fot. PAP

AMW pozbywa się ostatnich min przeciwpiechotnych

Od dwóch lat Polskę formalnie obowiązuje zakaz stosowania i składowania min przeciwpiechotnych. Agencja Mienia Wojskowego pozbyła się ponad 70 proc. min. Wkrótce ma być wyłoniona firma, która zajmie się pozostałymi.

Do konwencji o zakazie stosowania, składowania, produkcji i przekazywania min przeciwpiechotnych oraz ich niszczeniu, zwanej traktatem ottawskim, przystąpiły dotychczas 162 państwa. Polska podpisała konwencję w 1997 r., ratyfikował ją w grudniu 2012 prezydent Bronisław Komorowski. Zwłokę uzasadniano poszukiwaniem alternatywnej broni.

„Agencja, świadoma swoich zadań w związku z wdrożeniem konwencji, już w 2010 r. podjęła działania związane z niszczeniem tej broni” – mówi dyrektor zespołu gospodarki mieniem ruchomym i obrotu specjalnego AMW Andrzej Pilucik. Do końca 2013 r. Agencja zniszczyła już ponad 70 proc. min.

W większości krajów niszczenie tych min odbywało się przez eksplozje na poligonie. Nasza metoda była nowatorska, myślę, że w skali Europy. Elementy min – żeliwo i drewno – udało się, mówiąc kolokwialnie, spieniężyć – mówi Pilucik.

Dzięki znalezieniu nabywców na surowce wtórne, z których były zrobione korpusy min, Agencja nie tylko nie dołożyła do ich likwidacji, ale zarobiła ok. 50. tys. zł. Wojsko pozbyło się ok. miliona min PMD-6 i SPOMZ-2.

Była to sprzedaż warunkowa – klient, który chciał pozyskać żeliwo i drewno, musiał na miejscu zniszczyć miny, żeby nie dało się ich odtworzyć i ponownie użyć – tłumaczy dyrektor.

Przy ponad 700 tys. min w obudowach drewnianych i ponad 310 tys. min z korpusami żeliwnymi dało to 430 ton żeliwa i 165 ton drewna. Zagospodarowano także 29 ton stalowych mechanizmów zapalników. Korpusy drewniane kruszono gąsienicami czołgów lub bojowych wozów piechoty. „Trudniej było z żeliwnymi. Żeliwo jest bardzo twarde, wykonawca zniszczył dwie maszyny” – mówi Pilucik.

Do likwidacji pozostało około 300 tys. min, których niestety nie można już potraktować podobnie jak drewnianych i żeliwnych. Nie można ich rozmontować, ani odzyskać surowców, te miny muszą być w całości – korpus wraz z ładunkiem – wrzucone do pieca i zniszczone – tłumaczy dyrektor.

Pozostałe do zniszczenia miny to produkcja radziecka i bułgarska z lat 60. i 70. „Sięgnęliśmy po usługę niszczenia, biorąc pod uwagę, że tego typu miny w Europie i na świecie już były niszczone” – mówi. AMW zwróciła się do NSPA – NATO Support Agency, która łącząc sferę wojskową i cywilną wspiera sojusz w sprawach logistycznych. NSPA pomaga AMW znaleźć firmę, która zniszczy miny.

Do przetargu stanęło siedem firm – trzy niemieckie, dwie polskie, po jednej z Rumunii i Hiszpanii. Na początku grudnia w Warszawie odbyła się konferencja dla potencjalnych wykonawców tej usługi. Zainteresowani wizytowali też jeden z pięciu składów, w których przechowuje się miny.

Oferenci muszą zapewnić bezpieczny transport i komory, w których miny będą niszczone w drodze eksplozji, z zachowaniem warunków dotyczących m.in. ochrony środowiska.

Do 12 stycznia firmy muszą złożyć ostateczne oferty. Zakładamy, że w lutym podpiszemy umowę i od maja miny zaczną wyjeżdżać do niszczenia. Nie będziemy już mieli min przeciwpiechotnych w Polsce – w całości wypełnimy zapisy konwencji ottawskiej – przewiduje Pilucik.

Zgodnie z prawem Polska ma na to czas do 2017 r. Agencja ocenia, że problem utylizacji min zostanie rozwiązany najpóźniej na początku 2016 r.

Traktat został wynegocjowany w 1997 r. Polska od 1998 r. wykonywała postanowienia konwencji – jeszcze przed ratyfikacją. Od 2003 r. składała też raporty, które jej sygnatariusze są zobowiązani przedkładać. W pierwszym zdaniu konwencji sygnatariusze oświadczają, że są zdecydowani „położyć kres cierpieniu i ofiarom powodowanym przez miny przeciwpiechotne, które każdego dnia zabijają lub kaleczą setki osób, w większości niewinne i bezbronne osoby cywilne, zwłaszcza dzieci”.

PAP/RIRM

drukuj