fot. PAP/Artur Reszko

80. rocznica wywózki mieszkańców Tykocina do niemieckich obozów śmierci

Odsłonięciem tablicy uczczono w poniedziałek 80. rocznicę aresztowania, a następnie wywózki mieszkańców Tykocina (Podlaskie) do niemieckich obozów koncentracyjnych. Historycy szacują, że wywieziono wówczas z tego miasteczka ok. 400 osób.

 
Główne uroczystości odbyły się na placu Stefana Czarnieckiego. Wzięli w nich udział przedstawiciele władz samorządowych i rządowych, rodziny wywiezionych, a także przedstawiciele organizacji, instytucji i mieszkańcy.

„80 lat temu, w tym miejscu wydarzyła się niewyobrażalna tragedia” – mówiła rozpoczynając uroczystości Marzena Pisarska-Kalisty, która od lat bada historię mieszkańców Tykocina.

Przypomniała, że niemieccy żandarmi rozpoczęli aresztowania z samego rana 27 maja 1944 roku, więźniów kierowano na główny plac w mieście, plac Czarnieckiego, z którego wywieziono ok. 400 osób. W miasteczku pozostali tylko starcy i dzieci.

Aresztowanych najpierw przywieziono do więzień w Białymstoku, a potem pociągami zostali przewiezieni do niemieckich obozów koncentracyjnych. Pisarska-Kalisty wymieniła, że kobiety trafiły do Ravensbruck, skąd później większość z nich przeniesiona została do Sachsenhausen-Oranienburg i Bergen-Belsen. Natomiast mężczyzn wywieziono m.in. do Gross-Rosen, Sachsenhausen, Dachau i Bergen-Belsen.

Jak podkreśliła, o rozmiarze tragedii świadczy to, że z wywiezionych osób zginęła blisko połowa; 70 proc. mężczyzn i 20 proc. kobiet. Wymieniła, że z wywiezionych siedemdziesięciu małżeństw do domu wróciło jedynie osiemnaście par. Dodała, że z tą tragedią wiąże się druga – los pozostawionych dzieci, z których wiele nie doczekało powrotu rodziców.

Tragiczny wymiar tych wydarzeń podkreślali w swoich przemówieniach przedstawiciele władz samorządowych i rządowych. Burmistrz Tykocina Mariusz Dudziński zaznaczył, że 80 lat temu Tykocin „stracił swoją tożsamość”. Podkreślał jak ważne jest przekazywanie tej historii kolejnym pokoleniom. Wicewojewoda podlaski Paweł Krutul nawiązał do wojny na Ukrainie, w której codziennie giną cywile i apelował o to, by się nie kłócić, a budować porozumienia, by nie powtórzyć takich tragedii.

„Musimy ze szczególną troską pielęgnować postawy wzajemnej tolerancji i wrażliwości na krzywdę drugiego człowieka” – zaznaczyła natomiast wicedyrektor Muzeum Podlaskiego, które od wielu lat upamiętnia te wydarzenia, Bogusława Szczerbińska.

Podczas uroczystości cztery rodziny odebrały rzeczy osobiste – obrączki i łańcuszek z medalikiem – które należały do wywiezionych osób. Rzeczy znajdowały się dotąd w Arolsen Archive, w Międzynarodowym Centrum Nazistowskich Prześladowań, które gromadzi dokumenty, szuka rodzin i jeśli uda się je ustalić – oddaje pamiątki po ich bliskich.

„Z tych pamiątek, które dziś mają wielką wartość emocjonalną, sentymentalną, wyłaniają się historie czterech kobiet, które stały w tym miejscu, przed nami, dokładnie 80 lat temu. Miały wtedy przy sobie rzeczy, które dziś wracają w to samo miejsce” – mówiła Anna Meier-Osiński z Arolsen Archive.

Jedną z pamiątek – obrączkę – odebrała Irena Kozakiewicz. Powiedziała dziennikarzom, że należała ona do siostry jej ojca, która razem z nim i jeszcze jedną jego siostrą zostały wywiezione. Mówiła ze smutkiem, że ojciec i jedna z ciotek nie wrócili, a ją wychowywała tylko mama, która 80 lat temu była z nią w ciąży.

„Bardzo przykre mam przeżycia” – dodała.

Przed głównymi uroczystościami na miejscowym cmentarzu parafialnym, przy krzyżu obozowym odsłonięto pamiątkową tablicę z napisem: „W hołdzie mieszkańcom Tykocina. 157 więźniom zamordowanym w niemieckich obozach koncentracyjnych w latach 1944-1945, tym, którzy przeżyli i już żyją wiecznością oraz zesłanym na Syberię w latach 1939-1945”.

PAP

drukuj