stolicą separatystycznego regionu Stepanakertem, określaną jako korytarz laczyński, mają ochraniać rosyjskie wojska.

Porozumienie, które wywołało euforię w Azerbejdżanie, stało się przyczyną konfliktu politycznego i protestów w Armenii. Opozycja i wielu jej zwolenników wyszło na ulicę, domagając się dymisji premiera Nikola Paszyniana jako „zdrajcy”. Rozejm uznali oni za kapitulację.

PAP

drukuj