Śladami ks. kard. S. Wyszyńskiego: Andrzejów i Włocławek

Andrzejów i Włocławek to miejscowości, które miały ogromny wpływ na dalsze losy przyszłego Prymasa Tysiąclecia. Andrzejów ze względu na to, że właśnie tam młody Stefan pożegnał swoją matkę, zaś we Włocławku został kapłanem. Już 12 września ks. kard. Stefan Wyszyński zostanie przez Kościół ogłoszony błogosławionym. 

W 1910 roku rodzina Wyszyńskich przeniosła się do Andrzejewa.

Stanisław Wyszyński otrzymał od proboszcza Józefa Dmochowskiego propozycję objęcia posady organisty w kościele w Andrzejowie. Przyjął ją chętnie, ponieważ wiązało się to ze wzrostem uposażenia i poprawą warunków mieszkaniowych dla licznej rodziny Wyszyńskich – powiedział Damian Jasko, nauczyciel w Szkole Podstawowej w Ołdakach Polonii.

Przeprowadzka nastąpiła w kwietniu.

Starsze dzieci zaczęły uczęszczać do miejscowej szkoły, natomiast młodsze posłano do ochronki – wyjaśnił Damian Jasko.

Znaczącym i bardzo ważnym miejscem dla młodego Stefana Wyszyńskiego stała się miejscowa świątynia.

W tym kościele po raz pierwszy spowiadał się, przystąpił do Komunii Świętej i przyjął bierzmowanie, służył przy ołtarzu do Mszy św. – mówił nauczyciel w Szkole Podstawowej w Ołdakach Polonii.

W andrzejewskiej świątyni zrodziło się również powołanie przyszłego prymasa Polski do kapłaństwa.

W Wielki Piątek była tradycja w kościele w Andrzejewie, zresztą tak jest do dziś, że śpiewane są Gorzkie Żale. Młody Stefan wsłuchiwał się w te pieśni siedząc przy konfesjonale. Wtedy uświadomił sobie, że w przyszłości chciałby zostać księdzem – przypomniał pedagog.

Duży wpływ na duchowość młodego Stefan Wyszyńskiego miała przedwczesna śmierć jego matki.

Gdy rodzina Wyszyńskich przeprowadzała się do Andrzejewa w 1910 roku matka prymasa spodziewała się kolejnego dziecka. Najmłodsza córka urodziła się 6 października,  nadano jej imię Zosia. Mama bardzo ciężko znosiła ciążę,  bardzo źle się czuła. Jej stan zdrowia po narodzinach dziecka jeszcze bardziej się pogorszył i 30 października 1910 roku zmarła (…). Dla całej rodziny był to na pewno duży cios. Stefan Wyszyński, gdy już później przyjeżdżał do tego miejsca, często we wspomnieniach wracał do tej chwili. Mówił o ogromnym bólu i smutku, który dotknął całą rodzinę, o tym, że często jako dzieci chodzili na cmentarz, żeby odwiedzić grób matki. Robili to czasami nawet skrycie przed ojcem, żeby pomodlić się przy mogile, złożyć kwiaty, ukoić swój ból  – mówił Damian Jasko.

Po śmierci matki dużą rolę w życiu Wyszyńskich odegrała opiekunka, którą dzieci nazywały „Ulisia”.

Ta kobieta bardzo dużo mówiła im o Matce Bożej. Prymas Tysiąclecia wspomniał, że bardzo mocno był związany z figurką Matki Boskiej stojącej w Andrzejewie – dodał Damian Jasko.

I tak w 1920 r. młody Stefan Wyszyński wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego we Włocławku.

Alumn Wyszyński przybył do naszego seminarium ciągnięty jakby taką famą, że jest to seminarium na bardzo wysokim poziomie naukowym, także przygotowujące alumnów do pełnienia funkcji kapłańskich w sposób zaangażowany, wydawało się bardziej zaangażowany niż w innych seminariach. O samych studiach alumna Wyszyńskiego wiadomo niewiele, ponieważ nie zachowały się żadne dokumenty – powiedział ks. Kazimierz Rulka, wieloletni dyrektor biblioteki seminaryjnej.

Święcenia kapłańskie otrzymał 3 sierpnia 1924 r. w katedrze we Włocławku z rąk ks. bp. Wojciecha Owczarka.

Na krótko przed święceniami diakon Stefan zapadł na chorobę, której na początku nie można było zdiagnozować i wylądował w szpitalu – wskazał ks. dr Antoni Ponimski, kapelan Sióstr Wspólnej Pracy od Niepokalanej Maryi we Włocławku.

„Święcenia kapłańskie otrzymałem w kaplicy Matki Bożej w bazylice katedralnej włocławskiej w roku 1924. Byłem święcony sam – 3 sierpnia. Moi koledzy otrzymali święcenia 29 czerwca, a ja w tym dniu poszedłem do szpitala. Była to jednak szczęśliwa okoliczność, gdyż dzięki temu mogłem otrzymać święcenia w kaplicy Matki Bożej. Gdy przyszedłem do katedry, stary zakrystian, pan Radomski, powiedział do mnie: Proszę księdza, z takim zdrowiem to chyba raczej trzeba iść na cmentarz, a nie do święceń. Tak się wszystko układało, że tylko miłosierne oczy Matki Najświętszej patrzyły na ten dziwny obrzęd, który miał wówczas miejsce. Byłem tak słaby, że wygodniej mi było leżeć krzyżem na ziemi, niż stać… Byłem święcony przez chorego, ledwo trzymającego się na nogach biskupa Wojciecha Owczarka… Skoro wyświęcono mnie na oczach Matki, która patrzyła na mękę swojego Syna na Kalwarii, to już Ona zatroszczy się, aby reszta zgodna była z planem Bożym” – pisał ks. kard. Stefan Wyszyński.

Msza św. prymicyjna odbyła się w kaplicy na Jasnej Górze.

– Dla niego nawet to miejsce – kaplica Matki Bożej, w kontekście tego, że bardzo wcześnie stracił matkę, była znakiem opiekuńczości Maryi nad jego życiem, które potem stało się – w jakimś sensie – główną treścią jego życie i posłannictwa – wskazał ks. dr Antoni Ponimski.

Po święceniach przez rok pracował jako wikariusz przy parafii katedralnej we Włocławku, był prefektem w szkole przy fabryce celulozy oraz redaktorem dziennika diecezjalnego „Słowo Kujawskie”.

– Jeżeli chodzi o polot dziennikarski, to  specjalnie go nie miał, ale pisał bardzo poprawnie. Czytając jego teksty byłem zdziwiony, że można pisać tak prosto, a jednocześnie tak precyzyjnie – wspominał ks. Kazimierz Rulka.

Artykuł powstał na podstawie programu TV Trwam „Wyszyński – historia”.

 

radiomaryja.pl/TV Trwam

drukuj