A. Macierewicz: Informatorów chcących pomóc Polsce przekazywano w ręce rosyjskie

Podkomisja ds. katastrofy smoleńskiej powołana w lutym przez ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza przedstawiła nowe dowody ws. przyczyn tragedii z 10 kwietnia 2010 r. Szef resortu obrony narodowej w „Polskim punkcie widzenia” na antenie TV Trwam ukazuje fakty, które nie zostały ujawnione Polakom, a także wskazuje odpowiedzialnych nierzetelnego badania przyczyn katastrofy.

Jednym z istotnych dowodów przedstawionych wczoraj przez komisję jest informacja, że 30 sekund przed zderzeniem samolotu z ziemią nastąpiła awaria układu sterowania samolotem.

– Samolot leciał wtedy ok 75-78 m/s więc łatwo policzyć, że 30 sekund to daleko z punktu widzenia brzozy czy działki Bodina – już dużo wcześniej doszło do awarii układu hydraulicznego. W prawdzie, są tam różne zabezpieczenia, ale nie ulega wątpliwości, że coś tę awarię mogło spowodować i miała ona później swoje konsekwencje. Zwłaszcza, że kilkadziesiąt metrów dalej, a 60 m przed „pancerną brzozą” znaleźliśmy fragmenty samolotu, które upadły na ziemię i są zidentyfikowane bardzo dokładnie – wyjaśnił minister obrony narodowej.

Antoni Macierewicz w rozmowie z red. Robertem Knapem podkreślił, że te części nie mogły oderwać się od samolotu przy zderzeniu z ziemią.

– Nie mogły odbić się od brzozy i o 60 m się cofnąć, bo leciały z prędkością ponad 270 km/h wraz z całym samolotem w momencie, kiedy się oderwały. Trudno byłoby zatem cofnąć się im w przeciwnym kierunku. Można wyliczyć, jaka byłaby potrzebna energia, aby je cofnąć o te kilkadziesiąt metrów – naprawdę olbrzymia. Nie mogły też w żaden inny sposób się odbić. Tam nie było żadnych przeszkód naturalnych, ani masztu, z którym mógłby się zderzyć [samolot] (…). Na pewno Tu-154M rozpadał się w powietrzu i na pewno nie była to wina polskich pilotów – to jest bezsporne – akcentował szef resortu.

Na pytanie, czy komisja po 6 latach od tragedii smoleńskiej jest w stanie sprawdzić, dlaczego awaria hydrauliki miała miejsce minister odpowiedział twierdząco.

– Pytano mnie o to 5,4,3 i 2  lata temu. Za każdym razem odpowiadałem: „Tak, mamy szansę, dojdziemy do prawdy, znajdziemy nowe materiały. Wiemy, że wiele z nich zostało ukrytych, a wiele innych można zrekonstruować”. Teraz mogę powtórzyć to z jeszcze większą determinacją. Jeżeli w ciągu pół roku udało nam się przesądzić w sposób jednoznaczny, że raport Millera, raport MAK-u jest sfałszowany, przyczyną nie był błąd pilotów, nie było obecności gen. Błasika w kokpicie oraz, że przyczyną był rozpad samolotu w powietrzu – to dojdziemy też do pozostałych elementów tego, co naprawdę się zdarzyło – uzasadnił Antoni Macierewicz.

Gość TV Trwam zwrócił uwagę, że w raporcie Jerzego Millera zostało pominiętych wiele dowodów, o których prowadzona przez niego komisja wiedziała.

– Nie ma faktu awarii hydrauliki, nie ma faktu rozpadu samolotu, nie pokazano części, które upadły przed brzozą. Odnaleźliśmy te informacje w dokumentacji komisji. Podobnie, jak wycięte ostatnie sekundy z rejestratorów parametrów lotu samolotu – z czarnych skrzynek – na których komisja [powołana w lutym br. przez MON] odczytała zaznaczony fakt awarii lewego silnika i generatora prądu, który miał miejsce ok. 300-tu metrów przed uderzeniem samolotu w ziemię – wyliczał minister obrony narodowej.

Podkomisja ds. katastrofy smoleńskiej powołana przez Antoniego Macierewicza dotarła także do niepublikowanego dotychczas nagrania zawierającego wypowiedź Jerzego Millera. Nakłania w nim członków swojej komisji do tego, aby raport nie różnił się zbytnio od raportu Rosjan.

– To jest coś więcej niż tylko zaprzeczenie rzetelności pracy tej Komisji (…). Pan Miller [bezpośrednio po katastrofie] nie powołał komisji. Wysłał tam grupę ludzi, ale niemających statusu komisji lotniczej – organu państwa polskiego – tylko była to grupa rekonensasowa, robocza, bez żadnego statusu prawnego. Dlatego byli traktowani przez Rosjan tak, jak wynika z dokumentacji, którą opublikowaliśmy – nie wpuszczano ich na miejsce, nie pozwalano im niczego badać, nie dawano im żadnych dowodów, nie pozwolono im nikogo przesłuchiwać, robić notatek itd. Tutaj mamy do czynienia nie tylko z pijarem, ale ze świadomym działaniem na szkodę badania tej największej tragedii w dziejach niepodległej Polski – to jest przestępstwo. Pan Jerzy Miller popełnia przestępstwo. On skłania organ państwowy do fałszowania wyników jego pracy przed rozpoczęciem działań przez ten organ – informował minister.

Szef resortu obrony powiedział, że doniesienie do prokuratury związane z fałszowaniem dowodów przez wyeliminowanie części materiału mówiącej o awarii generatora – zostało już wysłane.

Antoni Macierewicz wskazał, że najprawdopodobniej przed prokuraturą i sądem będzie musiał tłumaczyć się także ówczesny premier Donald Tusk, który na własne żądanie przejął władzę nad wszystkimi informacjami, działaniami i decyzjami związanymi z katastrofą smoleńską.

– To zostało udokumentowane i zalegalizowane zarządzeniem, które wielokrotnie potwierdzał sam Donald Tusk w swoich wypowiedziach. Pamiętamy wszyscy, jak mówił: „Ja ponoszę odpowiedzialność za wszystko; każdy organ państwowy podejmujący decyzję podejmuje ją na moją odpowiedzialność; biorę na siebie wszystko, co się stało w związku z tragedią smoleńską”. To ma konsekwencje polityczne i prawne. Myślę, że będzie musiał wyjaśnić to prokuraturze i sądowi – oświadczył gość „Polskiego punktu Widzenia”.

Jednak ujawniona opinii publicznej „instrukcja Millera” to tylko część problemu – podał minister obrony narodowej. Istnieją także informacje, z których wynika, że komisja Jerzego Millera współpracowała ze służbami specjalnymi Rosji.

– Mamy przecież materiały dotyczące służb specjalnych w tym samym czasie, którym nie pozwolono podjąć działań mających na celu wyjaśnienie tej tragedii. Ograniczano ich [komisji Millera] kompetencje tak, aby kwestie dojścia do prawdy nie były przez nich podejmowane. Przekazywano im obowiązek, że jeżeli ktoś z Rosjan, ze świadków zgłosi się do nich z informacjami nt. tego, co się stało –  natychmiast nazwiska, adresy i telefony tych ludzi mają być przekazane rosyjskim służbom specjalnym FSB. I tak robiono. Informatorów ze strony rosyjskiej chcących pomóc Polsce przekazywano w ręce rosyjskie.  To, co robił Miller jest tylko częścią całego konglomeratu działań na szkodę Polski, a na rzecz Federacji Rosyjskiej, których celem jest ukrycie prawdy o tym, co rzeczywiście stało się w Smoleńsku – zaznaczył szef resortu.

W tym samym dniu, w którym odbyła się konferencja podkomisji ds. wyjaśniania przyczyn katastrofy smoleńskiej Rosja zwróciła się do Polski z prośbą o dostarczenie materiałów zawierających nowe dowody ws. tragedii.

– Oczywiście natychmiast te materiały przekażemy licząc na to, że w tym samym czasie zostaną przekazane stronie polskiej materiały, które nadal przetrzymuje strona rosyjska: wrak, czarne skrzynki – polska własność i polski materiał dowodowy. Tam jest więcej tego materiału dowodowego. Ponad miesiąc temu zwróciliśmy się o to, żeby te materiały do nas trafiły. Dotąd była cisza, teraz strona rosyjska zaczyna się odzywać. To dobrze, bo zawsze chcemy współpracować z każdym, jeżeli to pomoże wyjaśnić tragedię smoleńską – podkreślił na zakończenie programu Antoni Macierewicz, minister obrony narodowej.

Cały „Polski punkt widzenia” można obejrzeć [tutaj].

RIRM

drukuj